POLSKA W DRODZE

Pustelnia w Odrynkach

Jest w Polsce takie miejsce, które określa się mianem pustelni, a mieszkającego w niej człowieka – pustelnikiem. To miejsce znajduje się na skraju Puszczy Białowieskiej, we wsi Odrynki.

Swiatynia w Odrynkach

Zawsze myślałam, że mogłabym być pustelnikiem. Wieść życie gdzieś w zapomnianym przez Boga i ludzi miejscu, w odosobnieniu, z dala od cywilizacji. To znaczy przemykały mi przez głowę takie myśli, bo z natury jednak jestem samotnikiem.

Nigdy nie poznałam żadnego pustelnika. Jawił mi się on, jako asceta, który dobrowolnie zrzeka się dóbr doczesnych i żyje w zgodzie ze sobą i z prawami natury. Byłam przekonana, że to osoba niezwykle uduchowiona i taka, która wyznaje zasadę, że „milczenie jest złotem”. Wiedziałam, że raczej średnio wpasowuję się w taki obraz. Szczególnie biorąc pod uwagę, że są oni zawsze przedstawiani jako mężczyźni w zwiewnych szaro-burych szatach (albo dla podkreślenia ascezy w jutowych workach), a mi w szarościach nie jest do twarzy. No i obowiązkowo z długą brodą (O tyle, o ile mogłabym się poświęcić i worek na siebie zarzucić, o tyle z brodą byłby już problem). Byłam zawsze ciekawa jak wygląda ich życie, jacy są. Dlatego, gdy usłyszałam o istnieniu pustelni i pewnym pustelniku, postanowiłam skonfrontować moje wyobrażenia z rzeczywistością.

Skit Świętych Antoniego i Teodozjusza Pieczerskich znajduje się w Odrynkach (skit czyli pustelnia), na uboczu, na bagnach. Odsunięty jest od pobliskiej wsi. Już z daleka połyskuje wieżyczka cerkwi. Trochę zaskakuje mnie moment, w którym wjeżdżam na ładnie i starannie zagospodarowany zielony teren. Na nim kilka drewnianych zabudowań, które wyglądają jak zupełnie nowe. Nowością też lśni budynek cerkwi. No i gdzie ta pustelnia? pytam samą siebie. Gdzie tu asceza? Gdzie odosobnienie i samotność? Bo po terenie tzw. pustelni kręci się kilka osób. Pracują w ogrodzie, przy budynkach. Widać, że każdy ma przydzielone konkretne zadanie.

– Do batiuszki? – Spostrzega mnie już przy bramie jakaś kobieta i z białoruskim akcentem wskazuje kierunek, w którym mam się udać.

Od przypadkowo spotkanych osób usłyszałam, że pustelnik archimandryta Gabriel jest bardzo przyjaźnie nastawiony do odwiedzających i im poświęcił niemal godzinę na oprowadzenie po skicie i opowiedzeniu swojej historii. – Siostra sama? – Przede mną stanął mężczyzna poniekąd odpowiadający moim wyobrażeniem, z obfitą brodą i w długiej szacie, przypominającej sutannę. Na głowie miał słomkowy kapelusz. – Sama. – I szybko dodałam. – Jadę rowerem z Gdańska. – Miałam w ten sposób nadzieję, że ojciec Gabriel zainteresuje się mną i zapewni ciekawą, okraszoną licznymi opowieściami, przechadzkę po skicie. Jednocześnie, gdzieś podskórnie czułam, że moja odpowiedź „sama” raczej zniechęciła ojca. – Regulamin na wejściu przeczytała? – Ojciec mówił z charakterystycznym wschodnim zaciąganiem. Moje potwierdzenie zostało przyjęte kiwnięciem głowy i wskazaniem kierunku zwiedzania. Nieco rozczarowana podążyłam sugerowanym szlakiem. Ale przecież nie po to tu przyjechałam, by oglądać cerkiew. Chciałam usłyszeć historie, poznać człowieka i dowiedzieć się czegoś więcej niż tego, co mogę wyczytać w Wikipedii.

Na teren posesji wjechała stara czerwona Łada. Wyskoczyły z niej trzy kobiety, takie typowe przekupki z targu, z naręczem jedzenia i zaczęły rozprawiać z ojcem po białorusku. Przystanęłam w niewielkiej odległości. Z podsłuchiwania nici, bo rozróżniałam zaledwie pojedyncze słowa. W głowie tylko wciąż kotłowały się niespokojnie myśli: „Gdzie do cholery w tym wszystkim jest pustelnia? Jaki z ojca Gabriela pustelnik, skoro tu w ciągu dnia kręci sią tabun ludzi?

