fbpx
AZORY EUROPA W DRODZE

Przez krainę jezior idąc…

Relva, Azory, Portugalia

Wyspa Sao Miguel (Azory, Portugalia) nie ma tak wielu fantastycznych tras trekkingowych jak Madera. Nie ma też tylu pięknych szczytów, ale okazało się, że całkiem przyjemne szlaki do spokojnej wędrówki jak ktoś chce, to tu znajdzie. Zaraz po „wielorybach, których nie było” jeden taki sympatyczny szlak znaleźliśmy. Nie wybraliśmy się daleko, bo zaledwie cztery kilometry od stolicy. 

Rocha do Relva
 
Szlak Rocha da Relva, prowadzący wzdłuż klifu jest krótki, wędrówka nim zajmuje mniej niż trzy godziny. Trasa jest niezwykle urokliwa. Z widokiem na granatowy ocean z jednej strony i piaskowe skały z drugiej. Z zielenią traw i krzewów, małymi domkami powciskanymi w zbocza klifu i mikroskopijnymi ogródkami. Na trasie spotkaliśmy zaledwie jedną parę, wędrującą podobnie jak i my, i kilku mieszkańców. Zastanawiałam się cały czas jak oni tu żyją. Na pewno z pięknym widokiem, w ciszy i spokoju, ale z dojazdem to tu jest naprawdę kiepsko. Samochodem raczej nie ma szans zmieścić się na wąskiej, nieregularnej, stromej i wijącej się drodze. Możliwe, że w ogóle nie używają samochodów do poruszania się albo zostawiają je gdzieś wyżej, a sami przesiadają się na rowery, konie albo inne mikroskopijne pojazdy, by dotrzeć do domu. 
 
A może problemów z dotarciem nie mają, bo ich jedyną pracą jest praca na ich ziemiach? Zresztą, podobno Portugalczycy to niezbyt pracowity naród. A tu na Azorach, na ziemiach, które niemal bez pracy dają w bród jedzenia? W sumie po co pracować?
 
Szlak daje dwie możliwości. W połowie drogi na rozwidleniu można skręcić w lewo i bardzo stromą, i trochę niewygodną, bo śliską piaszczystą drogą zejść na niewielki kamienny taras tuż nad brzegiem. Cudne miejsce, gdzie dla przybyłych czekają wykute w kamieniu stoliki i krzesła, sanitaria, a nawet miejsce z grillem. 
 
W ogóle na Azorach (podobnie było też na Maderze) niemal na każdym kroku natyka się człowiek na starannie zagospodarowane i czyste miejsca piknikowe. U nas nieraz jedzie się w długą trasę samochodem i nie ma się gdzie zatrzymać, by na świeżym powietrzu odpocząć, usiąść i zjeść zabrany w drogę prowiant. A tu na trafia się na nie, co chwilę.
Jako że powrót odbywa się tą samą drogę, jest niestety trochę ciężko, bo tą piaszczystą i mocno nachyloną drogą trzeba się z powrotem wspiąć. Można przy tym prawie wyzionąć ducha.
Lagoa das Furnas
 
Bardziej spacerowa trasa prowadzi wokół jeziora Lagoa das Furnas, w pobliżu miejscowości, posiadającej gorące źródła. Szlak ten trudno nazwać trekkingowym, bo prowadzi płaskim terenem i przeznaczony jest na niecałą godzinę. Spacer brzegiem niebieskiego jeziora z odbijającą się w niej zielenią drzew jest niezwykle kojący. Ponieważ nam brakowało jednak trekkingu,  postanowiliśmy dodatkowo wdrapać się na szczyt Pico do Ferro, który prowadzi przez dziki i niezwykle bujny las, by na samej górze na punkcie widokowym móc rzucić okiem na całe jezioro, skąpane w słońcu.
Na Azorach, podobnie jak i na maderskiej wyspie, wciąż trzeba mieć w pamięci rozkład jazdy autobusów, które i tu nie są przystosowane do przewozu turystów. 
Lagoas das Sete Cidades
 
