EUROPA NIEMCY PRZEWODNIK SAKSONIA SAKSONIA -przewodnik W DRODZE

Miśnia i manufaktura porcelany

Miśnia to przede wszystkim porcelana, ale też jedno z piękniejszych średniowiecznych miasteczek w Saksonii. Manufaktura porcelany to jednak nie jedyna jego atrakcja turystyczna.

Porcelana – kicz czy sztuka?

Pierwsze skojarzenie z Miśnią to porcelana. Przyznaję, że nigdy mnie specjalnie nie interesowała i kojarzyła się raczej z tandetnymi „zbieraczami kurzu” na komodzie babci. Jednak wizyta w manufakturze porcelany i opowieści pani Jadwigi, przewodniczki i tłumaczki, a przede wszystkim fascynatki tego rodzaju ceramiki, zmieniły zupełnie moje postrzeganie.

– Wiesz, jaka jest różnica między dziełem a kiczem? – zapytała przy słynnej kolekcji figurek dzieci. – Jeżeli w tych wysokich temperaturach wypalania, gdzie masa się rozpływa, uda się zachować moment energii w twarzy, wyraz, np. tego dziecka, które pije kakao, to widać, jakie on ma pragnienie, na twarzy tego z książką widać ciekawskie spojrzenie i zainteresowanie. Jeżeli uda się to właśnie zachować w porcelanie, to wtedy jest to sztuka.

Pani Jadwiga to skarbnica wiedzy o historii powstania manufaktury porcelany i jej produkcji. Podawane przez nią  liczby, robią wrażenie.

200 000 – tyle niepowtarzalnych wzorów jest przechowywane w archiwum manufaktury. Te wzory w połączeniu z talentem artystów przyczyniają się do wyjątkowości i unikalności miśnieńskiej porcelany.

200 – od tylu lat glinka kaolinowa jest wykopywana we własnej kopalni, znajdującej się przy manufakturze

10 000 – tyle mieszanek własnych farb strzegą jak oka w głowie w laboratorium

600 – tyle osób zatrudnionych jest w manufakturze

80 – taki procent z nich pracuje w sferze rękodzielniczo-artystycznej

60 – nawet z tylu części może składać się jedna figurka, z których każdą wykonuje się ręcznie osobno, i które potem są sklejane przez modelarkę.

5 – nawet tyle dni może trwać posklejanie przez modelarkę jednej większej figurki

8 000 – tyle kwiatuszków kaliny (typowej dla porcelany miśnieńskiej) składa się na sukienkę porcelanowej figury patronki regionu – Saksonii. Poza tym figura ma 180 cm wzrostu i waży 800 kg

Saksonia - porcelanowa rzeźba patronki regionu. Mierzy 180 cm i waży 800 kg

Saksonia – porcelanowa rzeźba patronki regionu. Mierzy 180 cm i waży 800 kg

Liczb można przytoczyć oczywiście znacznie więcej. To, co mnie chyba zafascynowało jednak najbardziej, ale też zaskoczyło (wcześniej się  nad tym nie zastanawiałam) to produkcja. Niby wyraz manufaktura jest mi dobrze znany. Wiadomo, że jak manufaktura, to rzeczy wytwarzane są ręcznie, a nie taśmowo, ale jakoś mojego umysłu nigdy nie zaprzątały rozważania dotyczące produkcji porcelany w Miśni. Dopiero na miejscu zdałam sobie sprawę, ile pracy trzeba włożyć w wyprodukowanie każdej pojedynczej sztuki. W związku z tym nie dziwiły już tak bardzo ceny produktów w sklepie, z których niektóre, co tu ukrywać, potrafią wywołać palpitacje serca.

Wszystko wykonywane ręcznie, jedyną pomocą są szablony do wyciskania listków, kwiatków kaliny czy innych elementów. Przyglądam się pracy formierza, modelarki i malarek, które z ogromną precyzją odwzorowują słynne miśnieńskie wzory na talerzach. Muszą pracować w skupieniu, ręka musi być wsparta, ruch pewny, bo jeden błąd podczas malowania farbami wodnymi,  niweczy całą wcześniejszą pracę.

Modelarka przy pracy nad sklejaniem jednej z figurek.

Modelarka przy pracy nad sklejaniem jednej z figurek.

Porcelanowe kwiatki po pierwszym wypale.

Malarka podczas malowania jednego ze słynnych miśnieńskich wzorów.

Czy wiesz, że…?