Gdy tylko ojciec Gabriel skończył rozmowę z gośćmi, spróbowałam po raz drugi podejść do niego. – Chciałabym czegoś więcej dowiedzieć się o tym miejscu. Czy znalazłby ojciec czas dla mnie?

swiatynia

Ojciec jednak czasu nie znalazł i odesłał do Pana Włodzimierza. – On wie wszystko i wszystko powie.

Pan Włodzimierz porzucił łopatę i przechodząc w miarę możliwości na język polski, zaczął oprowadzać mnie po terenie jeszcze raz, snując opowieść nie tylko o historii powstania pustelni, o archimandrycie, ale i o prawosławiu.

Ojciec Gabriel przez wiele lat był zwierzchnikiem monasteru Zwiastowania Bogarodzicy w Supraślu i gdy dostał propozycję zostania biskupem, odmówił. Następstwem tego było podjęcie decyzji przez ojca Gabriela o rozpoczęciu pustelnianego życia. Szukał takiego miejsca, w którym mógłby się zaszyć. I w końcu znalazł je w Puszczy Białowieskiej. Zgodnie ze słowami pana Włodzimierza dojrzał pagórek, całkowicie zarośnięty i gdy go odnalazł powiedział do siebie: „Oto moje miejsce”. Nie wszyscy mają tyle szczęścia, że ktoś obcy im coś kupuje, czy ot, tak po prostu daje. Ale ktoś kupił tę ziemię na tym pagórku dla ojca i przekazał mu ją na własność (tak opowiadał pan Włodzimierz). Postawił stół kuchenny i na tym stole zamieszkał, ochraniając się jedynie przed latającym robactwem, siatką. W ciągu dnia przyjeżdżali do niego ponoć ludzie pomagać mu, a na wieczór zostawiali samego. I zgodnie ze słowami pomocnika ojca Gabriela tak jest po dziś dzień.

– Po rosyjsku nie rozumie, tak? – Zapytał mnie w pewnym momencie pan Włodzimierz, przytaczając pewne powiedzenie i po chwili zaraz je tłumacząc: – Drogi boskie niezbadane. Do czego zmierzam… Pan Włodek zmierzał do tego, że już w czasie, kiedy ojciec Gabriel zamieszkał na tym pagórku, przyszła do niego informacja z Uniwersytetu Białostockiego, że w tym miejscu w 1518 roku książę Wiśniowiecki dostrzegł światło przed ikoną Antoniego Pieczerskiego i uznał to znak od Boga. Powstała tam wówczas kaplica, a niektórzy badacze twierdzą, że już wcześniej w tym miejscu działały skity (pustelnie). – Tak Bóg chciał. – Skomentował pan Włodzimierz. – Że było to święte miejsce i jest święte miejsce.

Ojciec Gabriel mieszka w skicie w Odrynkach od 2006 roku. Jak na pustelnię, według moich wyobrażeń, jest tu dość bogato. Na terenie zainstalowane są kamery, które mają dawać ojcu poczucie bezpieczeństwa (już się zdarzały nieprzyjemne zajścia). Jest też agregat prądotwórczy, który zgodnie ze słowami pana Włodzimierza jest włączany tylko wówczas, gdy jest to konieczne, czyli gdy np. pracuje stolarz albo gdy trzeba ojcu naładować komórkę. Tzw. Wagonik, w którym mieszka ojciec Gabriel z zewnątrz wygląda bardzo przytulnie.

Wagonik ojca Gabriela

Na terenie pustelni działa też sklepik. Można kupić kilkukartkową książeczkę o historii skitu (15 zł), albo film (15 zł). Można też zaopatrzyć się w herbatki ziołowe komponowane przez ojca Gabriela albo miody z jego pasieki (mały słoiczek około 40–50 zł). – To informacja tylko. Nie trzeba kupować. Rzeczy są drogie, bo to ofiara. – Tłumaczy szybko pan Włodzimierz widząc moją minę, gdy przeglądam pustelniczy cennik.

Cerkiew nie ma ponoć ani jednego parafianina. Wszyscy, którzy tu bywają to turyści i przyjezdni. Najwięcej pielgrzymów zjeżdża się na odpust, na „czternasty wieczór”. Pieniądze są jednak potrzebne i skądś je udaje się zebrać, bo inaczej, z czego to wszystko zostałoby pobudowane? Nie tak dawno powstał nowy budynek gospodarczy jak go nazywają. Pan Włodzimierz mówi, że Ojciec raz, odprawiając nabożeństwo, ogłosił, że planuje wybudować taki budynek, gdzie będą trzymać brony, pługi, kultywatory itd. I ludzie się śmiali i żartowali, że ojciec PGR chce stworzyć. Po 1,5 miesiąca budynek gospodarczy był już wybudowany.

