MYŚLĘ SOBIE...

Korzyści z samotnego podróżowania

„Ja to bym tak nie potrafił/nie potrafiła” wciąż słyszę, gdy mówię, że podróżuję sama i że to w dodatku lubię. Jasne, że samotne podróżowanie nie zawsze jest kolorowe, ale daje coś niepowtarzalnego każdemu, kto zdecyduje się chociaż raz spróbować. Najpierw trzeba oczywiście zdecydować się na ten pierwszy krok. Czasem decyduje za nas los, kiedy w ostatniej chwili współtowarzysz, rezygnuje z wyjazdu, a samemu wciąż chce się realizować zaplanowaną już podróż. Czasem taką decyzję podejmuje się, z wewnętrznej i niesłychanie silnej potrzeby. Świat wzywa i temu wzywaniu nie można się oprzeć. Przestaje się wówczas liczyć, że podróż miałaby się odbyć w pojedynkę. Z czasem pomysł dojrzewa i zaczyna się nawet podobać. Zaczyna się dostrzegać zalety takiej samotnej podróży i korzyści, jakie bez wątpienia może ona dać.

STAWIANIE SOBIE WYZWAŃ I SAMOROZWÓJ

– Ja to nigdy w życiu sama nie pojadę – mówię do mojego męża po prezentacji Moniki Witkowskiej o samotnym podróżowaniu. – Chciałabym, ale w życiu bym sobie nie poradziła. Nie jestem w stanie sobie nawet tego wyobrazić, że pakuje plecak i jadę w świat.

Rok później spakowałam plecak i wyjechałam, nadal sobie tego nie wyobrażając.

Człowiek, który nie stawia sobie wyzwań, cofa się w rozwoju. Przynajmniej tak mi się wydaje. Stawianie sobie wyzwań i próba sprostania im, rozwijają nas. Bazowanie na tych samych codziennych czynnościach, rozleniwia. Skończyłam wiele różnych kierunków studiów i kursów i wiedzą zdobytą na jednym z nich mogę się teraz posłużyć. Każdy instruktor fitnessu czy kulturystyki powie, że aby rozwijać masę mięśniową trzeba stopniowo zwiększać mięśniom opór. Tylko wtedy mają szansę się rozrosnąć. Tak samo jest z osobowością człowieka.

Samotna podróż to wyzwanie, ale z niczym nie można porównać tej satysfakcji, którą się zyskuje po stawieniu mu czoła.

– Od teraz, niemożliwe dla mnie nie istnieje – powiedziałam, gdy wróciłam z mojej pierwszej samotnej prawie pięciomiesięcznej podróży do Ameryki Środkowej.

WZMOCNIENIE ODPORNOŚCI PSYCHICZNEJ

Nie przyjechał autobus. Szef nie pochwalił albo co gorsze powiedział złe słowo, sprzedawczyni w sklepie krzywo spojrzała. Każdy powód jest dobry, żeby stracić humor albo się załamać. Po niektórych ludziach wiele trudnych i nieprzyjemnych spraw oraz sytuacji spływa jak „woda po kaczce”. Potykają się, upadają, ale wstają, otrzepują się i idą dalej. Im człowiek jest silniejszy psychicznie, tym lepiej radzi sobie z przeciwnościami losu. W podróży tej samotnej nie ma miejsca ani czasu na roztkliwianie się nad sobą. Nie ma też nikogo, kogo można byłoby obarczyć problemami. Nie można powiedzieć „Ja jestem dziś w dołku, mam ciężki dzień, ty się wszystkim zajmij”. Trzeba wstać i samemu wszystko ogarnąć. Podróż uczy szybszego adaptowania się do nowych sytuacji i łatwiejszego radzenia sobie z przeszkodami. I z każdą nową trudną sytuacją każdorazowo to radzenie sobie przychodzi znacznie łatwiej.