Pani Jadwiga podczas zwiedzania muzeum przytacza sporo ciekawostek. Dowiaduję się o istnieniu porcelany konwersacyjnej, która miała służyć nawiązaniu i utrzymywaniu konwersacji, gdy brakowało tematów (według mnie niebywały, ale i zabawny sposób), i o tym, że filiżanki porcelanowe do picia czekolady muszą być wysokie, by ciepło za szybko nie uciekało.  Przy wystawie z zegarami, których jest sześćdziesiąt pięć, że do XX wieku ważny był sam zegar, a figurki nie, a od XX wieku to one decydowały o wartości czasomierza. Że nazwę „porcelana” użył ponoć po raz pierwszy Marco Polo w XI wieku podczas swojego pobytu w Chinach. Zobaczył porcelanę i nazywał ją porceletta. Porceletta to po polsku porcelanki, czyli nazwa rodziny ślimaków morskich, których muszle na pewno każdy kojarzy ze straganów z pamiątkami znad polskiego morza (choć z Morzem Bałtyckim nie mają wiele wspólnego, bo pochodzą ze śródziemnomorskiego), a z którymi odkrywca porcelanę skojarzył. Że najlepszymi klientami są Rosjanie, ale nie zdziwiło mnie już wcale, że najchętniej kupują porcelanę ze złotym wzorem, ale też Chińczycy i Japończycy, co jest ciekawe o tyle, że pierwsza porcelana była sprowadzana ze wschodniej Azji, a teraz oni przyjeżdżają po nią do Niemiec.

Porcelana fascynowała Europejczyków już od końca XIII wieku. Problemy jednak z jej sprowadzaniem skłaniały do poszukiwań sposobów i metod na produkcję. Zaczęło się od brunatno-czerwonej kamionki odkrytej w 1707 roku, by już rok później wyprodukować pierwszą porcelanę z własnych zasobów. Pierwsza manufaktura działała w zamku Albrechta. Do dzielnicy Triebischtal, w której mieści się do dziś, została przeniesiona w 1864 roku. I to właśnie tam skierowałam swoje pierwsze kroki, a właściwie swój rower, zaraz po wjeździe do miasteczka.

Manufaktura porcelany, Miśnia, Saksonia

Słynna „Małpia orkiestra” Kendlera.

Manufaktura porcelany, Miśnia, Saksonia

Porcelanowe korki do wina

Stare Miasto

Takie miasteczka jak Miśnia, czy odwiedzony przeze mnie w zeszłym roku w Saksonii Budziszyn, lubię najbardziej. Małe, z pięknie zachowanym Starym Miastem, brukowanymi uliczkami biegnącymi wzdłuż kolorowych kamienic, od których ścian odbija się echo kroków i rozmów miejscowych oraz turystów, oblegających pobliskie knajpki.

Gwar w mieście jeszcze nie jest jednak zbyt duży. W końcu to środek tygodnia i poza sezonem turystycznym. Dla mnie idealna pora. Nie muszę rozpychać się łokciami w tłumie, lecz mogę spokojnie spacerować uliczkami, zatrzymywać się na dłużej, podziwiać detale architektoniczne i cieszyć się niezwykłością miejsca, które odwiedzam. Choć nie ukrywam, że czasem tych ludzi brakuje, zwłaszcza na zdjęciach. Jednak człowiek przestrzeni miejskiej nadaje życia, zdjęciom miast również.

Na Rynek kieruję się najpierw ulicą Elbstrasse. Mijam sklep z owocami, lodziarnię i restaurację, i po kilkunastu krokach dochodzę do fontanny księcia Henryka – miśnieńskiego margrabiego i założyciela miśnieńskiej marchii. Tuż obok znajduje się Muzeum Miejskie. O tej porze jest już jednak zamknięte, dlatego skręcam w Leipzigerstrasse, a potem w wąską uliczkę Lowengasschen dochodzę do serca starówki, czyli Rynku. I wtedy wreszcie, po całym zachmurzonym dniu, wychodzi słońce i oświetla otaczające rynek kamieniczki, kierując moje spojrzenia na bogate zdobienia budynków. Na jednym z nich dostrzegam głowę jelenia.

Kamienica pod Jeleniem w Miśni.

Kamienica pod Jeleniem w Miśni.

