fbpx
AMERYKA ŚRODKOWA GWATEMALA W DRODZE

Koniec świata według Majów

Jest czwarta nad ranem czasu gwatemalskiego 21 grudnia 2012 roku. W Polsce wybiło właśnie południe. Mimo klejących się ze zmęczenia i niewyspania oczy, podnoszę się z łóżka i zaczynam pakować sprzęt oraz duży zapas wody. W Tikal, położonym w głębi dżungli, panuje tropikalny klimat. Niemiłosiernie piekące słońce na otwartych przestrzeniach szczytów świątyń, będzie domagało się od organizmu sporego wysiłku i nieustannego uzupełniania płynów. Po piętnastu minutach jestem gotowa, by ruszyć na spotkanie z mistycyzmem i Nowym Rokiem według Majów lub jak wolą to nazywać inni z „końcem świata”.

 „El fin del Mundo”, czyli skąd się wziął pomysł końca świata

Ludzie od zawsze obawiali się okrągłych dat, uznając je za przełomowe. A momenty przełomowe zawsze niosą ze sobą pewne obawy i strach przed nieznanym. Koniec świata zapowiadano już wprawdzie wielokrotnie, ale do tej pory żadna z przewidywanych dat się nie sprawdziła. Wiązano go chociażby z rokiem dwutysięcznym, czy z przepowiedniami Azteków, którzy ów koniec świata zapowiedzieli już na rok ubiegły. Teraz nadeszła dawno oczekiwana data 21 grudnia 2012 roku, wiązana z majańskim kalendarzem, który na tej dacie się kończy. Majowie jednak nigdy nie wspomnieli o końcu świata jako czymś rzeczywistym.

040 Anita Demianowicz

– W mitologii Majów nigdy nie było mowy o żadnym końcu świata – wyjaśnia przewodnik, oprowadzający po Tikal. – To wszystko – mówi, pokazując poustawiane wozy transmisyjne i sprzęt nagłaśniający – to dla turystów żądnych krwi i rzeczy ostatecznych, bo przecież nic nie sprzedaje się ta dobrze jak właśnie one.

Na pytanie, czy Gwatemalczycy wieżą, że nastąpi koniec świata, odpowiada, że w ich odczuciu i wierze, ów koniec wiąże się z końcem starej epoki, pełnej nienawiści kulturowej, religijnej, epoki zdominowanej przez nieustanne walki i wojny, a z nadejściem epoki nowej, wypełnionej pokojem i wzajemną miłością, a nie z tym, że świat naprawdę przestanie istnieć.

Pomysł końca świata powstał zarówno w związku z końcem kalendarza, jak również w związku z obliczeniami Majów, z których wynika, że co 11500 lat dochodzi do tak zwanego przebiegunowania, czyli zmiany biegunów magnetycznych Ziemi w związku z wzrostem hiperaktywności słonecznej. Północ staje się wtedy południem i Ziemia zaczyna się obracać w odwrotnym kierunku. To przebiegunowanie wypada właśnie w dniu 21 grudnia 2012 roku. Tego też dnia następuje przesilenie zimowe, które dawniej wiązano z „narodzinami słońca”, czyli z początkiem nowego, lepszego czasu, który niósł ze sobą coraz dłuższe dni, i w którym światło zwyciężało ciemność. Na przekonanie, o zbliżającym się końcu świata, wypadającym tego już osławionego dnia miało również wpływ wiele innych teorii, które zbiegły się w czasie z końcem kalendarza Majów, według tak zwanej Długiej Rachuby. Według badaczy egipskich piramid, również i one świadczyć miały, o zbliżającym się końcu, o pewnych ważnych zmianach, które mają nadejść w tym czasie. Trzy piramidy egipskie, zbudowane są bowiem zgodnie z  trzema gwiazdami w gwiazdozbiorze Oriona. W dniu 21 grudnia owe gwiazdy miały osiągnąć takie samo ustawienie  względem piramid, jakie miały około 12000 lat temu, kiedy to nastąpił wielki potop i kiedy najprawdopodobniej wyginęła cywilizacja Majów. Również pozycja Oriona, Wenus, Marsa i Słońca miała być taka sama, a ponadto Słońce miało znaleźć się w swej najwyższej aktywności, co zdarza się, co 187 lat. Do tego dołączyły się też teorie, o zbliżającej się planecie Nibiru, która miałaby zachwiać polem grawitacyjnym Ziemi. Na zwykłego mieszkańca naszej planety to wystarczająco wiele domysłów, by zacząć wierzyć, iż koniec świata jest bliski.

