MYŚLĘ SOBIE... W DRODZE

HCV – takiej pamiątki nie chcesz przywieźć z podróży. Bądź świadom.

W podróży łatwo się zapomnieć i pod wpływem chwili w pierwszym lepszym miejscu zrobić tatuaż, nowy kolczyk czy skorzystać z nieznanego dotąd zabiegu kosmetycznego. Niestety łatwo też zupełnie nieświadomie poza wrażeniami przywieźć z takiej podróży coś więcej, np. wirus HCV.

– Spokojnie. – Thomas zajrzał do gabinetu i próbował mnie uspokoić. – Nic ci nie będzie.

Stomatolożka pogrzebała, pooglądała, a potem powiedziała coś, co nie do końca zrozumiałam. Moja nauka hiszpańskiego nie obejmowała słownictwa medycznego.

– Czy jej chodzi o leczenie kanałowe? – zapytałam Thomasa, który zajrzał, by uspokoić Jael i Leviego biegających po gabinecie. (…)

– Nie może pani po prostu tej dziury załatać tymczasowo? Kanałowe zrobię po powrocie do domu.

Pokiwała głową i znów kazała otworzyć usta.

– Znieczulenie? – zapytała po chwili.

– Żadnego znieczulenia!

– Będzie bolało. 

– Tylko plomba? Bez kanałowego? – powtórzyłam tak dla przypomnienia.

Niby potwierdziła, ale wciąż z lękiem obserwowałam jej poczynania. Mojego zaufania nie budziła też asystentka medyczna, która jedną ręką podawała przyrządy, a drugą jadła hamburgera. Nim podała dentystce lusterko, tą samo dłonią wytarła z resztek sosu usta. Mało brakowało, a sprawdziłaby w nim, czy nie zostały jej między zębami kawałki mięsa. Zaczęłam się pocić. Z obawą przyglądałam się wypluwanej po płukaniu ust wodzie, modląc się, by nie było w niej krwi. 

 Powyższy fragment pochodzi z mojej książki „Końca świata nie było”. Wizytę w honduraskim gabinecie stomatologicznym, który nie budził zaufania, wspominałam i wspominam często. Szczególnie w sytuacjach, gdy ktoś, słysząc, że sama podróżowałam po przecież tak niebezpiecznych rejonach świata, jak Ameryka Środkowa, pyta o najniebezpieczniejszą historię, jaka mi się przydarzyła. Napad? Kradzież? A może… gwałt? Nie, wizyta u dentysty, odpowiadam wówczas z półuśmiechem.

Nieświadoma

Wtedy do śmiechu mi nie było. Bałam się. Bałam się zakażenia wirusem HIV. Szacuje się, że w Hondurasie wirusem HIV zakażonych jest około dwadzieścia tysięcy osób. Świadomie zabezpieczyłam się przed wszystkim innym. Wykonałam stosowne szczepienia przeciw: wirusowemu zapaleniu wątroby typu A i B (WZW A i B), polio, durowi brzusznemu, błonicy, tężcowi. Przy kolejnym wyjeździe przeciwko żółtej febrze, bo nie wiedziałam, dokąd mnie poniesie dalej. Zażywałam leki chroniące przed malarią. Wydawało mi się, że jestem świadoma i zabezpieczona prawie przed wszystkim. Jak się okazało niedawno, nie do końca.

Na wpół świadoma

Wzmianki o WZW C dochodziły do mnie już wcześniej, ale nie do końca zaszczepiły we mnie ciekawość. Wiedziałam, że nie mogę tak, jak w przypadku WZW A i B się przeciw niemu zaszczepić. Dopiero mail od Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – PZH  z zaproszeniem do wzięcia udziału w kampanii „HCV Jestem świadom” skłonił mnie do pogłębienia tematu.

Zajrzałam na listę czynników ryzyka (http://www.jestemswiadom.org/podstawowe-czynniki-ryzyka-zakazenia-hcv/). Wirus HCV przenosi się przez krew, czyli czynnikiem ryzyka może być każdy zabieg. Najpierw znów przypomniała mi się wizyta u dentysty w Hondurasie, w gabinecie, który pozostawiał wiele do życzenia (i ten hamburger!), a potem kolejne zabiegi związane z naruszeniem ciągłości tkanek: ortopedyczne, kosmetyczne, a w szczególności kolczykowanie i tatuowanie.

