fbpx
AZORY EUROPA W DRODZE

Azory – kraina wielorybów i delfinów

Nie ma szans! Nie wejdę do wody! – upierałam się, choć niemal wszyscy z naszego pontonu wyskakiwali szybko z ubrań i jeszcze szybciej zanurzali się w głębi oceanu.
– Nie wymiękaj – przekonywał mój mąż.
– I tak do wody jednocześnie mogą wejść trzy, cztery osoby – poinformowała pani biolog, która dowodziła naszą wycieczką o wyraźnie nakreślonym celu – obserwacja wielorybów.
 
Nas było na pontonie sztuk dziesięć.
 
– No to masz czas do namysłu. – Mąż zarzucił maskę z rurką na twarz i pomknął, by spełnić moje marzenie o pływaniu z delfinami.
Biłam się z myślami, bo choć pod znakiem ryb urodzona jestem, to głębokiej wody boję się niczym diabeł święconej. Dwa razy, topiłam się jako dziecko. I dlatego po dziś dzień niczego nie boję się tak, jak śmierci przez utonięcie. Więc i głęboka woda i nieokiełznana pod nią przestrzeń, a dodatkowo maska na twarz i rurka, które nie pozwalają mi oddychać, choć do tego teoretycznie służą, wywołują u mnie panikę.
 
– Jaki błękit! – zachwyca się mój mąż, gdy wraca na pokład pontonu. –  I delfiny tak z siedem metrów ode mnie przepłynęły. Magia!
 
 
No, jak magia to muszę się przełamać, postanowiłam. Założyłam rurkę i maskę i już poczułam, że brak mi oddechu. Ale ze mnie cienias, zganiłam się w myślach. Wiedziałam jednak, że takiej okazji nie mogę zmarnować. W końcu zawsze chciałam ujrzeć ten „Wielki błękit”, no takiego ponoć w Morzu Czerwonym nie było (tam też udało mi się na trochę zanurzyć). Wlazłam, ale za cholerę nie mogłam puścić pontonu. W końcu zanurzyłam się i… zakochałam. Błękit, który trudno opisać: niewyobrażalny, magiczny, niosący ze sobą uczucie wolności (mimo tego, że od pontonu uwolnić się nie mogłam). Moje oczy wypełnione były błękitem, a uszy dźwiękami o dziwnych częstotliwościach, jakby zepsutej radiostacji. Dziwne piski, strzelanie czy krzyki – to delfiny. Były jednak dość daleko ode mnie. Wystraszyły się trzech innych osób, które nie były takimi tchórzami jak ja i wypuściły się dalej w ocean. Wynurzyłam się na chwilę.
 
 
 
– Podpłyniemy powoli łódką, żebyś mogła z bardziej bliska je zobaczyć. – powiedziała pani biolog.
I podpływaliśmy powoli, oni nad wodą, a ja pod i chyba najbliżej ze wszystkich widziałam te cudowne zwierzaki. Przepłynęły we trzy w odległości jakich trzech, czterech metrów ode mnie. I patrzyły, co to za dziwo przyczepiło się do pontonu.
 
Wiedziałam, że gdybym miała trochę więcej czasu na oswojenie się z wodą, to wtedy może powoli udałoby mi się trochę i ten strach oswoić i wypuścić dalej w ocean. Czasu jednak wystarczająco nie było, chociaż i tak cała wycieczka trwałą prawie cztery godziny. 

Wieloryba niestety nie spotkaliśmy. Od trzech dni nikt w okolicach archipelagu żadnego nie widział, ale jeszcze tydzień, dwa przed naszym przyjazdem było ich całkiem sporo. Informacje co do ich występowania są rozbieżne. Pani biolog poinformowała nas, że maj i kwiecień to są ich miesiące tu w wodach azorskich. Przewodnik podaje jednak informację, że pojawiają się tu po prostu latem. Według tej teorii czerwiec powinien więc być idealny. Jeszcze inne źródła donoszą, że na obserwacje wielorybów najlepszy jest październik. I bądź tu mądry! Gdybyśmy jednak wybrali się na wycieczkę trzy dni później już kaszalota byśmy zobaczyli. Ale przewidzieć niczego się tu nie da. Obserwację wielorybów musimy więc zostawić na inny termin i może gdzieś w inne rejony świata.
Wyjazd jednak był i tak udany, bo był fantastyczny wielki błękit i pływanie z delfinami.  

