fbpx
AMERYKA ŚRODKOWA GWATEMALA W DRODZE

Świeta, świeta, same święta

Ponche tradycyjny napój z Gwatemali
Urodziny szkoły 
Obchodziliśmy wczoraj dwudziestą dziewiątą rocznicę istnienia naszej szkoły. Z tej okazji nasze nauczycielki przygotowywały tradycyjny gwatemalski napój, który nazywa się „ponche”. Przepis na niego jest dość prosty: duża ilość owoców: ananas, papaja, platany (wyglądają jak banany, ale nadają się do spożycia tylko po ugotowaniu bądź usmażeniu, nigdy nie na surowo), rodzynki, suszone śliwki i miąższ kokosa. Wszystko razem wrzuca się do wielkiego garnka i gotuje przez dłuższy czas na dużym ogniu. Potem podaje się go wraz z dodatkiem rumu, co może się wydawać w warunkach szkolnych mało wychowawcze, ale w sumie wszyscy w naszej szkole są dorośli, więc nikt nie wznosił sprzeciwu 🙂, wręcz przeciwnie niemal każdy ustawiał się ponownie w kolejce. 

Ponche

Ponche jest specjalnym napojem przygotowywanym zwykle na Święta Bożego Narodzenia, ale również i na inne okazje, chociażby na urodziny. Moja nauczycielka Letic, na moje pytanie, jak Gwatemalczycy spędzają świąteczny dzień 25 grudnia, odpowiedziała, że leczą kaca 🙂 po dużej ilości ponche wypitej podczas ichniej wigilii. 

La Pinata

W międzyczasie, gdy ponche dochodziło do siebie na palenisku przygotowanym w szkolnym ogrodzie, my poznawaliśmy inne gwatemalskie zwyczaje. Już wcześniej o niektórych czytałam, ale nawet nie sądziłam, że uda mi się w którymś z nich wziąć udział osobiście. „Pinata” to akurat urodzinowy zwyczaj. Tak nazywa się lalka, którą wypełnia się słodyczami. Zadaniem solenizanta oraz jego gości jest rozbicie lalki za pomocą kija. Oczywiście sprawa nie jest taka prosta, bowiem solenizantowi, który zawsze zaczyna całą zabawę, dla utrudnienia zawiązuje się oczy, a ponadto dla zatracenia orientacji obraca się nim w kółku albo tyle razy, ile kończy właśnie lat, albo tyle, ile solenizant sobie zażyczy. Lalka przyczepiona jest na sznurku, za którego drugi koniec trzyma osobą, sterująca nią. Pinatę uderza się do momentu, aż wypadną z niej wszystkie słodycze, na które rzuca się rozwrzeszczany tłum. Wprawdzie przez cały czas dokumentowałam całą akcję, ale w lizaki i cukierki i tak udało mi się trochę obłowić. 
Wczorajszy dzień w szkole mijał niezwykle przyjemnie: na zabawie, popijaniu ponche z rumem, zajadaniu się pomarańczami i mandarynkami z drzewek owocowych, rosnących w ogrodzie (to oczywiście moje polskie naleciałości każą mi korzystać z darmochy 🙂 ) i konwersacjach a to w języku angielskim, a to hiszpańskim. A, skoro o języku mowa: 

Myśleć i mówić – tylko w jakim języku? 

Muszę się przyznać, że momentami jestem mocno skołowana. Dla większości osób w szkole angielski jest językiem ojczystym i muszą głowić się tylko nad hiszpańskim. Ja muszę kombinować w dwóch językach: z rana po hiszpańsku, a po południu i po hiszpańsku, i po angielsku. Czasami już mi się wszystko miesza i mówię łamaną hiszpańczczyzno-angielszczyzną (nie mam pojęcia jak taką mieszankę nazwać), rozmawiając z innymi uczniami po angielsku, co chwilę przeplatam słowami hiszpańskimi. Dziś wreszcie zrozumiałam, dlaczego codziennie wieczorem tak bardzo boli mnie głowa: po prostu wysiłek umysłowy jest tak duży przez cały dzień, że gdy wreszcie zamykam się w pokoju, kiedy nie muszę już z nikim rozmawiać, to spływa ze mnie całe napięcie związane z myśleniem w obcych dla mnie językach. Nieustanna próba bycia zrozumianym i wyrażania swoich myśli jest nie lada wyzwaniem. Podobnie zresztą, jak i zrozumienia innych, bowiem przekonałam się, że angielski angielskiemu nierówny. Niby wszyscy w tym języku mówią, ale to tak jakby się zebrał Kaszub, Góral, Ślązak i zwykły mieszkaniec Polski. Już sami Amerykanie wysławiają się różnie w zależności od stanu (wg. mnie chyba najtrudniejszy do zrozumienia jest akcent osób z Texasu), a do tego dodać jeszcze Australijczyków, Anglików i Irlandczyków i cały tygiel angielsko-językowy gotowy. 