Stare Miasto

W bocznej uliczce odchodzącej od rynku zauważam szachulcowy budynek. To słynna winiarnia Vincenz Richter (pod numerem 12) Uwielbiam szachulec. Dziś nie tak często spotykany, uatrakcyjnia zwykle architektoniczną monotonię. Wspinam się schodami wzdłuż winiarni. Coraz wyżej wzdłuż murów i budynków na wzgórze zamkowe. To ono góruje nad Miśnią. Rozlega się z niego widok na całe miasto i prawy brzeg Łaby, wzdłuż której trasą Elberadweg jechałam z Drezna.

Nagle rozlega się dźwięk porcelanowych dzwonków z kościoła Najświętszej Marii Panny. Czytałam, że jest ich trzydzieści. Dołącza do nich trel ptaków i szum drzew, tworząc wspólnie przyjemny w brzmieniu dla zmęczonego hałasem mieszczucha podkład muzyczny do zwiedzania.

Mój wzrok przyciąga widok po prawej stronie. Muszę wspiąć się na palce, by zza bielonego muru dojrzeć czerwone dachy miasta, pośród których góruje wieża kościoła Marii Panny oraz Muzeum Miejskie.

Jest prawie idealnie. Prawie…bo znowu brakuje światła. Słońce postanowiło, jak przez cały dzień, posiedzieć za chmurami.

Brukowana uliczka prowadzi mnie do bramy zamkowej, a ta na obszerny dziedziniec. To tu znajduje się zamek biskupi, katedra z dwiema 81-metrowymi wieżami i wreszcie zamek Albrechta. Wszystkie zabudowania na wzgórzu zamkowym powstawały od 929 roku, który to rok uznaje się za początek istnienia miasta. – Koniecznie idź na wzgórze zamkowe. Stamtąd jest najpiękniejszy widok na miasto – radzi pani Jadwiga, nim opuszczę mury manufaktury. I ma rację.

Dachy Miśni w drodze na wzgórze zamkowe.

Miśnia, Saksonia

Jedna z miśnieńskich uliczek.

Miśnia, Wzgórze zamkowe, Saksonia

Widok z zamkowego wzgórza na prawy brzeg Łaby

Po długim spacerze przez miasto, w momencie gdy wchodzę na wzgórze zamkowe i zbliżam się do jego krawędzi, wyciągam aparat, opieram się o murek…słońce wychodzi zza chmur. Na kilka chwil, ale wychodzi i maluje na złoto budynki po prawej stronie Łaby. Trwa to chwilę. Zdążam jednak zrobić kilka ujęć i usatysfakcjonowana schodzę ze wzgórza, kieruję się mostem na drugi brzeg Łaby, licząc na to, że szczęście będzie mi dalej sprzyjać i zachód słońca eksploduje kolorami. A nawet, jeśli nie on, to chociaż „niebieska godzina”, która pozwoli mi sfotografować oświetlony zamek Albrechta na tle pięknego granatu nieba.

Miśnia spełniła niemal wszystkie moje oczekiwania. A tak naprawdę to dostałam sporo ponad to, co sobie sama wymyśliłam.

Zamek Albrechta widziany z prawego brzegu Łaby

Zamek Albrechta w Miśni w trakcie „blue hour”.

Uważasz, że tekst jest przydatny? Możesz mi łatwo podziękować, a jeszcze na tym oboje skorzystamy! Planujesz podróż? Zarejestruj się na portalu AirB&B korzystając  z tego linka. KLIK! Dostaniesz 100 zł na pierwszą podróż, a i mi wpadnie parę groszy na noclegi.
Wolisz skorzystać z Booking.com? Wybierz ten link. Zrealizuj rezerwację dokonaną przy użyciu tego linku, aby po wymeldowaniu otrzymać 10% zwrotu kosztów. KLIK!


Rowerowa wycieczka po Saksonii odbyła się przy współpracy z Niemiecką Centralą Turystyczną


O Autorce

B*Anita Demianowicz

Podróżuję, piszę i fotografuję. Współpracuję m.in. z magazynami Podróże, Poznaj Świat i Rowertour. Prowadzę prezentacje i warsztaty podróżnicze w całej Polsce. Jestem również przewodniczką grup trampingowych dla kobiet, a także organizuję festiwal TRAMPki-Spotkania Podróżujących Kobiet.
Jestem absolwentką kilku kierunków studiów, m. in. filologii polskiej na UG i Polskiej Szkoły Reportażu.
We wrześniu 2016 ukazała się debiutancka książka: "Końca świata nie było".

Więcej o mnie>>>.

Dodaj komentarz

11 komentarzy do "Miśnia i manufaktura porcelany"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
wpDiscuz