POLSKA W DRODZE

Pieniny, czyli w górach jest wszystko, co kocham [DUŻE ZDJĘCIA]

Pieniny – wiele razy przemierzałam ich szlaki. Każdorazowo jednak wydają mi się inne, zaskakujące, ale zawsze piękne. Po raz pierwszy jednak w tym roku nastawiłam się na nie bardziej fotograficznie. Dzięki nowemu spojrzeniu, temu przez wizjer aparatu, dostrzegłam znacznie więcej. Musiałam się skupić, wyczekać, zwracać uwagę na detale, a przede wszystkim wymarznąć. Miałam wrażenie jakbym doznawała tego miejsca po raz pierwszy.

Budzik wyrwał mnie ze snu o piątej. Pierwsza myśl była taka, że zwariowałam i nie wstaję na urlopie o tak chorej godzinie. Małżonek był podobnego zdania, bo z rozpaczą wybełkotał: – To już? Nie jadę. Ale pojechaliśmy. Bo pierwsza myśl był ulotna i zbyt słaba, by przetrwać. Silniejsza dużo bardziej była potrzeba pojechania w góry.

Kroscienko nad Dunajcem

Przebudziłam się ponownie o wschodzie, gdy dojeżdżaliśmy do Krościenka nad Dunajcem. Obudził mnie właściwie głos męża i zachwyt, jaki w nim dosłyszałam. Złota kula powoli wyłaniała się zza odległych gór. Powietrze było wręcz zmrożone i wyglądało jak mgła, a może to była mgła unosząca się nad Dunajcem? Na zewnątrz panowała temeperatura – 14 stopni. Nie powstrzymało mnie to jednak przed wyskoczeniem z samochodu na parkingu w Krościenku i rozłożeniu statywu. Trudno robiło się zdjęcia skacząc z nogi na nogę, by nie zamarznąć. Wyglądało to dość komicznie. Małżonek obserwował zza szyby samochodu, w którym nie wyłączył silnika. Z pobłażliwością w oczach patrzył na moje wygibasy. Było za zimno, żeby wyłazić z samochodu.

Wschód słońca nad mostem na Dunajcu, Krościenko, Pieniny

Ale za chwilę i tak musiał wysiąść. Wdrapywaliśmy się w górę, szlakiem w stronę Trzech Koron. Przyblakłe słońce zaczynało rzucać promienie na mijane łąki, oświetlając zmrożone i obsypane warstwą śniegu rośliny, które wyglądały niczym lodowe rzeźby. Oddech zaczął przyspieszać i to -14 stopni już tak nie przeszkadzało.

Ławeczka pokryta szronem stojąca przy szalku na Trzy Korony w Pienińskim Parku Narodowy

Oszroniony płotek przy szlaku na przełęczy Szopka w Pienińskim Parku Narodowym. Pieniny.

Zimowy widok pomiędzy oszronionymi drzewami z Przęłęczy Szopka. W oddali widoczne ośnieżone szczyty Tatr.

Oszroniony uschnięty kwiat rośliny baldaszkowej na tle nieba.

ośnieżony suchy kwiat rośliny baldaszkowej

ośnieżony kwiat rośliny baldaszkowej

Turysta z błękitnym plecakiem na Szalku w Pienińskim Parku Narodowym. Wokoło oszronione drzewa

Wręcz przeciwnie dodawało energii, żeby iść jak najdłużej pod górę.

Widok z Trzech Koron na zamglony Beskid Wyspowy. Czyste niebo i szczyty wyłaniające się z mgieł spowijających doliny

Trzy Korony jak nigdy były puste. Żadnej kolejki na moście, żadnego ścisku na platformie. Mogłam rozstawić statyw i nie przejmować się, że zaraz strażnik każe mi ruszyć dalej, bo przecież każdy chce spojrzeć ze szczytu. Tylko mróz zaczął w końcu przepędzać, wskazując kierunek Sokolicy.