La Virjen de Guadalupe 

12 grudnia to nie tylko urodziny szkoły, ale też gwatemalskie święto Dziewicy z Guadalupe. Ktoś gdzieś w szkole szepnął, że na La Mercad (plac), gdzie znajduje się kościół Świętego Franciszka, o godzinie szesnastej będzie miała miejsce procesja. Procesja jak procesja – tłum ludzi idzie za ceramiczną czy gipsową figurą. Niby nic wielkiego. Ale Gwatemalskiej procesji jeszcze nie widziałam i byłam pewna, że będzie to dobry moment na zrobienia ciekawych zdjęć. Zaraz więc po szkolnej „ponadprogramowy” aktywności, jaką było Muzeum Czekolady (znowu 🙂), wysłuchaniu całej historii o kakao i skosztowaniu kolejnych słodkości, pognałam na La Mercad. Byłam godzinę przed rozpoczęciem się procesji, ale czasu nie marnowałam. Fotografowałam jak oszalała. Takiej okazji nie mogłam przepuścić. W zwyczaju bowiem tego święta jest przebieranie dzieci w typowe stroje. 

Biały strój i wąsy
Corte i guipil

Chłopcy ubrani są w całości na biało, na głowie mają sombrero lub przewiązaną chustę i często domalowane wąsy. Natomiast dziewczynki mają na sobie spódniczki, które nazywają się „corte” oraz bluzki „guipil”, są uczesane w warkocz i maja starannie zrobiony makijaż. W procesji mogą uczestniczyć wszyscy, ale przebierane w tradycyjne stroje są tylko dzieci, które nie ukończyły siódmego roku życia. W zwyczaju Indian jest również nadawanie dzieciom imiona według imion świętych, którzy urodzili się tego samego dnia, stąd wiele dzieci, zarówno chłopców, jak i dziewczynek, urodzonych dnia 12 grudnia nosi imię Guadalupe. Dobrze, że u nas nie ma takiego zwyczaju, bo raczej nie chciałabym mieć na imię Paweł czy Szymon, ale tu w Gwatemali jak widać im to nie przeszkadza, że nadaje się to samo imię dzieciom obojga płci. 

Dni mijają mi szybko i dość intensywnie. Nie mam czasu na nic więcej poza nauką i zwiedzaniem, ale o to przecież chodziło. Zmiana czasu nadal daje mi się we znaki, bo budzę się zwykle około czwartej rano, ale przynajmniej mam czas na powtórzenie słówek, dokończenie zadań domowych i napisanie posta na bloga 🙂Hasta luego!

 

O Autorce

B*Anita Demianowicz

B*Anita Demianowicz

Podróżuję, piszę i fotografuję. Współpracuję m.in. z magazynami Podróże, Poznaj Świat i Rowertour. Prowadzę prezentacje i warsztaty podróżnicze w całej Polsce. Jestem również przewodniczką grup trampingowych dla kobiet, a także organizuję festiwal TRAMPki-Spotkania Podróżujących Kobiet.
Jestem absolwentką kilku kierunków studiów, m. in. filologii polskiej na UG i Polskiej Szkoły Reportażu.
We wrześniu 2016 ukazała się debiutancka książka: "Końca świata nie było".

Więcej o mnie>>>.

23
Dodaj komentarz

avatar
7 Comment threads
16 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
AnonymoussikiSłomianyEmiEdyta Szpejnowska Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Alicja Nowak
Gość
Alicja Nowak

Przeczytałam tekst i zachciało mi się pić, och ten kompocik z wkładką – ślinka cieknie. Buziaki

Anita Demianowicz
Gość
Anita Demianowicz

Dobry był 🙂 Choć mi jednak bardziej smakuje Twój kompot wigilijny 🙂

Marta Queensland
Gość
Marta Queensland

Aż trudno uwierzyć, że tam, u Ciebie, każdego dnia tyle się dzieje… Albo trafiasz na same atrakcje, bo masz szczęście, albo tak po prostu wygląda barwne życie w Gwatemali:) Cieszę się, że zbierasz tyle wrażeń:) I zazdroszczę nieco tego „przymusowego” wysiłku umysłowego na co dzień, od którego aż boli głowa – wrócisz do Polski jako prawdziwa poliglotka, potrafiąca poczuć się swobodnie w każdym zakątku świata, bez względu na język (no, może rosyjski i chiński by się jeszcze przydał – ale wierzę, że i nimi będziesz z czasem władać;) ). Całuski:*

