fbpx
EUROPA PRZEWODNIK SZWECJA SZWECJA -PRZEWODNIK W DRODZE

Sztokholm inaczej

Szwedzkie łosie

Ogrzewanie śmieciami, komunikacja miejska za darmo, alkohol sprzedawany w weekend w sobotę tylko do 15, publiczna dezaprobata za kupowanie napojów wyskokowych, okna bez zasłon, bo i tak nikt nie zagląda. Brzmi dziwnie? A może nierealnie? Jednak to prawda. Takie rzeczy tylko w Sztokholmie.

Było szaro-buro. A w ogóle to zacinało deszczem i zimnem. Mimo wszystko byłam w dobrym nastroju, chociaż po nieprzespanej nocy na promie (absolutnie nie, dlatego że bujało, ale ze względu na przedłużającą się kolację, która z restauracji przeniosła się do baru) nie tryskałam niespożytą energią. W Sztokholmie byłam już kilka razy i byłam prawie pewna, że widziałam już wszystko. A tu figa z makiem! Tym razem trafiłam do miejsc, z których o kilku nie miałam w ogóle pojęcia.

Hammarby Sjostad, czyli mieszkać ekologicznie

Wokół wszystko szklane i drewniane – naturalne tworzywa, przyjazne człowiekowi i środowisku. – Nie tylko dlatego dzielnica jest jednak nazywana ekologiczną – wyjaśnił Daniel, korespondent PAP-u i nasz przewodnik po Sztokholmie. O jej ekologiczności świadczy przede wszystkim gospodarka odpadami. Wokół nie ma, znanych z polskich podwórek i ulic, koszy na śmieci, są za to specjalne rury, które zasysają wrzucane do nich posegregowane już śmieci i transportują je bezpośrednio do punktów odbioru, a tam zamieniane są już w energię i ciepło oraz w biogaz, wykorzystywany jako paliwo dla autobusów komunikacji miejskiej. Jeśli ktoś nie chce jednak przemieszczać się autobusami, woląc unikać korków, może skorzystać z małych promów, kursujących z dzielnicy ekologicznej. Wodny transport publiczny, jako rozwiązanie ekologiczne, również jest mocno promowany, dlatego korzystanie z niego jest darmowe. Mieszkańcy zresztą posiadają też własne łódki, które równo „zaparkowane” stały przy drewnianym podeście, którym spacerowaliśmy, zwiedzając tę zaskakującą dzielnicę.

Skandynawowie są dziwni, pomyślałam. Myśl ta wywołana została niecodziennym ich zachowaniem, niecodziennym jak na polskie realia, do których niestety jestem przyzwyczajona. Bo jak nie myśleć, że to „wariactwo”, by pieniądze, których nie wydało się na jeden konkretny cel, przeznaczyć od razu na zupełnie inny, nietuzinkowy?

Projekt ekologicznej dzielnicy sięga lat dziewięćdziesiątych, kiedy to Sztokholm starał się zostać gospodarzem Olimpiady Letniej. Z tych starań nic nie wyszło, ale jak powiedział Daniel: „ten naród jest bardzo pomysłowy”. Postanowiono, że z takim budżetem jaki mieli na stworzenie miasteczka olimpijskiego mogą stworzyć ekologiczną dzielnicę. Jak pomyśleli, tak zrobili. Dziś mogą tu mieszkać wszyscy. To nie tylko dzielnica dla wybranych i bogatych. Część mieszkań jest komunalnych.

Nie ukrywaj się!

