fbpx
EUROPA POLSKA W DRODZE

Roztocze rowerem – podkarpackie atrakcje, które warto zobaczyć.


Podkarpacie i podkarpacka część Roztocza to marzenie każdego rowerzysty. Świetne trasy rowerowe, w tym fragment Wschodniego Szlaku Rowerowego Green Velo na Roztoczu, prowadzą przez zielone, rozbrzmiewające dźwiękami lasy. Dalej podążają w kierunku licznych niesztampowych atrakcji oraz miejsc, które warto poznać i zobaczyć. Nie brakuje perełek architektonicznych, miejsc osnutych legendami i tajemnicami, a także opowiadających dawne historie i dzieje.

Województwo podkarpackie kryje całą masę atrakcji, a Roztocze w tym regionie jest wyjątkowo malownicze. W drodze towarzyszyły mi przede wszystkim trzy kolory: błękit nieba, soczysta zieleń traw i promienna żółć rzepaku. A do tego gładki asfalt i cisza przerywana jedynie brzęczeniem owadów, trelami ptaków, wiatrem delikatnie mierzwiącym liście drzew i szumem rowerowych kół toczących się po asfalcie.

Otoczona przez cuda natury, czułam błogi spokój. Mimo wysiłku fizycznego i wprawiania nieustannie w ruch kół mojego roweru czułam przez całą trasę, że odpoczywam.


Podkarpackie Roztocze – atrakcje.


W tej części Podkarpacia usytuowanej tuż przy mojej ulubionej, wschodniej granicy, nie znajdziemy typowych atrakcji turystycznych, które pękają w szwach od tłumu turystów. Z jednej strony dobrze, bo wiele z tych miejsc miałam tylko dla siebie, a z drugiej szkoda, bo tak piękne i ciekawe miejsca zasługują na znacznie większe zainteresowanie. Mam nadzieję, że tym tekstem zainspiruję Cię do tego, by ruszyć w te rejony, a być może i ruszyć moim szlakiem: rowerem, pieszo czy choćby samochodem. Zanim dorzucę garść informacji praktycznych, mapek i rad, jak zorganizować taki wypad rowerowy, pokażę Ci miejsca, które odwiedziłam i które warto wziąć pod uwagę przy planowaniu trasy.


Horyniec – Zdrój

Najbardziej na wschód wysunięte uzdrowisko w Polsce odwiedziłam po raz pierwszy w 2015 roku podczas mojej pamiętnej podróży rowerowej dookoła Polski. Pamiętam to jak dziś, bo jadąc do Horyńca, zrobiłam swój rekord w liczbie kilometrów przejechanych jednego dnia – 160 km. Rekord nigdy później niepokonany. W taki sposób uzdrowisko już na zawsze wbiło mi się w pamięć. Horyniec-Zdrój ze względu na szeroką bazę noclegową stał się moją bazą wypadową po okolicy. Baza idealna, bo tu biegnie fragment Wschodniego Szlaku Rowerowego Green Velo, prowadzący do Radruża i Huty Kryształowej, które miałam na trasie i o których opowiem w dalszej części tekstu.

Trasę  rozpoczęłam w Parku Zdrojowym, po którym zachwycona spacerowałam jeszcze w dniu wyjazdu. Pięknie położony, zadbany, minimalistyczny i z mnóstwem zieleni, przyozdobiony setkami przekwitłych mniszków lekarskich zamienionych w dmuchawce i lśniących w złotych promieniach porannego słońca.

O Horyńcu-Zdroju po raz pierwszy wspomniano w 1444 roku, a jako uzdrowisko funkcjonuje od 1888 roku, kiedy powstał pierwszy zakład kąpielowy. O jego powstaniu i o uzdrowiskowym charakterze miejscowości zadecydowały źródła siarczkowe. Korzystał z nich ponoć sam król Jan III Sobieski, który zapisał się na kartach historii tego regionu.