044 Anita Demianowicz

Zerowanie liczników

Po około półtorej godziny jazdy w mrokach nocy, w końcu docieramy do bram wjazdowych Tikal – największego i najbardziej popularnego miasta Majów, leżącego w środku dżungli.. Zostało nam do pokonania ostatnie osiem kilometrów, a potem jeszcze dwadzieścia minut szybkiego marszu, by znaleźć się na szczycie jednej ze świątyń w sercu pradawnego świata, by z jej tarasu podziwiać piękno porannego słońca, i budzącego się nowego dnia, będącego zapowiedzą nowego, lepszego świata. Serce bije mi szybciej niż zwykle. Nie tylko w związku z energicznym marszem, ale również z podekscytowania, że oto ja z innego świata, innej szerokości geograficznej, będę miała szansę wziąć udział w niesamowitym wydarzeniu. Kolejną możliwość powitania nowego roku majańskiego, będą miały pokolenia, którym przyjdzie żyć za 5200 lat, bo tyle będzie trwała nowa era. Chłód poranka dla nikogo nie ma żadnego znaczenia. Dziesiątki Gwatemalczyków jak również turystów stawiło się w poszczególnych miejscach, by ujrzeć świt nowej ery.

055 Anita Demianowicz

Kalendarz Majów jest dość rozbudowany, a przez to i również skomplikowany. Składa się z kalendarza rytualnego zwanego tzolk’in, z haab, czyli kalendarza słonecznego oraz z tzw. Długiej Rachuby, której to koniec właśnie nadszedł 21 grudnia 2012 roku.

Święty kalendarz tzok’in składa się z trzynastu miesięcy, a każdy miesiąc z dwudziestu dni, które zwą się nagual. Całość liczy zatem 260 dni. Używany jednocześnie przez Majów kalendarz haab, liczył 365,242 dni, czyli zbliżoną liczbę dni do tych, które znajdują się w kalendarzu gregoriańskim (362,2425), i liczył osiemnaście miesięcy po dwadzieścia dni, do którego Majowie, by wyrównać cykl słoneczny, dodawali odrębny okres, nazwany wayeb, składający się z pięciu dni, uznawanych za pechowe tzw. xma kaba kin. Czas tych dwóch kalendarzy toczył się jednocześnie, ale w różnym tempie, by co 18,980 dni, czyli co pięćdziesiąt dwa lata spotkać się w tym samym punkcie.  Oprócz systemu kalendarzy tzolk’in i haab, Majowie używali tzw. Długiej Rachuby, dzięki której określano liczbę dni, jaka upłynęła od początku pewnej daty zerowej, za którą uznaje się datę 13.0.0.0.0. 4. Ahau 8 Kumku, gdzie każde zero oznacza pewien moment, w którym uruchamia się jeden z pięciu sposobów ustanawiania okresów, składających się na cały kalendarz. Pierwsze zero to tzw. baktun, czyli okres czterystu lat. Drugie zero to katun, czyli dwadzieścia lat, a kolejne to tun, czyli jeden rok. Przedostatni jest uinal, czyli miesiąc oraz na końcu kin, oznaczający dzień. A więc 13.0.0.0.0 to 13 B’ak’tun (144,000 dni) 0 katun (7,000 dni) 0 tun (360 dni) 0 uinal (20 dni) 0 kin (1 dzień). Cały cykl liczenia zaczął się najprawdopodobniej 13 sierpnia 3114 p.n.e. (choć prawdopodobnych dat początkowych jest kilka) i zgodnie z obliczeniami w dniu 20 grudnia 2012 licznik zeruje się, rozpoczynając z dniem 21 grudnia nową erę.

