MYŚLĘ SOBIE... POLSKA W DRODZE

Dlaczego pojechałam dookoła Polski rowerem

Stanęłam na złotej polanie. Przesunęłam dłonią po zbożu jakbym przeczesywała włosy. Było aksamitne i delikatne. Najbardziej podobało mi się, że mieni się w promieniach słonecznych. Zaciągnęłam się powietrzem – zapach lata. Zamknęłam oczy i zwróciłam twarz w stronę słońca, nie przestając muskać złocistych kłosów. Wokół panował spokój. Czułam się szczęśliwa. Zaczynałam swoją przygodę – dookoła Polski rowerem.

***

Po co tak pędzisz? Po co właściwie jedziesz tak i jedziesz? Nie bierzesz przecież udziału w wyścigu. Zostań dłużej. – Słyszałam wiele razy. Ja jednak nie pędziłam, choć mnie coś gnało. Tkwiła we mnie potrzeba, by jechać, być w ruchu, przemieszczać się. Potrzebowałam pedałować, ale powoli, bez pośpiechu. I zatrzymywać się co jakiś czas, siadać pod drzewem, rozkoszować się chłodem jego cienia, wejść w zboże i pobuszować w nim, gapić się w niebo i liczyć chmury. Być w ciszy.

Ludzie są najważniejsi, powtarzam często. I nie wycofuję się z tego. Przychodzi jednak taki czas, że bardziej odczuwam potrzebę pobycia sam na sam na łonie natury. Ta podróż po Polsce właśnie tym była. Była moim czasem. Czasem tylko dla mnie. Byli ludzie, były rozmowy, były spotkania z nimi i nowe znajomości. Ale sama czułam, że tym razem potrzebuję więcej przestrzeni dla siebie. Nie tego, by rozmawiać i słuchać innych, ale prowadzić dialog wewnętrzy i ten z przyrodą. Wsłuchiwać się w nią. W śpiew ptaków o poranku i dźwięk zapadającego zmroku.

***

– A nie mogłaś zrobić jakiejś dużej akcji? Znaleźć patronów, sponsorów? Żeby o tym było głośno?

– No…pewnie mogłam…

– A nie mogłaś pojechać gdzieś indziej? Jakiś inny kraj byłby ciekawszy.

– Może i mogłam…

– A nie mogłaś zebrać grupy ludzi, żeby tak nie jechać samej?

– Zapewne…mogłam…

Tak, mogłam wszystko, tylko pytanie: po co miałabym to robić?

Wiatr bawił się moimi włosami. Właściwie to nie bawił się nimi, lecz szarpał je. Słońce przypiekało bezlitośnie. Było 35 stopni Celsjusza, a ja w tym skwarze wspinałam się na kolejne podjazdy. Piekły mięśnie ud, pobolewał odcinek lędźwiowy (niełatwo wspina się rowerem z 30 kg obciążeniem). I po co właściwie to robię, zastanawiałam się sama, szukając odpowiedzi. Po co wymyśliłam, żeby objechać Polskę? Co mną kierowało?

Cofnijmy się w czasie o rok

Mieliśmy jechać razem, to znaczy ja i mój mąż. Rowerami może na Litwę, może Łotwę czy Estonię. Zbieg różnych okoliczności pokrzyżował nam plany. Mogłam zostać w domu z mężem albo znów pojechać sama. Mimo że w pojedynkę objechałam już trochę miejsc na świecie, to nigdy rowerem. Było to dla mnie nowe wyzwanie: sama pedałować przez świat. Ta myśl zalęgła się w mojej głowie tak, ja kilka lat wcześniej myśl o pierwszej samotnej podróży do Ameryki Środkowej.  I kiełkowała, dając o sobie znać przy każdej okazji.