Horyniec-Zdrój jest niedużą miejscowością, ale to właśnie jej niewielkie rozmiary sprawiają, że człowiek czuje się tu bardzo swobodnie. Wszędzie jest blisko i po drodze. Dlatego warto zahaczyć o Pałac Ponińskich, czyli obecne Sanatorium „Bajka”. To właśnie w nim ówczesny właściciel Aleksander Poniński urządził wspomniany już pierwszy zakład kąpielowy, przyciągający kuracjuszy z okolic, a z czasem i z zagranicy. 

Z mojej pierwszej wizyty bardzo zapadł mi w pamięć zachód słońca nad zalewem, dlatego i tym razem, po całodniowym pedałowaniu, postanowiłam zakończyć dzień nad Zalewem Horynieckim.  Podziwiałam odbijające się w tafli jeziora, skąpane w ostatnich promieniach słonecznych drzewa. Zanim jednak zakończyłam ten pierwszy dzień, przejechałam około 60 km, odwiedzając wiele ciekawych miejsc.

Cerkiew w Radrużu

Wschodnim Szlakiem Rowerowym Green Velo z Horyńca do Radruża jedzie się około 10 minut. To tu znajduje się jeden z najcenniejszych i najpiękniejszych zabytków drewnianej architektury sakralnej w Polsce – Zespół Cerkiewny, który w 2013 roku trafił na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Jest tu cerkiew p.w. św. Paraskewy, dzwonnica z końca XVI wieku, a także mur z bramami i kostnica z XIX wieku.

Mam pecha, bo w poniedziałki, choć wstęp do cerkwi jest bezpłatny, to wejście odbywa się bez przewodnika, który ponoć tutaj jest niezastąpiony. Niemniej jednak korzystam z okazji, by zajrzeć do środka świątyni, obejść ją z każdej strony i w ciszy podziwiać piękny ikonostas. Potem jeszcze obchodzę cerkiew od wewnętrznej strony muru, a gdy bramy się za mną zamykają – wzdłuż zewnętrznej strony obmurowania. Cerkiew stoi na lekkim wzniesieniu, otoczona lasami, ciszą i spokojem.

Ciekawostką jest niezwykłe zadaszenie cerkwi. Do jego wsparcia użyto specjalnych drewnianych słupów, które nazywa się „soboty”. Nazwa wzięła się od dnia tygodnia, czyli soboty, bo w ten dzień właśnie często przybywali już mieszkający daleko pielgrzymi na sumę i właśnie pod nimi znajdowali schronienie w oczekiwaniu na niedzielną mszę.

Huta Kryształowa

Z Radruża w niecałe pół godziny, jadąc w cieniu leśnych drzew, dojeżdżam do Huty Kryształowej, która słynęła kiedyś z manufaktury szkła. W XVIII wieku produkowano tu żyrandole, zastawy stołowe i świeczniki, których imitację oglądam pod koniec dnia w Kresowej Osadzie. Do Huty Kryształowej przede wszystkim przyciągnęła mnie piękna Aleja Lipowa, która ciągnie się przez niemal dwa kilometry. Poza nią można tu znaleźć pozostałości dawnego dworu oraz budynek dawnej gorzelni. To, co jednak w Hucie jest najlepsze to cisza i spokój, typowe dla wschodniej części kraju. 

Roztocze atrakcje

Lubaczów

W drodze do Lubaczowa jeszcze w Hucie Kryształowej trafiam na liczne bunkry Linii Mołotowa, których nie brakuje na całej trasie. Mijając liczne figurki przy drodze, krzyże i kapliczki dojeżdżam do Lubaczowa – miasta niewielkiego, ale będącego centrum społeczno-kulturowym regionu. Trafiam prosto na lubaczowski Rynek, który przyozdabiają klomby kolorowych kwiatów. Słyszę radosne krzyki dzieci biegających wokół fontanny. Kilku starszych panów przysiadło na ławeczce obok, kobieta w czerwonej sukience przejechała na rowerze, mężczyzna z teczką przemaszerował obok mnie szybkim krokiem. Odpoczywając po godzinnej jeździe rowerem, przypatruję się popołudniowemu życiu miasta. Wiele ostatnich podróży uświadomiło mi, że często dużo bardziej od oglądania zabytków, cieszy mnie przystanek w centrum miasta i obserwacja toczącego się w nim życia. Ale zabytki też są ważne, bo opowiadają dawne historie, czasem legendy.  Pomnik Lubacza,  legendarnego założyciela grodu zdradza pochodzenie nazwy miasta. Muzeum Kresów prezentuje historię miasta, które, choć niewielkie liczebnie, kulturowo jest niezwykle bogate. To tu od wieków mieszkali Polacy, Żydzi, Rusini, tworząc konglomerat kulturowy. Daje się tu odczuć atmosferę wielokulturowego pogranicza. Warto tu przyjechać, by to poczuć.