Co w praktyce oznacza, że kursują w godzinach pracy mieszkańców, a więc w godzinach porannych, a następnie późno popołudniowych. Po zakończonej wędrówce zdecydowaliśmy się więc łapać stopa. Nie chciało się nam czekać trzech godzin. Choć ruch samochodowy nie jest tu specjalnie intensywny i głównie poruszają się na drogach samochody z wypożyczalni, zwykle załadowane po brzegi turystami, w miarę łatwo udało nam się złapać miejscowego. Nie czekaliśmy nawet dziesięciu minut. Kierowca zapewnił nam na koniec dnia mnóstwo emocji, gnając po serpentynach bez używania hamulców. Okazało się, że jest spóźniony na lotnisko, gdzie ma odebrać swoja rodzinę. Niezwykle miło z jego strony, że mimo pośpiechu zatrzymał się i postanowił nas podwieźć. Ludzie na wyspach są naprawdę bardzo życzliwi i pomocni. Podobno też nie spieszą się nigdy. Udało się więc nam raz spotkać takiego, co teorii tej zaprzeczył
Wiadukt w drodze na krater
 
 Ostatniego dnia postanowiliśmy dać sobie w kość. Po Maderze bowiem planowaliśmy trochę bardziej wypoczynkowo potraktować kolejny wyjazd. Trafił się nawet dzień leniuchowania i lekkiego plażowania. A dokładniej raczej ukrywania się przed słońcem w cieniu, pod mostem (tak, tak, pod mostem właśnie). Słońce bowiem smażyło niemiłosiernie, a my mimo że nad morzem mieszkamy, to wylegiwania się na plaży specjalnie nie lubimy.
Ostatniego zaś dnia ruszyliśmy na sześciogodzinną wędrówkę wokół dwóch jezior: zielonego i niebieskiego. Ponieważ drugiego dnia, gdy odwiedziliśmy to miejsce, okolica była tak spowita mgłą i tonęła w strugach deszczu, że ledwo było widać skrawek ulicy, a co dopiero leżące w dole jeziora, musieliśmy tam wrócić, by na własne oczy sprawdzić kolory wody.
Trasa wokół nich prowadzi koroną krateru, na dnie którego spoczywają różnokolorowe jeziora. Te okolice każdego dnia chyba spowija mgła, albo przelewające się z jednej strony na drugą, chmury. Im wyżej się wdrapywaliśmy, tym chłodniej i bardziej mokro się robiło. A potem schodziliśmy trochę w dół i wkraczaliśmy wprost w objęcia skwaru i promieni słonecznych. Dwa kolory jezior udało nam się jednak zobaczyć. Niesamowite! Leżą one obok siebie i nie są rozdzielone, więc jak wytłumaczyć różne kolory? Z pewnością wyjaśnienie istnieje. I chemik z łatwością by przed Wami je wyłuskał. Ja mogę tylko przytoczyć legendę, która mówi, że te dwa jeziora powstały z łez, wypłakiwanych za sobą przez dwoje nieszczęśliwych kochanków: księżniczkę i pasterza. A ponieważ jedno miało oczy niebieskie, a drugie zielone, takiego też koloru nabrały wody jezior. W rzeczywistości zwąchaliśmy tu jednak oszustwo. Choć z jednej strony krateru, gdzie mieści się punkt widokowy Vista do Rei dostrzegaliśmy ten niebieski kolor, to jednak z drugiej oba zbiorniki nabierały tego samego zielonego odcienia. Więc o co chodzi? Chwyt reklamowy?
Ogród botaniczny w Ponta Delgada
 
Choć wędrówka bez przerwy trwała tylko sześć godzin, to cała wyprawa trwała blisko dziesięć. A to, dlatego że poranna droga zajęła godzinę i czterdzieści minut, mimo przekonywań pana z informacji turystycznej, że zaledwie czterdzieści minut). Potem jeszcze tylko półtorej godziny czekania na autobus, które spędziliśmy miło pod drzewkiem na trawce, delektując się portugalskim piwem i znów godzinny powrót, całe szczęście inną trasą. Tę wędrówkę z pięknymi widokami i brodzeniem we mgle polecam każdemu, kto wybierze się kiedyś na wyspę Sao Miguel.
 