WIĘKSZA OTWARTOŚĆ

Po raz pierwszy bez męża pojechałam kilka miesięcy przed wyjazdem do Ameryki Środkowej. Wybrałam się jednak z koleżanką na wyjazd autostopowy. To był mój chrzest. Nie było męża, który by o wszystko zadbał, a w razie konieczności pogadał w obcym języku. Byłam ja i koleżanka, który po angielsku znała kilka słów. To ja musiałam szukać kierowców i zaczepiać ich na stacjach benzynowych. To ja musiałam ich zagadywać podczas drogi. Chcąc, nie chcąc musiałam się otworzyć i odważyć, niezależnie od jakości języka obcego, którym się posługiwałam. To było moje pierwsze kroki, które jednak dały mi już sporo siły i powoli przygotowywały na to, co miało mnie czekać w Ameryce Środkowej.

Gdy się jest samemu, nie ma kogo wysłać, by zapytał, dowiedział się, zorganizował. O wszystko trzeba martwić się samemu. To zmusza jednak do przełamania nieśmiałości i wyjścia bardziej do ludzi.

Większa otwartość to również bardziej perspektywiczne patrzenie na otaczający świat, do którego podchodzimy takim, jakim on jest. Bez szufladkowania, oceniania. Bez spoglądania jedynie przez pryzmat własnego subiektywizmu i stereotypów, które zdążyły się przez lata zagnieździć w naszych umysłach.

NIEZALEŻOŚĆ I WOLNOŚĆ WYBORU

Nie jest łatwo zgrać się w grupie, w parze łatwiej. Ale bywa, że i w parze jedna osoba jest zmęczona, druga pełna energii. Jedna chce zwiedzać muzea, druga poleżeć w łóżku z książką. Jedna wstaje wcześnie rano, druga woli późno iść spać. Podczas samotnej podróży można decydować o wszystkim samemu. Jak nie chcę, to nie wstanę w ogóle, a jak mam ochotę cały dzień siedzieć na ławce w parku i przyglądać się przychodniom, to też nikt mi tego nie zabroni. Nie muszę się martwić, że kilkadziesiąt minut zajmuje mi ustawianie się do zrobienia dobrego zdjęcia. Nikt nie popędza, nie przewraca oczami. A nawet, jeśli tego nie robi, to w nas nie muszą się budzić wyrzuty sumienia, że ktoś na nas musi czekać.

SAMOPOZNANIE

W Ameryce byłam sama i byłam… przerażona. Krok po kroku zaczynałam jednak dojrzewać w tej podróży, poznawać swoje możliwości, dowiadywać się o sobie coraz więcej. Wcześniej byłam przekonana, że nawet do Gwatemali nie dolecę, bo utknę niczym bohater, grany przez Toma Hanks’a w filmie „Terminal”. Co zaskakujące nie utknęłam i nie tylko dotarłam do Gwatemali, ale i do Hondurasu, Salwadoru czy Meksyku, chociaż już pierwszego dnia chciałam wracać do domu. Okazało się, że wcale nie jestem taka słaba jak mi się to zawsze wydawało. Okazało się, że wcale nie jestem tak nieśmiała, strachliwa, niezorganizowana.

Samotny wyjazd pozwala na odkrycie naszych mocnych stron, na dostrzeżenie ich.

Podróż to taki element, który funkcjonuje w oderwaniu od codzienności. Dzięki temu, z dala od zwykłych spraw i obowiązków, mamy czas na skupienie się na innych aspektach życia i samym sobie. Mamy czas, by zastanowić się nad swoim życiem i zrozumieć czego tak naprawdę od niego oczekujemy.

Podróż z innymi, choć niewątpliwie ma swoje zalety, odcina nas często nieco od zewnętrznego świata, który chcemy w końcu poznawać. Ludzie w grupie bardziej zamykają się na innych. Innym, trudniej się do takiej grupy przebić. Podróżując cały czas w towarzystwie, nie mamy czasu na pobycie z samym sobą i odnalezienia własnej drogi, a przecież często o to chodzi w podróży. By odnaleźć swoją drogę i zacząć nią podążać. A przynajmniej mi o to chodziło.