– Chyba piękny, prawda? – zapytał, gdy weszliśmy.

– A gdzie brony? – Zdziwiłam się.

– Inaczej nie pozwoliliby wybudować. Z zewnątrz budynek gospodarczy, a w środku „hozjain” – gospoda. W cerkwi nie są w stanie pomieścić wszystkich pielgrzymów. Tu w każdą sobotę i niedzielę bywa na raz nawet trzysta osób. Mój przewodnik zwraca uwagę na ołtarz rzeźbiony w drzewie lipowym. – Styl grecki. Ojcu na nim zależało, a u nas takiego nie ma. W Grecji był robiony.

Otwieram szeroko oczy na myśl, że takie cuda, a tu żadnego parafianina, żadnego finansowania. Faktycznie wiara czyni cuda i pozwala z niczego stworzyć „coś”. Sam ołtarz robiony w Grecji kosztował trzydzieści tysięcy euro. Pan Włodzimierz twierdzi i powtarza po raz kolejny, że „drogi pańskie nieprzewidywalne” i dodaje, że Ojciec nic nie otrzymuje z tzw. DEMONkracji, która „idzie z zachodu, gdzie już Boga zapomnieli”. Ojciec też nic nie bierze z unii, w której „Bóg już na piątym czy dziesiątym miejscu”.

Choć nie jestem ubrana „po cerkiewnemu”, czyli nie mam spódnicy, a spodnie i brak mi nakrycia głowy (od biedy buff na włosach uchodzi), ale „niech Bóg wybaczy” wchodzę do cerkwi. Pan Włodzimierz pokazuje mi studnię ze świętą wodą, którą mają od dwóch lat (wcześniej dobrzy ludzie wodę ojcu wozili). Tę wodę ponoć należy przyjmować na czczo po porannej modlitwie. Oglądam też ikony pisane w Zwierkach przez siostry i rzeźby rzeźbione na Uralu. Spacerujemy liczącą osiemset metrów kładką, którą ojciec Gabriel nazwał „kładką życia”, bo przez te bagna, wiosenne roztopy wcześniej bywały czasy, że przez półtora miesiąca ojciec nie widział żywego człowieka. Od momentu, kiedy kładka istnieje ludzie mogą przychodzić do ojca przez cały rok.

Opuszczam skit skonsternowana i lekko rozczarowana. Nie po raz pierwszy i z pewnością nie po raz ostatni przekonuję się, że wyobrażenia zwykle nijak się mają do rzeczywistości.

Widok z kladki zycia

O Autorce

B*Anita Demianowicz

Podróżuję, piszę i fotografuję. Współpracuję m.in. z magazynami Podróże, Poznaj Świat i Rowertour. Prowadzę prezentacje i warsztaty podróżnicze w całej Polsce. Jestem również przewodniczką grup trampingowych dla kobiet, a także organizuję festiwal TRAMPki-Spotkania Podróżujących Kobiet.
Jestem absolwentką kilku kierunków studiów, m. in. filologii polskiej na UG i Polskiej Szkoły Reportażu.
We wrześniu 2016 ukazała się debiutancka książka: "Końca świata nie było".

Więcej o mnie>>>.

Dodaj komentarz

24 komentarzy do "Pustelnia w Odrynkach"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Kinga
Gość

Trochę szkoda, że i z pustelnictwa można zrobić interes. Chociaż… może właśnie o to chodzi? Nie wiem. Dobrze, że piszesz jak jest, bez idealizowania. 🙂

Monika
Gość

Gdyby nie to Anita, że to Twój tekst, to bym sama z siebie o pustelnikach nie czytała… ale dobrze, że przeczytałam, bo rozbawił mnie, zwłaszcza zakończenie.

Mnie pustelnicy i asceci zawsze dziwili i nigdy nie mogłam się nadziwić po co, a jeszcze mniej rozumiałam podziw innych. Jak widać na przykładzie i ten pustelnik też chyba prawdziwym pustelnikiem nie chciałby być 😉

Ja bym pewnie z założenia taką atrakcję ominęła, no bo jak można odwiedzić pustelnika, przecież prawdziwego nie da się odwiedzić?

Aleksandra Białczak via Facebook
Gość

Anita widzę, że upodobałaś sobie bardzo ten wschód i bardzo dobrze bo sobie czytam i czytam a wcześniej wstyd się przyznać nic o tych rejonach nie widziałam , dzięki ! 🙂

Ola.B
Gość

Totalnie inne wyobrażenie przed tym tekstem miałam o słowach : pustelnia i pustelnik.