049 Anita Demianowicz

Ceremonie, święty ogień, rytualne tańce i śpiewy

Siedzę na szczycie świątyni numer cztery, liczącej sześćdziesiąt cztery metry wysokości. Wschód słońca nie zaspokoił moich oczekiwań. Nad dżunglą unosi się gęsta mgła, a niebo pokryte jest szarą chmurną masą. Oprócz szmeru ludzkich głosów, słychać jedynie pohukiwania małp z głębi dżungli. Po chwili jednak rozlega się śpiew. To pieśni Meshicas Dines, powitanie nowego dnia w wykonaniu pięciu mężczyzn, odzianych w białe szaty. Śpiewając, zataczają jednocześnie kręgi, trzymanymi w dłoniach piórami. Jeden z nich gra na flecie

– Jesteśmy członkami Aquarian Universal Mission – mówi jeden z mężczyzn, ten, który prowadził pieśń. – Jest na tu prawie dwa tysiące, z całego świata.

Aquarian Universal Mission mówią o sobie, że są bractwem duchowym, skupionym bardziej na filozofii i mistycyzmie niż na konkretnej religii. Gdy dowiadują się, że jestem z Polski, zapraszają mnie, bym do nich dołączyła i wraz z nimi wzięła udział w ceremonii. W ich stowarzyszeniu nie brakuje Polaków, którzy tego dnia również przybyli, by wziąć udział w ceremoniach pożegnania starej ery i powitania nowej.

Po wstaniu dnia podążam na plac główny, by wziąć udział w kolejnych rytuałach. Wokół kamiennego kręgu, zwanego altarem, w którym pali się ogień, ciasnym kręgiem zebrał się już tłum ludzi, głównie kobiet ubranych w tradycyjny strój, czyli spódnicę zwaną corte oraz guipil, czyli haftowaną bluzkę oraz mężczyzn  przyodzianych w gavan. Mistrz ceremonii w jednym z odmian języka majańskiego, zwanym ke’chi przemawia do zebranych podniosłym tonem, raz po raz wrzucając do palącego się ogniska cienkie świece oraz polewając ogień specjalną mieszanką wody, rumu, copalu i incense. Copal, którego nazwa wywodzi się od słowa copalli z języka nahuat i oznacza kadzidło, to żywica używana w różnych ceremoniach przez mieszkańców Ameryki Środkowej. Z kolei incense jest aromatyczną mieszanką roślinną, wykorzystywaną również w ceremoniach rytualnego oczyszczenia. Tym samym płynem duchowy przewodnik zrasza zebrany tłum, co przypomina chrześcijańskie pokrapianie wiernych wodą święconą w kościele katolickim.

042 Anita Demianowicz

W końcu na znak kapłana, wszyscy klękają i zaczynają żarliwie się modlić, ściskając w dłoniach po kilkanaście cieniutkich świeczek, które po chwili lądują w otchłani świętego ognia. Każda ze świec oznacza jedną prośbę, kierowaną do bogów. Ludzie modlą się w intencji biednych, wznosząc modlitwy również o pokój na ziemi, zdrowie i nastanie nowego, lepszego świata. Na twarzach potomków Majów widać niezwykłe skupienie i oddanie oraz wielkie zaangażowanie w wypowiadane na głos zdania. W oczach niektórych widać łzy. Ich wiara jest niezwykle szczera i prawdziwa, i w niczym nie przypomina szamaństwa czy obłąkańczych turystów jak nazywają indigenios fanatyków kultury Majów, których i dziś w Tikal nie brakuje.

053 Anita Demianowicz

Oprócz świeczek w ogniu ląduje też roślina zwana 3puntas (z języka angielskiego jackass bitter), którą wielu indigenios również wznosi wraz z modlitwami ku niebu. Owa roślina, będąca często w Gwatemali, ale i również w innych rejonach, głównie wśród ludności, zamieszkującej Karaiby, stosowana w leczeniu malarii, niedokrwistości, chorób skóry, wrzodów żołądka lub po prostu wykorzystywana jako lek przeciwbólowy. Wszystko, co trafia w obręb altaru, to ofiary dla bogów. Dym powstały przez polewanie ognia mieszanką alkoholu, copalu i incense, mistrz ceremonii wykorzystuje do okadzania wiernych i pobłogosławienie ich w ten sposób. Idę za głosem intuicji i sama podchodzę do altaru. Kapłan ruchem dłoni nakazuje mi klęknąć. Nie śmiem na niego spojrzeć, tylko pochylam głowę i czekam co będzie się działo dalej. Kawałek ręcznie tkanego materiału w charakterystycznych gwatemalskich kolorach przesuwa mi się przed twarzą, naganiając na mnie dym ze świętego ogniska. Materiał, przesiąknięty dymem ląduje na moich ramionach, a na końcu na mojej głowie. Nad sobą słyszę szeptanie w nieznanym mi języku. Po kilku minutach szaman lekkim klepnięciem w ramię daje mi sygnał, ze mogę odejść. Oczyszczenie zostało dokonane.