Spacerując ulicami miasta, zresztą nie tylko Sztokholmu, ale i innych miast Szwecji, rzadko dostrzegałam zasłony czy firanki wiszące w oknach. Słyszałam, że oni ich po prostu nie potrzebują, bo też ich kultura nie pozwala zaglądać w cudze okna. Tu każdy pilnuje swojego nosa i nie ogląda się na innych. Tak przynajmniej kiedyś usłyszałam i tak też myślałam. Daniel jednak wyprowadził mnie szybko z błędu. To, że Skandynawowie nie zasłaniają okien wynika z tradycji protestanckich. Człowiek nie powinien mieć nic do ukrycia i powinien być czysty moralnie. Jeśli żyje zgodnie z zasadami i w duchu czystości (przede wszystkim wstrzemięźliwości od alkoholu) nie musi się niczego wstydzić i przed kimkolwiek chować. Taki rodzaj kontroli społecznej. Odsłonięte okna jako oznaka czystości moralnej. (Już wiem dlaczego przez wiele lat też nie miałam zasłon w domu i w sumie dalej nie mam).

Kupujesz alkohol? Wstydź się!!!

W Polsce idziemy do sklepu i bez żadnych problemów kupujemy alkohol. Czy jest środek tygodnia, czy dzień, czy noc, nawet w święta nie ma z reguły problemu, by kupić napój alkoholowy, może trzeba się więcej nachodzić i naszukać, ale zawsze znajdzie się sklep całodobowy albo w ostateczności stację benzynową. W Szwecji tak prosto nie jest. Panuje monopol na sprzedaż alkoholu powyżej 3,5%,. Funkcjonuje tzw. Systembolaget, który jest siecią państwową. Sklepy są zamknięte w niedzielę, a w sobotę otwarte są jedynie do 15. Zakupy trzeba więc  planować z wyprzedzeniem. Co ciekawe, butelki zostają zapakowane w niezwykle kolorowe i odblaskowe torby, które wręcz „krzyczą” na ulicy, oznajmiając, że oto ich właściciel zamierza tego dnia dużo wypić. Taki rodzaj publicznego napiętnowania.

Pytanie czy ten sposób pomaga przeciwdziałać problemom z alkoholizmem. Na pewno utrudnia zdobycie alkoholu, ale przecież dla kogoś kto musi czy chce się napić, niemożliwe nie istnieje. Daniel przyznał, że Szwedzi piją tak samo dużo jak inne narodowości. A skąd w ogóle ten problem się wziął?

Wynika z historycznych naleciałości. Szwecja na początku XX wieku była krajem biednym, w którym zaczął się rozprzestrzeniać alkoholizm. Ten problem próbowali rozwiązywać protestanccy pastorowie, którzy chwytali się różnych sposobów, m. in. zakładali kółka wstrzemięźliwości, ale to różnie działało. W końcu postanowiono problem powierzyć państwu, który do dnia dzisiejszego sprawuje pieczę nad sprzedażą alkoholu.

Nobel – teraz powód do dumy, ale wcześniej…

Nobla dziś wszyscy wielbią i podziwiają, ale gdy pracował i żył miał wiele problemów w Sztokholmie. Przede wszystkim wiązały się one z jego pasją i zamiłowaniem do wybuchów. Nim wynalazł dynamit, dobierając dla niego odpowiednie proporcje, wiele razy wybuchy mu się nie powiodły. Zdarzyło mu się nawet wysadzić ludzi, w tym własnego brata. Mieszkańcy mieli go dość, co w końcu skończyło się zakazem pracy na terenie Sztokholmu. Musiał się wynieść na obrzeża i tam prowadzić dalej eksperymenty. W tamtych czasach był więc dla miasta zmorą. W tej chwili wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że gdyby nie on, rozwój miasta nie byłby możliwy. Dlaczego? Sztokholm położony jest na skałach i budowanie czegokolwiek jest dość trudne (np. dlatego tylko połowa metra znajduje się pod ziemią, reszta nad). Nobel uratował Sztokholm, ponieważ dzięki dynamitowi udało się pokonać wiele trudności i dokończyć wiele inwestycji. Wystarczył jeden, drugi wybuch i już można było tworzyć coś nowego.

– Kiedy coś nowego buduje się w Sztokholmie, miasto się trzęsie od wybuchów. Żeby zbudować piwnicę budynków, skały muszą być rozsadzone. Ja to słyszę po nocach i czuję, że drga ziemia. – Wyznał Daniel.