Halina Janiszewska via Facebook
Gość

Określenie „ściana wschodnia” zawsze te piękne tereny, z ich ciekawymi ludźmi, spychało na margines naszego kraju ! A przecież to samo źródło piękności, ciekawych, prostych ludzi, pradawnych obyczajów czy wierzeń, nie wstydźmy się korzeni ,naszych, wspólnych !

Rafał Grabarczyk via Facebook
Gość

Byłem 🙂

Bartłomiej Brzeziński via Facebook
Gość
Ciekawy tekst. Miałem podobne odczucia co do osoby ojca Gabriela, gdy zaprosiliśmy go na Poznańskie Dni Kultury Prawosławnej (dziwić może już fakt, że pustelnik przyjeżdża do dużego miasta na niemałe, przynajmniej dla tego miasta, wydarzenie kulturalne). I choć wiedziałem, jak żyje, jak funkcjonuje jego skit, a także co nieco o prawosławiu, w bezpośrednim kontakcie doświadczyłem właśnie mieszaniny rozczarowania i konsternacji, podobnie jak Pani. Stereotypy pokonały wiedzę, wyobrażenia – rzeczywistość. Jednak, gdy zagłębimy się w zagadnienie religijnego odosobnienia, pustelnictwa, dowiemy się, że istniały i istnieją różne jego odmiany. „Czystego” anachoretyzmu już prawie nie ma (Rumunia, Grecja). Ponadto, cóż to znaczy „czysty”, już u zarania ascetyzmu wschodniochrześcijańskiego do pragnących samotnego zgłębiania tajników duchowości i obcowania z Bogiem pustelników przybywali pielgrzymi. A to po poradę, a to… Czytaj więcej »
Mariusz
Gość

Taki pustelnik jakie czasy 🙂 cóż, ideały się sprzedały 🙂

Stanisław S.
Gość
Uwielbiam rowerowe wędrówki po Podlasiu. W ostatnich czterech latach przebywałem tu 65 dni i przejechałem po szeroko rozumianym Podlasiu ponad 2400 km. W jedną z sobót czerwca 2015 r.odwiedziłem też skit w Odrynkach. To miejsce jest kultowe ….ale dla określonej grupy ludzi…..Mnie zachwyciło przede wszystkim piękne położenie wśród łąk w zakolu Narwi z dala od siedzib ludzkich….W każdą sobotę i n-lę po nabożeństwie jest poczęstunek dla każdego kto tu przybył /zupa, ciasto , napoje /.Atmosfera sielska i przyjazna. Było ponad 100 osób….Spędziłem tu ponad 4 godziny…Ojciec Gabriel przyjmował na rozmowy osoby , które były zapisane…. zajmuje się ziołolecznictwem i podobno jakąś formą psychoterapii…..Byłem wielce zdumiony , gdy kobiety całowały go po rękach…!/ /…pobyłem tu sam ze sobą …odnalazłem spokój i ciszę…ale… Czytaj więcej »
Traveling Rockhopper
Gość

Ciekawe miejsce, ale myślę, że znajdzie się jeszcze kilka innych pustelni w Polsce 🙂

manart
Gość

Właśnie wróciliśmy z tej niby-pustelni i mamy dokładnie takie same odczucia. Jest ładnie, ale to dziwne miejsce. Zbyt bogate. Powiem wprost: trąci komercją. Szkoda.

trackback

[…] wyobrażenia o pustelni z rzeczywistością i posłuchać ciekawych historii o tym miejscu. Moja wizyta w pustelni była […]

Grzegorz
Gość

Odwiedzilismy to miejsce. Trafilismy tam przez przypadek.
Dziwne to wszystko.
Pustelnia w której wrze jak w ulu.
Kasa wszędzie kłuje w oczy.
Przewodnik, młody chłopak który recytował wyuczone frazy jakby klepał pacierze.
Nie doczekalismy końca oprowadzania, cos nam kazało wiac jak najszybciej.
Co mi do głowy przychodzi to prawosławny przypadek „Ojca Dyrektora”

KRZYSIEK
Gość

Byłem ostatnio u jegomościa i zabobonne bzdury nie z tej ziemi opowiada o klatwach na trzy pokolenia , nie wiem czego tacy ludzie na polskiej ziemi szukają. TU JEST POLSKA A NIE ROSJA I NIE O TO NASI PRZODKOWIE O TĄ ZIEMIE WALCZYLI ABY KTOS TAKI JA BESZCZESCIŁ GŁUPOTAMI.

Karol
Gość

Mnich jest Polakiem i mieszka u siebie. Jesli ci sie nie podoba to nie odwiedzaj tego miejsca.

POLAK
Gość

jAK JEST PUSTELNIKIEM TO NIECH JEDZIE NA PUSTYNIE PIASEK ZBIERAC A NIE ZIOLA

wpDiscuz