Anita Demianowicz
Gość
Anita Demianowicz

Tutaj cały czas się coś dzieje, dlatego weekend zamierzam spędzić spokojniej. Chociaż w sobotę są urodziny naszego współmieszkańca, więc może aż tak spokojnie nie będzie 🙂 Wysiłek jest fajny, bo już po 3 dniach przypomniałam sobie sporo z hiszpańskiego, ale ból głowy już tak przyjemny nie jest. Chiński odpada. nie ma szans żebym kiedyś coś z tego skumała, ale rosyjski? Kto wie? Jeszcze co nieco pamiętam chyba z naszych studiów.

Marta Queensland
Gość
Marta Queensland

Ja pamiętam z zajęć (przymusowego) rosyjskiego na studiach przede wszystkim egzamin – i spisywanie na żywca z otwartego na ławce podręcznika…:)

siki
Gość
siki

Я знаю русский язык! Мы поговорим позже.

Anita Demianowicz
Gość
Anita Demianowicz

Sikor: Интересно, с каких это пор вы знаете русский язык?

siki
Gość
siki

Анита, ты мне не веришь … Xорошо…

Anita Demianowicz
Gość
Anita Demianowicz

Сикорский и не верю

Edyta Szpejnowska
Gość
Edyta Szpejnowska

Takie święta, uroczystości, czy imprezy są podczas wyjazdów chyba najfajniejsze, bo dzięki temu można lepiej poznać dany kraj i jego zwyczaje. Dopiero co tam dotarłaś, a już tyle się wydarzyło. Mam nadzieję, że czeka Cię tam jeszcze wiele atrakcji 🙂
Też chciałabym spróbować tego ponche, na pewno pychaaa.

Anita Demianowicz
Gość
Anita Demianowicz

Edith wiem, ze Ty łasa jesteś na wszelkie alkoholowe nowinki 😉 A wydarzy się jeszcze na pewno duzo, bo przede mną święta tutaj, a podczas świąt tu dużo się dzieje 🙂

Emi
Gość
Emi

Wiem, co znaczy ciągła próba wyrażania myśli w obcym języku. Miałam identycznie – opracowałam własne esperanto polsko-niemiecko-angielskie:)Z czasem wszystko sie poukłada w głowie. Czekam na kolejne posty! 😀 ściskam serdecznie.

Anita Demianowicz
Gość
Anita Demianowicz

Emilia, no to ja też takie esperanto mam ;), a raczej tak jak poniżej mój mąż napisał „spanglish” 🙂 Świetnie w takim języku się gada, ale mózg mi i tak paruje.

Słomiany
Gość
Słomiany

Mieszanka hiszpańskiego i angielskiego to „Spanglish” -popularny na pograniczu USA i Meksyku. Opanujesz i świetnie sobie poradzisz na północy Meksyku 😉 Był nawet film o takim tytule. Pamiętasz? Z Sandlerem, polski tytuł był chyba „Trudne słówka”

Anita Demianowicz
Gość
Anita Demianowicz

Zapomniałam, ze ten język się spanglish nazywa i tak, pamiętam film. Nie tylko z tym językiem w Meksyku się dogadam, a le i w Stanach.

siki
Gość
siki

Oglądałem! To ten, gdzie zabójcza Tea Leoni gra taką zmanierowaną pindę, a Sandler wychodzi na romantycznego bohatera… Dobre było. Davidowi Duchownemu pozazdrościć małżonki!

Słomiany
Gość
Słomiany

Super te zdjęcia dzieciaków. Który obiektyw?

Anita Demianowicz
Gość
Anita Demianowicz

Długi.

siki
Gość
siki

…ale za to nudny.

Anita Demianowicz
Gość
Anita Demianowicz

Siki, co ci nudne jest? Bo nie skumałam. Że nudno piszę czy jak?

siki
Gość
siki

Uspokój się! To z cyklu bezsensownych zarazowych powiedzeń typu „film był długi, ale za to nudny” (pomyślałem, że obiektyw też mógłby). Będę skrupulatniej dobierał sentencje. Mówi się nudno… pardą – trudno.

Anita Demianowicz
Gość
Anita Demianowicz

No to mnie uspokoiłeś.

Anonymous
Gość
Anonymous

Jesteś dla nich OBCĄ mieszanką polsko-hiszpańsko-angielską.
Czujesz się wyjątkowo, żyjesz wyjątkowo.
To ponche wygląda zachęcająco- zdrowa mieszanka wszystkiego, co korzystne.
JUNTER.

error: Treść chroniona!