Jeżeli chodzi o miasteczka na wyspie, to wszystkie są niewielkie i „senne”, co w praktyce oznacza, że niewiele się w nich dzieje. Choć to może nie do końca prawda, bo w weekendy, podczas naszego pobytu wciąż były organizowane jakieś obchody i festyny, ale ludzi na nich jak na lekarstwo. Nawet miasteczko Vila Franca, w którym odbywały się mistrzostwa w skokach Red Bulla, była w tym czasie jakieś niemrawe. U nas już by wszędzie były porozstawiane bary i parasole i wszystko tętniłoby życiem. A tu? Cisza.
Ermida da Mãe de Deus
 
Stolica Azorów, w przeciwieństwie do stolicy maderskiej, też jest dużo mniejsza i spokojniejsza. Życie skupia się na nabrzeżu, gdzie nie brakuje knajpek i restauracji oraz agenci turystycznych. Ale nawet i tu nie ma większego gwaru. To, co mi się najbardziej podobało we wszystkich miasteczkach to ich zabudowa. Niemal wszędzie taka sama: biało-czarna, czyli bazaltowo-wapienna. Moja ulubiona budowla w Ponta Delgada, a jednocześnie najładniejsze miejsce, to Ermida da Mãe de Deus, z której rozpościera się widok na stolicę. Szczególnie urokliwa w okolicach zachodu słońca. W Ponta Delgada polecam zachwycił mnie też Ogrod Botaniczny, tu nazywany po prostu Miejskim Parkiem (wstęp do niego jest bezpłatny). To chyba najładniejszy park miejski, jaki widziałam: z kamiennymi budowlami, tajemniczymi przejściami i egzotycznymi roślinami oraz gigantycznymi drzewami.
Na Maderę na pewno jeszcze wrócę. A na Azory? Choć z archipelagu odwiedziłam tylko jedną z dziewięciu wsyp, to nie mam pewności czy nogi mnie tam kiedyś jeszcze poniosą. Tak jak w Maderze zakochałam się i z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że to jedno z piękniejszych miejsc, jakie widziałam, to trudniej mi wykrzesać wielki entuzjazm w kwestii Azorów. Ale zwiedziłam tylko Sao Miguel, więc co ja tam wiem…
Przydatne informacje:
 
Warto zajrzeć: TUTAJ
 
Są tam szczegółowo rozpisane wszystkie trasy trekkingowe. Bez problemu jednak mapki szlaków, rozkład jazy autobusów, mapy wyspy dostaniecie w informacji turystycznej.
 
Ważne: Na rozkładzie jazdy tej informacji nie ma, ale do Furnas, w którym zaczyna się trasa wokół jeziora, autobus wyjeżdża nie tylko o 7.15, ale również o 9 i jest to autobus do Provocao. Powrót do Ponta Delgada niestety dopiero o 17.15
Autobus do Sete Cidades w tygodniu wyrusza o 8.25. Powrót o 16.25 (do Ponta Delgada)

O Autorce

B*Anita Demianowicz

B*Anita Demianowicz

Podróżuję, piszę i fotografuję. Współpracuję m.in. z magazynami Podróże, Poznaj Świat i Rowertour. Prowadzę prezentacje i warsztaty podróżnicze w całej Polsce. Jestem również przewodniczką grup trampingowych dla kobiet, a także organizuję festiwal TRAMPki-Spotkania Podróżujących Kobiet.
Jestem absolwentką kilku kierunków studiów, m. in. filologii polskiej na UG i Polskiej Szkoły Reportażu.
We wrześniu 2016 ukazała się debiutancka książka: "Końca świata nie było".

Więcej o mnie>>>.

4
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
zibB*Anita DemianowiczKasia Z Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kasia Z
Gość
Kasia Z

hej! na Maderze nie byłam ( ale już jestem w niej zakochana) a na Azory wybieram się na przełomie czerwca i lipca 😉 tez miałam mieszane uczucia czy tam jest fajnie i czy będzie mi się podobac, ale jak Ryanair otworzył połączenie to nie mogłam się opanowac. tak czy siak – wydaje mi się,że wyspa Flores jest naładniejsza ( na podstawie u-tube’a) ale przemieszczanie między wyspami dośc drogie 😛
Ja zamierzam „trekkingowac” na Sao Miguel przez 5 dni; może jednak uda mi sie znaleźc jakąś trasę, gdzie będzie można się zmęczyc;-) tez pewnie będzie stop 😉 Może nawet dobrze,ze nie zachwalasz, najlepiej nie spodziewac sie za dużo 😉

zib
Gość
zib

Jutro wybieramy się na wędrówkę wokół krateru i jezior Sete Cidades zapowiada się dobra pogoda później załamanie pozdrawiamy z Azorów (niestety po Maderze też nie robią zbyt wielkiego wrażenia może jutro się to zmieni)

error: Content is protected !!