Na szlaku w Pienińskim Parku Narodowym

Najsłynniejsze drzewo w Polsce, czyli reliktowa sosna rosnaca w Pienińskim Parku Narodowym na szczycie Sokolica. Zdjęcie w złocistych barwach.

Na szlaku w Pienińskim Parku Narodowym

Wschody i zachody słońca oraz rozgwieżdżone niebo nad Pieninami

Dwa tygodnie później znów byłam w Pieninach. Temperatury wcale nie zelżały, ale pogoda nieco się pogorszyła. Chciałam fotografować zachód słońca nad górami, ale wszystko wskazywało na to, że oszałamiający tego dnia on nie będzie. Niebo było zaciągnięte chmurami. A fotografowanie bez światła? Niby można, tylko pytanie po co? To światło tworzy atmosferę i klimat zdjęcia. Prognozy pogody jednak powoli się zmieniały. Okno pogodowe. Miało się rozjaśnić, miał się zrobić prześwit.

Zachód słońca widziany z Góry Wdżar (766, 767 m), szczytu w paśmie łączącym Lubań z Pieninami, pomiędzy przełęczami Drzyślawa i Snozka.

Wieczorny widok z Góry Wdżar (766, 767 m), szczytu w paśmie łączącym Lubań z Pieninami, pomiędzy przełęczami Drzyślawa i Snozka. W oddali widoczne Tatry oświetlone zachodzącym słońcem

Turysta siedzący na ośnierzonym pagórku. Zachód słońca widziany z Góry Wdżar (766, 767 m), szczytu w paśmie łączącym Lubań z Pieninami, pomiędzy przełęczami Drzyślawa i Snozka.

Zachód słońca widziany z Góry Wdżar (766, 767 m), szczytu w paśmie łączącym Lubań z Pieninami, pomiędzy przełęczami Drzyślawa i Snozka.

Zachód słońca widziany z Góry Wdżar (766, 767 m), szczytu w paśmie łączącym Lubań z Pieninami, pomiędzy przełęczami Drzyślawa i Snozka.

Wejście na Wdżar nie jest ani skomplikowane, ani długie. Nie na trekking tu jednak przyjechałam. Trzeba było jak najszybciej dostać się na szczyt, rozstawić sprzęt, przygotować się i czekać. Oczywiście marznąć też trzeba było, bo przy czekaniu marznie się sto razy bardziej. A w rękawiczkach trzymających ciepło do -25 stopni, z trzema palcami, które posiadam, fotografować raczej się nie da. Więc marzłam okrutnie, ale było warto.

Widok z góy Wdżar. W lewym rogu widoczny ratrak. Nad szczytami pokolorowane zachodzacym słońcem chmury.

Zachód słońca widziany z Góry Wdżar (766, 767 m), szczytu w paśmie łączącym Lubań z Pieninami, pomiędzy przełęczami Drzyślawa i Snozka.

Zachód słońca widziany z Góry Wdżar (766, 767 m), szczytu w paśmie łączącym Lubań z Pieninami. Niebo wygląda jakby zostało podpalone, to efekt zachodu słońca nad Tatrami

Ratrak oświetlony promieniami zachodzącego słońca. Góra Wdżar (766, 767 m), szczyt w paśmie łączącym Lubań z Pieninami.

Wieczorna fotografia widoku z jednego ze sczytów Pienin

W końcu jednak pojawiło się i skąpało dolinę w promieniach. Niebo zmieniało kolory z minuty na minutę. Mam wrażenie, że zimą zachód zapada dużo szybciej. Musisz go złapać, być szybszy. Najpierw dużo złota, potem stopniowy blady róż i róż, granat, gdzieś prześwituje fiolet i aż do czerwieni. Ach, ta czerwień! Jakby góry płonęły. „Za nimi na pewno jest Mordor” sugerowali niektórzy. Nie sprawdzałam. Może następnym razem.

Widok na Tatry na tle "podpalonego" zachodem słońca nieba. Widoczne ośnieżone szczyty gór.