Tatuowanie i kolczykowanie

Kolczyki w uszach noszę odkąd pamiętam. Pierwsze dziurki były przebijane pistoletem u kosmetyczki. Następne przebijałam już sobie jako nastolatka sama… igłą do szycia (o, zgrozo!). Potem pierwsze wizyty w studiu tatuażu i kolczyk w nosie, języku, brodzie, kolejne kolczyki w uszach i pierwszy tatuaż w wieku osiemnastu lat, a potem następne. Pamiętam, kiedy wyszłam z gabinetu po przebiciu języka (miałam może szesnaście lat). Byłam oszołomiona, nie wiem, czy bólem, czy tym, że język stawał się coraz większy i coraz dokładniej wypełniał jamę ustną, czy tym, że w tamtym momencie dotarło do mnie, że mogłam się czymś zakazić. Wtedy powiedziałam sobie, że nigdy więcej. Oczywiście samą siebie oszukiwałam.

Pamiątki z podróży

Dziś wiele osób pyta mnie, czy nie myślałam, żeby przywozić sobie z kolejnych podróży pamiątkę w postaci tatuażu. Owszem, pomyślałam, ale nigdy tego nie zrobiłam i nie zamierzam. Tatuuję się w zaufanym czystym i zadbanym studio, w którym widzę jak mój tatuator zakłada odzież ochronną, nową parę rękawiczek po tym, jak przerwie tatuowanie, by wyjść do łazienki czy napić się czegoś, jak dezynfekuje każdorazowo ręce i sprzęt, używa jednorazowych igieł. W którym kładę się na fotelu, który wiem, że został zdezynfekowany i przykryty jednorazową podkładką zabezpieczającą. Nie mówię, że w innych krajach nie dbają o to, ale ja wybieram usługi kogoś, do kogo mam zaufanie. Do mojego tatuatora mam. W salonach kosmetycznych przy zabiegach zwracam uwagę na to, czy sprzęt jest dezynfekowany, a igły jednorazowe, rozpakowywane przy mnie.

W końcu świadoma

Zwykle moje obawy wynikały ze strachu jedynie przed HIV. Dziś jestem świadoma i wiem, że należy się też obawiać HCV, a co za tym idzie w miarę możliwości minimalizować ryzyko zakażenia. Badania wykazują, że w Polsce wirusem HCV zakażonych może być nawet 200 tysięcy osób. Z tego wynika, że jedna osoba na dwieście może być zakażona, przy czym jedynie dwie na dziesięć osób wiedzą o swoim zakażeniu, a to dlatego, że zazwyczaj przebiega bezobjawowo. Czasem mogą dokuczać objawy, które weźmiemy za zwykłe przemęczenie i osłabienie. Niestety odległym następstwem zakażenia wirusem HCV może być marskość czy rak wątroby. Ważne jest wczesne wykrycie wirusa i podjęcie leczenia. W Polsce są już dostępne i objęte refundacją najnowsze leki o bezpośrednim działaniu przeciwwirusowym o bardzo wysokiej skuteczności leczenia i wysokim profilu bezpieczeństwa dla pacjentów.

Ten tekst nie powstał, by kogokolwiek straszyć, a jedynie uświadamiać. Bo warto być świadomym. Zrobić test. I minimalizować ryzyko zakażenia.

Bądźcie świadomi i uświadamiajcie innych. Posyłajcie wpis dalej!

Po więcej zajrzyjcie na http://www.jestemswiadom.org/

 Anita Demianowicz

Chcesz się zainspirować? Zajrzyj na stronę wydawnictwa Bezdroża albo do jednej z księgarni w Twojej okolicy. Jeśli natomiast masz ochotę na książkę z autografem i dedykacją, napisz do mnie: banita@banita.travel.pl

Końca świata nie było

O Autorce

B*Anita Demianowicz

Podróżuję, piszę i fotografuję. Współpracuję m.in. z magazynami Podróże, Poznaj Świat i Rowertour. Prowadzę prezentacje i warsztaty podróżnicze w całej Polsce. Jestem również przewodniczką grup trampingowych dla kobiet, a także organizuję festiwal TRAMPki-Spotkania Podróżujących Kobiet.
Jestem absolwentką kilku kierunków studiów, m. in. filologii polskiej na UG i Polskiej Szkoły Reportażu.
We wrześniu 2016 ukazała się debiutancka książka: „Końca świata nie było”.

Więcej o mnie>>>.

Dodaj komentarz

20 komentarzy do "HCV – takiej pamiątki nie chcesz przywieźć z podróży. Bądź świadom."

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
wpDiscuz