Chcesz zjeść po noblowsku? Proszę bardzo!

W zeszłym roku na balu noblowskim serwowano perliczkę, krewetki dublińskie z sosem winegret i truflami, a największym przebojem był wybuchowy deser w kształcie dynamitu. Wnosiło go dwustu sześćdziesięciu kelnerów. Przygaszone światła i błysk zapalonego lontu robiły ogromne wrażenie. Takich smakołyków spróbować mogą zaproszeni goście, rodzina i przyjaciele laureata nagrody Nobla, przedstawiciele krajów, z których pochodzą laureaci, a także wybitni studenci. Ale nie tylko. W podziemiach ratusza znajduje się restauracja, w której przez cały rok można zamówić menu z danego balu noblowskiego, serwowane również na porcelanie noblowskiej. Ostatniego menu nie trzeba rezerwować z wyprzedzeniem, ale te z odległego roku już tak. To dość droga atrakcja turystyczna, ale chętnych nie brakuje. Ponoć, jeśli jakiegoś roku jest np. laureat z Chin lub z Japonii, to do końca roku restauracja ma zabukowane terminy na menu z danego roku.

Odebranie nagrody Nobla wcale nie jest proste

Sztokholm bez wątpienia kojarzy się z Noblem, więc i wątków noblowskich w nim sporo. W Muzeum Noblowskim można nie tylko poznać historię Nobla i osób  nagrodzonych. To tutaj przychodzą nobliści przed ceremonią wręczenia nagrody, 10 grudnia, kiedy muzeum jest zamknięte i tu też uczą się całego ceremoniału jej odbioru, co okazuje się wcale nie takim łatwym zadaniem. Nagrodę odbiera się lewą rękę, tylko dlatego, że prawą trzeba podać królowi i jednocześnie się ukłonić. Wszystko trzeba przećwiczyć, by nie popełnić błędu. Podobnie jest ze strojem. Wielu naukowców ze Stanów Zjednoczonych na przykład jest zdziwionych, że nie można odebrać nagrody w dżinsach i trampkach. U nich pewnie byłoby  to możliwe. Tutaj obowiązuje zupełnie inny dress code.

Bezpieczeństwo na pierwszym miejscu!

Szwedzi przewrażliwieni są na punkcie bezpieczeństwa. Dzieci w domach mają kilkanaście rodzajów kasków: osobne na rower, na rolki itd. W Szwecji istnieje ogólnonarodowy program, mający na celu całkowite zlikwidowanie wypadków śmiertelnych na drogach. I naprawdę statystyki potwierdzają skuteczność tego działania. Teraz mnie nie dziwi ich zachowanie w stosunku do rowerzystów. Pamiętam taki wyjazd rowerowy do Szwecji, gdy cała grupa bardzo powoli ciągnęła się w sznurze w górę. Żaden samochód nas nie wyprzedził, dopóki nie miał pełnej widoczności i pewności, że może zrobić to bezpiecznie. Czy kierowcy byli zdenerwowani jazdą w żółwim tempie? Absolutnie nie! Mijając nas w końcu, machali i pozdrawiali nas. Chyba wtedy po raz pierwszy zakochałam się w Szwecji.

Ciekawostek ze Szwecji czy chociażby samego Sztokholmu można byłoby mnożyć w nieskończoność. Szwedzi to niezwykle ciekawy naród i choć nie są może tak bardzo otwarci, przynajmniej przy pierwszym spotkaniu, to wygrywają przede wszystkim tym jak bardzo są tolerancyjni. Gdy po raz pierwszy zapałałam miłością do Szwecji i Danii, ze względu na wiele czynników (odstraszały mnie jedynie ceny), miałam plan, że kiedyś gdzieś w którymś z krajów skandynawskich na pewno zamieszkam. I choć wciąż te kraje bardzo mi się podobają, to planów osiedlenia się tam na stałe raczej już nie mam. I nie ceny są tego powodem, lecz temperatury. Jestem jednak istotą ciepłolubną i moje miejsce jest w tropikach, ale na wakacje, zwłaszcza na rowery do Skandynawii zawsze chętnie będę powracać.