Zachód słońca widziany z Góry Wdżar (766, 767 m), szczytu w paśmie łączącym Lubań z Pieninami, pomiędzy przełęczami Drzyślawa i Snozka. Widoczna szczelina w chmurach, przez którą wdzira się ogień zachodzącego słońca.

Widok na Kluszkowce po zmroku. Widoczne światła miejscowości i resztki zachodzacego słońca. Pieniny

Wschodu następnego dnia znów nie było. Za to było sporo śniegu. Wyjechaliśmy, licząc, że może chmury się rozejdą. Nie rozeszły się jednak, a przynajmniej nie w czasie naszej bytności. Śnieg sypał i walił po oczach i obiektywach. Nad górami ciemno. Było za to dużo trawek i roślin, które nie opierały się tak bardzo jak góry, i przy fotografowaniu których zawierucha śnieżna tak nie przeszkadzała.

Zamieć w Pieninach. Na pierwszym planie uschnięte rośliny, w tle widać szalejącą śnieżycę.

Uschnięte rośliny na białym śnieżnym tle tworzą graficzny układ

Uschnięta roślina baldaszkowa na tle białego śniegu tworzy graficzną kompozycję

Zbliżenie na czerwone owoce dzikiej róży

Nadzieja cała czas jednak była. Na to, że się rozpogodzi. Wschodu nie ma, zachodu też, to może chociaż czyste niebo i gwiazdy będą? O 22 wpakowaliśmy się do samochodów. Nad Słowacją i Małymi Pieninami czysto. Minęliśmy Leśnicę i Wielki Lipnik, a potem noga za nogą, oświetlanie drogi latarką czołówką, rzężenie śniegu pod masywnymi butami, przyspieszone oddechy i para zamarzająca na buffie, przez który oddychałam. Po drodze polana przysypana równo śniegiem, na tyle daleko od świateł miast, że można było spróbować sfotografować gwiazdy. Pierwsza próba. A potem już szczyt – Wysoki Wierch. I znów podskakiwanie, klaskanie w dłonie, żeby nie odmroziły się i czekanie aż migawka da znak, że trzydzieści sekund już minęło.

Nocne zdjęcie rozgwieżdżone nieba wykonane na szczycie góry. Wysoki Wierch, Małe pieniny

Nocna fotografia rozgwiedżonego nieba. Wysoki Wierch w Małych Pieninach

Nocne niebo nad Pieninami Małymi

Rozgwieżdżone niebo nad wysokim Wierchem w Pieninach

Nocne zdjęcie rozgwieżdżone nieba wykonane na szczycie góry. Wysoki Wierch, Małe pieniny W dolinach widać światła miasteczek.

I oczekiwanie czy wyjdzie, czy nie wyjdzie. I cisza i skupienie wszystkich. Fotografowanie nocą w górach ma nieziemską atmosferę. Potem oglądam zdjęcia na ekranie komputera i już rozumiem dlaczego. Było nieziemsko, bo byłam na innej planecie.

Jeśli mało Wam górskich klimatów, odwiedźcie blog Karola -„Kołem się toczy”, gdzie znajdziecie dużo zdjęć zimowych Tatr. Karol ostatnio pokazuje u siebie bardzo ciekawe interaktywne panoramy.

O Autorce

B*Anita Demianowicz

Podróżuję, piszę i fotografuję. Współpracuję m.in. z magazynami Podróże, Poznaj Świat i Rowertour. Prowadzę prezentacje i warsztaty podróżnicze w całej Polsce. Jestem również przewodniczką grup trampingowych dla kobiet, a także organizuję festiwal TRAMPki-Spotkania Podróżujących Kobiet.
Jestem absolwentką kilku kierunków studiów, m. in. filologii polskiej na UG i Polskiej Szkoły Reportażu.
We wrześniu 2016 ukazała się debiutancka książka: "Końca świata nie było".

Więcej o mnie>>>.

Dodaj komentarz

88 komentarzy do "Pieniny, czyli w górach jest wszystko, co kocham [DUŻE ZDJĘCIA]"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
wpDiscuz