Nie wszyscy muszą oczywiście podróżować w ten sposób. Na pewno nic na siłę. Do takiej decyzji trzeba dojrzeć. Ja mogę tylko zachęcać i przekonywać, że warto spróbować, chociaż raz, bo to niezapomniane doświadczenie, które potrafi wiele w życiu zmienić.

O Autorce

B*Anita Demianowicz

B*Anita Demianowicz

Podróżuję, piszę i fotografuję. Współpracuję m.in. z magazynami Podróże, Poznaj Świat i Rowertour. Prowadzę prezentacje i warsztaty podróżnicze w całej Polsce. Jestem również przewodniczką grup trampingowych dla kobiet, a także organizuję festiwal TRAMPki-Spotkania Podróżujących Kobiet.
Jestem absolwentką kilku kierunków studiów, m. in. filologii polskiej na UG i Polskiej Szkoły Reportażu.
We wrześniu 2016 ukazała się debiutancka książka: "Końca świata nie było".

Więcej o mnie>>>.

Dodaj komentarz

11 komentarzy do "Korzyści z samotnego podróżowania"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Qmoh
Gość

Dziś odkryłem Twojego bloga i wiem, że spędzę na nim trochę czasu i że z przyjemnością tu będę zaglądał. Doskonale się to wszystko czyta.
Pozdrawiam z 3miasta
Michał

Fifi
Gość

Hej, wpadłam na Twojego bloga, bo mój chłopak nie lubi podróży, w całkowitym przeciwieństwie do mnie. Ja ich bardzo potrzebuje, są jednym z celi mojego życia. Mój chłopak jest dla mnie idealny poza tym jednym aspektem a więc porzucenie go nie wchodzi w grę stety-niestety 😉 zastanawiam się, przepraszam jeśli to osobiste pytanie, jaki Twój mąż ma stosunek do Twoich wypraw? Czy nie cierpią na tym wasze relacje?

darek
Gość

ja on nie lubi to może inny polubi głowa do góry

wczasowiczka
Gość

Do tej pory podróżowałam raczej z rodziną i znajomymi i były to wcześniej zorganizowane przedsięwzięcia. Wyszukiwałam np ” Jezioro Żywieckie noclegi „, zaklepywałam termin i jechałam. Zwykle korzystałam też ze sprawdzonych noclegów, np. 
Twój post niesamowicie zachęcił mnie do postawienia sobie poprzeczki wyżej. Na najbliższy urlop mam zamiar pojechać sama – może nie będzie to od razu Honduras, ale metodą małych kroczków dotrę i tam 😀

ewa
Gość
Ja w tym.roku wlasnie sama.wybralam.sie na 2tygodniową podróż, Malta –) rzym—) serbia Na poczatku tylko miałam wątpliwości ale szybko minęły, Co prawda nie jechalam do.zadnego teoretycznie niebezpiecznego kraju ale.jedank moje obawy budzil fakt ze.jestem.z.natury osoba ktora gubi sie łatwo w nowym terenie i słabo posluguje sie mapą, tak bylo teraz po tej wyprawie jest lepiej. Bo wiesz ze musisz samemu wszytko ogarnac,.zaplanować trase, co.prawda zdarzylo.mi.sie na Malcie wsiasc do autobusu jadacego nie w tym kierunku.co trzeba i potem czekac w szzerym polu przez godzine na jakikolwiek autobus powrotny do miejsca z ktorego wyjechalam ale to byla jedyna taka sytuacja,. Takze teraz niesmiako patrze i planuje kolejna wyprawę samotnie moze.jeszcze w europie a moze juz sie rzuce na glebsza wode typu na Maroko ,… Czytaj więcej »
Artur
Gość

Spróbowałem samotnej podróży rowerem na kolo podbiegunowe i juz nie mogę przestać. Przygotowuję się do następnej. Nie da się opisać tego…. Można próbować ale…..

wpDiscuz