043 Anita Demianowicz

W Gwatemali blisko 60% ludności to potomkowie Majów. Istnieje jednak dwadzieścia sześć grup etnicznych, dlatego w Tikal odbywa się wiele różnych ceremonii, zgodnie z rytuałami konkretnych grup. Wiele jest też rytualnych tańców. Na cześć boga kukurydzy, zwany Diosa Iximche (Ixim, czyli Kukurydza), czy taniec Rey Kaleb Balam (balam, czyli jaguar), odbywający się przy świątyni I, zwanej Świątynią Wielkiego Jaguara, a także Danza del Venado, czyli taniec jelenia, którego wykonawcy poprzebierani w niezwykle barwne stroje konkwistadorów, w sombrerach na głowie i z maskami na twarzach wykonują rytualny taniec do muzyki granej na marimbie (instrument z rodziny idiofonów, prosta wersja ksylofonu). Taniec ten wykonuje się w różnych częściach Gwatemali z reguły z okazji konkretnych świąt. W mieście Antigua takim świętem jest na przykład Dzień Santiago, a w niedalekim Chichicastenango dzień Świętego Tomasa, obchodzony 20-21 grudnia.

051 Anita Demianowicz

Obchody 13 Baktun rozpoczęły się już późnym popołudnie 20 grudnia i skupiły tysiące ludzi w dwudziestu świętych dla Majów miejscach. Końca świata nikt się jednak nie doczekał. Zakończył się tylko pewien etap i rozpoczął kolejny. Według Majów nadszedł wreszcie czas mędrców. I jedyne, co nam pozostaje, to znów czekać na kolejny koniec, który prędzej czy później pewnie nastąpi. Może tym razem będzie to rok 2027, bowiem to na nim kończy się kalendarz Azteków lub na roku 2036, kiedy to ma ponoć nastąpić zderzenie Ziemi z asteroidą Apophis. Przed nami zatem wiele lat do kolejnego końca świata. Od nas jednak będzie zależało, jaki on będzie. Wielu majańskich kapłanów wierzy w to, a przynajmniej ma nadzieję, że nowa era w Długiej Rachubie wygeneruje pewne zmiany w myśleniu ludzi, kładąc kres rasizmowi i dyskryminacji. Nową erę ma charakteryzować wzajemna miłość, a nowy cykl ma być przede wszystkim zdominowany przez pochwałę życia i opiekuńczość reprezentowaną przez ród kobiecy. A co przyniesie w rzeczywistości? Przekonamy się wkrótce.

041 Anita Demianowicz 038 Anita Demianowicz 047 Anita Demianowicz 048 Anita Demianowicz

O Autorce

B*Anita Demianowicz

B*Anita Demianowicz

Podróżuję, piszę i fotografuję. Współpracuję m.in. z magazynami Podróże, Poznaj Świat i Rowertour. Prowadzę prezentacje i warsztaty podróżnicze w całej Polsce. Jestem również przewodniczką grup trampingowych dla kobiet, a także organizuję festiwal TRAMPki-Spotkania Podróżujących Kobiet.
Jestem absolwentką kilku kierunków studiów, m. in. filologii polskiej na UG i Polskiej Szkoły Reportażu.
We wrześniu 2016 ukazała się debiutancka książka: "Końca świata nie było".

Więcej o mnie>>>.