Wtedy padło na wschodnią granicę, o której wiele już słyszałam od, zakochanego w tym regionie Polski, kolegi. Niech będzie wschód. To był dla mnie chrzest bojowy. Ze słabą umiejętnością posługiwania się mapą i fatalną orientacją w terenie, miałam wiele obaw. Niby to tylko Polska, mój własny kraj, moje kręgi kulturowe, a jednak podróż podszyta była lekkim strachem. To nie była przecież Gwatemala, Honduras, Salwador i Meksyk, przez które w pojedynkę przemieszczałam się rok wcześniej, i wspomnienie których to krajów u wiele osób wywołuje gęsią skórkę (np. u mojej mamy). A jednak.

Co mnie wtedy przekonało do wyjazdu? Po raz kolejny chęć sprawdzenia czy sobie poradzę i sprawdzenia jak wygląda ta osławiona wschodnia granica. Poza tym zawsze uwielbiałam zwiedzać świat z poziomu siodełka rowerowego, ale nigdy nie miałam okazji, żeby robić to samej. A samemu jest inaczej. Poza tym zawsze wybierałam odległego kierunki, zupełnie nie znając tego, co mam pod ręką. A Polska przecież jest taka piękna.

na drodze

Wróćmy więc do obecnego roku

Padł pomysł nowej sztafety rowerowej z Polski do Japonii, czyli Rowerowe Jamboree. Duże przedsięwzięcie, kilkadziesiąt zaangażowanych osób, dziewięć etapów do przejechania. Pojechałam na dwa. Na pierwszy „babski-zimowy” przez Rumunię, Bułgarię do Turcji zdecydowałam się, bo jako osoba ciepłolubna i uciekająca przed zimą w ciepłe kraje, chciałam się sprawdzić. Chciałam zobaczyć czy poradzę sobie z jazdą rowerem w zimowych warunkach i to w dodatku w grupie. Z jednym i drugim łatwo nie było, ale dałyśmy z dziewczynami radę i każda z nas dostała dobrą szkołę (Post „Plusy i minusy jazdy rowerem zimą„, „Dzienniki zimowe” ).

Po tym wyjeździe stwierdziłam, że z grupą już więcej nie jadę. Wzięłam jednak jeszcze udział w kolejnym etapie sztafety. Tak wyszło. Przejechaliśmy Iran i Turkmenistan. Było interesująco, inaczej. Było jednak też ciągle dużo ludzi, miast, głównych dróg, a mnie brakowało natury, spokoju i przestrzeni dla siebie. Czasami miałam wrażenie jakbym się dusiła, choć na irańskich i turkmeńskich pustyniach widziałam tak rozgwieżdżone niebo jak w żadnym innym kraju na świecie i przeżyłam najbardziej szalone przygody (O szalonych przygpodach w Iranie), to marzyłam o tym, by w końcu wsiąść na rower i pojechać samej.

O tym, że po powrocie ruszę w Polskę wiedziałam od dawna. Ta myśl od poprzedniego roku już porządnie zakwitła i wymościła sobie w mojej głowie wygodne miejsce.

Potrzebowałam oddechu po grupowych wyjazdach, czasu na pobycie z samą sobą, ze swoimi myślami, potrzebowałam nakarmić oczy pięknem natury i pozwolić, by zapach igliwia i świeżo skoszonego zboża rozlał się rozkosznie i wypełnił mnie. Chciałam czuć zapach trawy, promienie słońca na twarzy, dłonią rozgarniać na polu kłosy zbóż i niczym dziecko buszować w nim. Chciałam pojechać i robić wszystko po swojemu, tak, jak ja lubię, mam w zwyczaju. Grupowe wyjazdy wymagają pójścia na kompromis (Przeczytaj dlaczego lubię jeździć sama), a ja już dawno postanowiłam, że na zbyt wiele kompromisów z życiem poszłam i więcej nie zamierzam.

Przede wszystkim jednak nie chciałam się spieszyć, bo podróżować lubię powoli (O wolnym podróżowaniu)

Więc jaki był plan?