Wycieczka odbyła się dzięki zaproszeniu od Polferries

O Autorce

B*Anita Demianowicz

B*Anita Demianowicz

Podróżuję, piszę i fotografuję. Współpracuję m.in. z magazynami Podróże, Poznaj Świat i Rowertour. Prowadzę prezentacje i warsztaty podróżnicze w całej Polsce. Jestem również przewodniczką grup trampingowych dla kobiet, a także organizuję festiwal TRAMPki-Spotkania Podróżujących Kobiet.
Jestem absolwentką kilku kierunków studiów, m. in. filologii polskiej na UG i Polskiej Szkoły Reportażu.
We wrześniu 2016 ukazała się debiutancka książka: "Końca świata nie było".

Więcej o mnie>>>.

11
Dodaj komentarz

avatar
7 Comment threads
4 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
Gdzie wyjechać na majówkę, czyli długi weekend za granicą ⋆ B *AnitaPudelekMartaKarolina Sławińska via FacebookAgata Klencner via Facebook Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Karolina Sławińska via Facebook
Gość
Karolina Sławińska via Facebook

PRAWDA 🙂 I <3 SZWECJA

Agata Klencner via Facebook
Gość
Agata Klencner via Facebook

Komunikacja miejska za darmo? To czemu ja o tym nie wiem od tylu lat płace za bilety 🙁 super artykuł!

Marta
Gość
Marta

Też nie wiedziałam. W sztookholmie? A w jaki sposob wejść do metra lub autobusu? Bramkę przeskoczyć, ominąć kierowcę w busie będąc niezauważonym? 🙂

ida kwietniowa
Gość
ida kwietniowa

kierowcy machający do rowerzystów to jest coś!;)

Bożydar Demianowicz via Facebook
Gość
Bożydar Demianowicz via Facebook

Od przyszłego roku będzie taniej zwiedzać. Przynajmniej muzea: http://wyborcza.pl/1,75475,16835181,Od_przyszlego_roku_do_muzeum_wejdziesz_za_darmo__W.html

Anka
Gość
Anka

Hmm ciekawe miasto, nigdy nie ciągnęło mnie jakoś specjalnie do krajów skandynawskich, ale ostatnio zaczynam sie przekonywać, kolejna relacja i kolejny plusik dla tych państw 🙂

Pozdrawiam

Pudelek
Gość
Pudelek

Z tym piętnowaniem spożycia alkoholu bym nie przesadzał, to nie te czasy 🙂 System Bolaget jest upierdliwy, to fakt, ale raczej nikt się nie ukrywa z tym, że coś tam przed chwilą kupił. Torebki do sprzedaży były wyłącznie w kolorze fioletowym (przynajmniej teraz na przełomie czerwca i lipca), więc raczej stonowanym. W parkach ludzie siedzą i piją sobie winko albo piwko – policja ich nie goni. Knajpy pełne ludzi, nikt się nie chowa do środka z kuflem… Szwedzkie dzieci faktycznie nie pojawiają się na rowerze bez kasku, ale za to zauważyłem, że rodzicie nie przejmują się tak histerycznie, gdy młody człowiek się wywróci na placu zabaw i nie lecą od razu go utulić. Dzieciaki latają po piasku, kałużach, brudnej ziemi, trawie, a rodzice siedzą daleko i nie zerkają co 5 sekund czy nie porwał ich jakiś pedofil. Ciekawe jestem też gdzie niby w Sztokholmie… Czytaj więcej »

trackback
Gdzie wyjechać na majówkę, czyli długi weekend za granicą ⋆ B *Anita

[…] Zajrzyj do Pomysłu na weekend w Sztokholmie  i do Sztokholm inaczej […]