Dodaj komentarz

12 komentarzy do "Koniec świata według Majów"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Mtk
Gość

Witamy więc w nowym świecie. Błogosławieństwo, oczyszczający deszcz i droga ku lepszemu światu, to naprawdę niezwykłe przeżycia. W tej podróży nie zapomnij jednak o nas, w końcu w pewnej części jesteśmy z Tobą – pamiętaj krew z krwi, kość z kości. Hasta lutego (cały czas mam ochotę napisać „hast grudnia” 🙂

Anita Demianowicz
Gość

Mamo Ty chyba w ogóle nie sypiasz ; No i zawsze pierwsza jesteś na moim blogu. Cieszy mnie to bardzo, że jesteś tak wierną czytelniczką moich postów i pierwszą komentatorką.
Nie zapominam o Was, nie zapominam. I raczej Hasta a kwiecień 🙂

Kaziu
Gość

Dziś nadrobiłem czytanie bloga (3 opowieści mi uciekły przez przedświąteczną ‚gorączkę’, ale ich czytanie to czysta przyjemność)… Zazdroszczę Ci oczywiście zwiedzania, ale najbardziej kontaktu z przyrodą i zwierzakami, które mogę oglądać jedynie w TV lub ZOO (wprawdzie w TV dodany jest uspokajający komentarz Krystyny Czubówny, której głos łagodzi nawet kaca – sprawdziłem!, lecz to zapewne nic, w porównaniu z odgłosami dżungli). Tą fotkę ostronosa sama cykałaś? Ja bym chyba poszedł w dżunglę i nie wrócił 😉

Anita Demianowicz
Gość

Kaziu Kochany, dzięki:) Cieszę sie, że nie opuszczasz moich opowieści, mimo gorączki przedświątecznej. Mnie całe szczęście ona omija.I oczywiście, że to ja robiłam zdjęcie. A któżby inny?

Kaziu
Gość

to zazdraszczam tego spotkania, jak i wszystkich innych… ostronosy to jedne ze zwierzaków, które mnie fascynują 😀 a czytam i będę czytał dalej 😛

siki
Gość

Przez ten niespotykany deszcz i to w dniu końca świata (czy tam początku – zwał jak zwał} musiały Wam tam chyba ciary przejść. Mnie przeszły, jak czytałem relację – ten mistycyzm, swoiste nawiedzenie i trans… To kuriozalne, że mimo tak silnie zaszczepionej przez Corteza religii chrześcijańskiej, Majowie wciąż odwołują się do starożytnych rytuałów. Wasz przewodnik Hector jakoś przypomina mi z facjaty Kazimierza Górskiego. No cóż, zobaczymy, jaką to moralną przemianę i nowy początek przyniesie rozpoczęcie nowego kalendarza. Ktoś trafnie ujął w sieci, że koniec świata jest świętem ruchomym, więc, kto wie, może walnęli się w obliczeniach o parę dni i jeszcze czegoś wkrótce doświadczymy.

Anita Demianowicz
Gość

Ja też Siki czytałam, że możliwe jest, iż ktoś się walnął w obliczeniach, więc koniec jeszcze może nastąpić. Ale ciary faktycznie przeszły.

Anonymous
Gość

Twój dar pisania i mój dar wciągania się w to co piszesz jest swoistym rodzajem TRANSU :).
JUNTER.

Anita Demianowicz
Gość

Pawcio, jak zwykle przesadzasz 😉 Ale dziękuję.

Tomasz Kała via Facebook
Gość

Ja nie widziałem ale słyszałem. Ktoś ostatnio opowiadał o tym w Bunkrze 🙂 Swoją drogą, bardzo fajne spotkanie. A najbardziej mi się podobał film o handlarzach w autobusie. Zwrot „handel obwoźny” nabiera nowego znaczenia 🙂

Pawel Stex via Facebook
Gość

Trzeba przyznać, że jako cywilizacja to mamy tupet – zorganizowaliśmy biblijna apokalipsę w Ameryce Południowej a mimo to, co jakiś c czas, nasze media zastanawiają się, która data końca świata Majów może być prawdziwa. O ironio.

Interameryka via Facebook
Gość

Ja uwielbiam takie klimaty. Mialem okazje odwiedzić dwa razy święte miasto Majów Chichen Itza, Tulum oraz wspiąć się na piramidę w miejscowości Coba…
O pływaniu w Cenotes już nie wspomnę …