Planu nie było w ogóle. Z planowaniem jestem na bakier. Nie lubię, nie umiem, nie chcę. Wolę się poddawać chwili. Czasem coś tracę, innym razem zyskam, choć tak naprawdę nigdy nie rozpatruję podróży w kwestii zysków i strat. „Jak nie zaplanujesz, to coś cię ominie, czegoś nie zobaczysz”, mówi wielu. Podróże nauczyły mnie tego, że nawet jak zaplanuję, to i tak połowy z tego nie zrealizuję, a poza tym nigdy nie da się wszystkiego zobaczyć. Kiedy wyjeżdżałam po raz pierwszy na pięć miesięcy do Ameryki Środkowej myślałam, że to jest ogrom czasu. Potem okazało się, że to zaledwie urywek, który tylko w minimalnym stopniu pozwolił mi poznać kraj. Pierwsza długa podróż nauczyła mnie wielu rzeczy. Przede wszystkim, żeby nie gnać za kolejnymi atrakcjami w postaci ruin, muzeów, zabytków (choć jest wiele, które chcę zobaczyć). Nauczyła mnie, że świat najlepiej poznaje się przez pryzmat spotkanych w drodze ludzi, przez przebywanie w jakimś miejscu, a nie przebiegnięcie czy przepedałowanie przez nie i nie przez pryzmat budynków czy muzeów. Na mojej trasie praktycznie więc takich miejsc nie było.

Jak więc to się ma do mojego rowerowania dookoła Polski?

Potrzeby się zmieniają i uzależniają od wielu czynników. Wyjeżdżając z domu miałam w głowie chęć objechania Polski dookoła. Wiedziałam jednak, że mam na to dwa miesiące. Za mało, by nacieszyć się wieloma miejscami. Postanowiłam, że nie będę się bardzo spieszyć i jeśli w określonym czasie nie zamknę pętli, to nic się nie stanie. Nie wyjeżdżałam z domu z zamiarem dokonania jakiegokolwiek wyczynu. Nie rozpatrywałam tego w takich kategoriach. Nawet nie ogłaszałam na stronie, że jadę dookoła Polski, bo sama nie wiedziałam czy dojadę. Wiedziałam, że gdy powiem o tym na forum, to wtedy już będę musiała to zrobić. A nic mnie tak nie deprymuje jak „przymus”.

A potem dojechałam do połowy Polski i stanęłam przed wyborem. Mąż mówił: „Wracaj do domu”, a ja stwierdziłam, że skoro już taki szmat drogi za mną, to może jednak pojadę jeszcze kawałek. I pojechałam. Po mniej więcej ¾ Polski stwierdziłam, że teraz to już jednak byłoby głupie, gdybym nie zrealizowała planu, który dawno temu zakiełkował w głowie (no cóż, odezwała się we mnie moja „zadaniowość”)

Ta pętla nie jest idealna. Gdzieś ścięłam, coś ominęłam, bo jednak czas zaczął się kurczyć i musiałam wybierać czy trzymam się zasady o braku pośpiechu, czy jednak skoro zajechałam już tak daleko, to po prostu docieram do celu. Wolałam ściąć i opuścić pewne miejsca, by robić w ciągu dnia mniej kilometrów i w innych miejscach móc się zatrzymać na dłużej.

Tak w ogóle to nie musiałam tego robić, bo przecież nikomu nic nie obiecywałam, do niczego się nie zobowiązywałam, niczego nie ogłaszałam. Miałam wolność decydowania o wszystkim. Nie miałam nad głową sponsorów i patronów, którym byłam coś winna. Ta podróż była moja i dla mnie i tym miała pozostać.

A widziałaś…?