Widok na brzeg wyspy Sao Miguel
 
W drodze powrotnej zaliczyliśmy jeszcze wesołe miasteczko 🙂 Takie na wodzie rzecz jasna. Trafiła mi się prawie „montana rusa” jak w Xetulul w Gwatemali. Wiatr się zerwał i fale rzucały naszym pontonem na prawo i lewo. Dostałam prawie zakwasów na rękach od ściskania poręczy, które miały uchronić mnie od wypadnięcia z mojego siedzenia i ponownego skąpania się w wodach oceanu. Choć w sumie skąpana i tak byłam, bo przy uderzeniach z falami woda rozbryzgiwała się po wszystkich członkach załogi. I choć umierałam z zimna, i choć palce nóg i rąk mi cierpły od intensywności, z jaką je zaciskałam i przyciskałam, by utrzymać się na łodzi, to muszę przyznać, że powrót dostarczył mi dodatkowych wrażeń. Choć obawa, że w całości nie dobiję do brzegu, gdzieś głęboko we mnie tkwiła.

***
Obserwacja waleni na wodach Oceanu Atlantyckiego, w okolicach archipelagu azorskiego to główna atrakcja turystyczna, która przyciąga jak magnes. I kto by pomyślał, że kilkadziesiąt lat temu (do 1984 roku) wieloryb był tu nie obiektem jedynie obserwacji, a polowań.
Walenie, występujące wokół Azorów
 
Do wypatrywania wielorybów służyły specjalne punkty obserwacyjne, tzw. vigias, usytuowane na szczytach klifów. To z nich machano chorągiewkami lub wystrzeliwano race, by dać wielorybnikom znać o nadpłynięciu „zwierza”. Nawet nie chcę rozpisywać się o tych nieludzkich i krwawych polowaniach, jakie urządzali mieszkańcy wysp. Najważniejsze, że dziś vigias służą jedynie do informowania miejscowych agencji turystycznych o pojawieniu się wieloryba i tylko tyle. Nie wystrzeliwuje się już rac, a dzwoni na komórkę, by przekazać dane dotyczące miejsca pojawienia się waleni. A w dawnych przetwórniach wielorybów, jak chociażby tych, które znajdują się na wyspie Pico czy Faial, urządzono muzea. 



 

O Autorce

B*Anita Demianowicz

B*Anita Demianowicz

Podróżuję, piszę i fotografuję. Współpracuję m.in. z magazynami Podróże, Poznaj Świat i Rowertour. Prowadzę prezentacje i warsztaty podróżnicze w całej Polsce. Jestem również przewodniczką grup trampingowych dla kobiet, a także organizuję festiwal TRAMPki-Spotkania Podróżujących Kobiet.
Jestem absolwentką kilku kierunków studiów, m. in. filologii polskiej na UG i Polskiej Szkoły Reportażu.
We wrześniu 2016 ukazała się debiutancka książka: "Końca świata nie było".

Więcej o mnie>>>.

3
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
touristnaviAnita DemianowiczAjka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ajka
Gość
Ajka

Azory… moje Wielkie Marzenie…

Anita Demianowicz
Gość
Anita Demianowicz

Ajka, to tam jeszcze nie byłaś? Myślałam, że Portugalię, skoro jest Twoja ukochana, to juz całą zwiedziłaś 🙂 Ale Madera i tak jest naj.

touristnavi
Gość
touristnavi

Szkoda, że aż tak strach Cię sparaliżował, ale i tak sam fakt pływania z delfinami i zobaczenie tego błękitu… zapewne bezcenne:)

error: Content is protected !!