Kresowa Osada w Baszni Dolnej

Tak samo czułam się po kolejnej pół godzinie pedałowania. Droga zawiodła mnie do wioski tematycznej – Kresowa Osada, która odwołując się do wielokulturowości Kresów, zaprasza do nieco innego spędzenia wolnego czasu. Dowiaduję się wiele o historii Kresów, zaglądam do karczmy żydowskiej i dawnych budynków gospodarczych, w muzeum oglądam imitacje kryształów, które produkowano w Hucie Kryształowej i słucham o historii wypraw Jana III Sobieskiego. Zjadam też najlepsze w świecie pierogi z gęsiną – flagowe danie restauracji Kresowa Osada, mieszczącej się w odtworzonym pięknym dworku ziemiańskim.

Podoba mi się, że Osada leży nieco na uboczu. Gwarantuje to ciszę, spokój i relaks. Można tu przyjechać na kilka godzin, ale i z przyjemnością zostać na kilka dni. 

Tego dnia, choć ochota, by zostać dłużej była, wsiadłam na rower i z Baszni Dolnej znów przez lasy, ruszyłam w stronę Horyńca, by na zachód słońca zdążyć nad Zalew Horyniecki.

Świątynia Słońca

Śpiew ptaków w zmowie ze złotymi promieniami słońca obudziły mnie już o piątej rano. Nie było po co zwlekać. Wskoczyłam na rower i z impetem ruszyłam naprzeciw nowej przygodzie i czekającym mnie atrakcjom. 

Udałam się do tajemniczego miejsca nazywanego Świątynią Słońca. Znalazłam ją w środku lasu, na wzniesieniu Buczyny, pomiędzy Niwkami i Nowinami Horynieckimi. Świątynię tworzy kilka rozrzuconych kamieni, w tym jeden główny z otworem w środku. Legenda mówi, że w czasach przedchrześcijańskich w tym miejscu odprawiano pogańskie obrzędy, a kamień z dziurą miał być czymś w rodzaju zegara astronomicznego. Niezależnie od legendy, od tego, czy kamienie porozrzucane zostały przypadkowo, czy też zostały ułożone specjalnie, pewne jest, że w tym miejscu da się odczuć tajemniczą aurę.

Kapliczka Matki Bożej na wodzie

Ta aura rozpościera się też na położoną w niewielkiej odległości kapliczkę na wodzie. To tu według innej legendy trójce dzieci objawiła się Matka Boska. Po objawieniu w tym miejscu miało wypłynąć źródełko. Objawień tutaj miały być trzy. Matka Boska zapewniała dzieci, że jeśli miejscowi będą tutaj przychodzić modlić się, wioskę ominie wojna. I tak też było. Najpierw w miejscu dzisiejszej kapliczki postawiono krzyż, a w 1868 roku kamienną kapliczkę. Źródełko ponoć ma moc uzdrawiającą.

Kilka kroków dalej znajduje się inna kapliczka – św. Jana Nepomucena. Wciśnięta między drzewami, usytuowana na lekkim wzniesieniu, zachwyca pod względem typowo fotograficznym.