Nie, nie widziałam. Bo w tej podróży nie tego szukałam i nie tego w tej podróży potrzebowałam. Na moich zdjęciach prawie nie ma zabytków, drewnianych kościołów ze szlaku architektury drewnianej, zamków, eksponatów z muzeum. Jest za to mnóstwo kłosów zbóż, jęczmienia chylącego się na wietrze i zachodów oraz wschodów słońca nad opustoszałym jeziorem. Nie ma też zbyt wielu portretów, chociaż zwykle to one są dla mnie najważniejsze, podobnie jak ludzie, których spotykam w drodze (Przeczytaj jakich ludzi spotykam). Bo ten wyjazd miał mi pozwolić zatonąć w ciszy. „Nie nudno tak samej?” – słyszałam tyle razy, że gdyby płacono mi za każdą moją odpowiedź, nie musiałabym do końca życia martwić się o pieniądze na podróż. Człowiek jest ponoć z natury zwierzęciem stadnym. Ale czy może być odstępstwo od tej reguły? Ja lubię być sama i ta moja samotność na tym wyjeździe była wyborem. Ja tę moją samotność kocham. I nie rozumiem jak komuś może być z samym sobą nudno. Ja nigdy nie nudzę się w swoim towarzystwie. Samemu wszystko przeżywa się inaczej. W tłumie, grupie tracę zwykle to, co w podróży dla mnie najważniejsze.

A dlaczego Polska?

Zewsząd padały dobre rady i sugestie, że po co po Polsce, skoro inne kraje są ciekawsze. I sugestie, że „to TYLKO Polska”, bo ktoś przejechał rowerem z Polski do Portugalii i to jest dopiero COŚ!!! A ja nie jechałam dla wyczynu, dlatego takim szokiem był dla mnie Wasz odzew po informacji, że objechałam Polskę. Nie spodziewałam się, że na tylu osobach zrobi to takie wrażenie. Bo ja przecież tylko… jechałam przed siebie. Wydawało mi się to takie normalne. Przez głowę nie przemknęła mi myśl, że przez kogoś może to zostać uznane za wyczyn. A padło na Polskę, bo dopiero w zeszłym roku doceniłam tak naprawdę jej piękno i obiecałam sobie wykorzystywać letnie miesiące na to, by właśnie poświęcić je poznawaniu własnego kraju, który jest niesamowicie barwny, fascynujący, a nawet magiczny (Czy Polska jest egzotycznym krajem?). Polska ma niesamowitą przyrodę, którą z przyjemnością uwieczniałam na zdjęciach. Chciałam tymi fotografiami pokazywać Wam jak ta nasza Polska jest piękna. I chyba poniekąd mi się to udało. Kilka razy usłyszałam: „Niemożliwe, że te zdjęcia zrobione są u nas”. Są. Wszystkie, co do jednego. I jest możliwe jak najbardziej, bo Polska jest  piękna i trzeba to pokazywać.

***

Stanęłam na pokrytej złotym piaskiem gdańskiej plaży. Przesunęłam dłonią po złocistych ziarenkach, przesypałam je przez palce. Piasek był aksamitny i delikatnie łaskotał. Najbardziej podobało mi się, że mieni się w słońcu. Zaciągnęłam się powietrzem – zapach morskiej bryzy i lata. Zamknęłam oczy i zwróciłam twarz w stronę słońca, nie przestając przesypywać piasku przez palce. Było słychać tylko szum uderzających łagodnie o brzeg fal. Czułam się szczęśliwa, choć chciałam żeby ta podróż trwała dalej, to nie czułam żalu, bo wiadomo, że coś się kończy, coś się zaczyna.

O Autorce

B*Anita Demianowicz

Podróżuję, piszę i fotografuję. Współpracuję m.in. z magazynami Podróże, Poznaj Świat i Rowertour. Prowadzę prezentacje i warsztaty podróżnicze w całej Polsce. Jestem również przewodniczką grup trampingowych dla kobiet, a także organizuję festiwal TRAMPki-Spotkania Podróżujących Kobiet.
Jestem absolwentką kilku kierunków studiów, m. in. filologii polskiej na UG i Polskiej Szkoły Reportażu.
We wrześniu 2016 ukazała się debiutancka książka: "Końca świata nie było".

Więcej o mnie>>>.

Dodaj komentarz

51 komentarzy do "Dlaczego pojechałam dookoła Polski rowerem"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
wpDiscuz