Rezerwat przyrody Sołokija

Trasę rowerową po Roztoczu Wschodnim planowałam tak, by odwiedzić jak najwięcej atrakcji i ciekawych miejsc, czasem mniej popularnych, traktowanych po macoszemu. Tak trafiłam do niewielkiego rezerwatu Sołokija, założonego w 1989 roku. Chroni on naturalne skupiska jałowca pospolitego. Te w rezerwacie są wyjątkowe, bo wyróżniają się sporymi rozmiarami. Największy liczy ok. 8 metrów wysokości. Tak duże jałowce są bardzo rzadko spotykane i zwykle w takich sytuacjach zamienione zostają w chronione pomniki przyrody. Co ciekawe dawniej krzaki jałowca otaczano kultem. Wierzono, że jałowiec zmieszany z masłem odpędza czarownice, a wpięta we włosy czy nakrycie głowy gałązka jałowca chroni przed złymi duchami.

Cerkiew w Łówczy

W drodze do cerkwi pw. św. Paraskewy jadę jeszcze sfotografować niezwykłe drzewo nazywane „Sercem Roztocza”. Wprawdzie obecnie serce wewnątrz drzewa nie jest perfekcyjnie zarysowane, ale i tak jest pięknym przystankiem po drodze. W dodatku przynosi mi szczęście, bo spotykam na swojej drodze Adę, która ma ze sobą klucze do cerkwi. Dzięki niej mogę zajrzeć do wnętrza świątyni i zachwycić się niezwykle barwnym wnętrzem i ikonostasem z początku XX wieku.

Huta Różaniecka

Przez Rudę Różaniecką wzdłuż rybnych stawów dojeżdżam do wsi Huta Różaniecka. Przywiodła mnie tu ciekawostka geoturystyczna. W okolicach Huty można znaleźć odkrywki morza mioceńskiego. Tu przed około 16 milionami lat znajdowała się ciepłe morze mioceńskie. W pamiątce po niej pozostał klif, w którym wciąż można wykopać muszelki małż i nie tylko. Mało kto wie o tej atrakcji tak, jak i o wielu innych. Wciąż jeszcze nie tak szumne i nie tak popularne. Kiedyś może się to zmienić, więc warto korzystać już teraz.

Wschodnia część Roztocza, na ziemi podkarpackiej to idealne miejsce dla tych, którzy szukają ciszy i spokoju oraz cenią podążanie mniej utartym szlakiem i odkrywaniem atrakcji, o których wciąż wie niewielu. To też idealne miejsce dla rowerzystów ceniących sobie komfort jazdy z dala od ruchu samochodowego. To raj dla tych, którzy chcą odkrywać prawdziwą naturę przygody.

Przez te dwa dni rowerowania po podkarpackiej części Roztocza przekonałam się bowiem, że hasło promocyjne regionu „Odkryj naturę przygody” powstało nie bez powodu. Spędziłam fantastycznie czas, odpoczęłam psychicznie, naładowałam się energią, poznałam wiele ciekawych i nietuzinkowych miejsc i mimo jazdy tuż przy granicy z Ukrainą, czułam się bardzo bezpiecznie.

Jeśli i Ty chcesz odkryć naturę przygody, to pakuj rower i ruszaj na Podkarpacie i w podkarpacki region Roztocza. Mam nadzieję, że ten tekst pomoże Ci w zaplanowaniu rowerowego weekendu w tym niezwykłym regionie Polski i że ruszysz na jego odkrywanie moim tropem lub swoim własnym szlakiem. Koniecznie daj znać, jak Ci się podobało.


Informacje praktyczne:

Jak wyglądała trasa?

Dzień I, ok. 50 km

Horyniec Zdrój – Radruż – Huta Kryształowa – Lubaczów – Kresowa Osada – i powrót Horyniec


Dzień II, ok. 65 km

Horyniec Zdrój – Kamienie Kultu Słońca  – Kapliczka na wodzie – Rezerwat przyrody Sołokija – Cerkiew w Łówczy – Huta Różaniecka – Horyniec-Zdrój


Gdzie nocować?

Z racji szerokiej bazy noclegowej, zdecydowałam się na nocleg w Horyńcu-Zdroju. Zatrzymałam się w bardzo przyjemnym pensjonacie Hagi. Prosto, schludnie i z przepysznymi śniadaniami, jakich mógłby pozazdrościć niejeden kilkugwiazdkowy hotel. Pensjonat mieści się na ulicy Sanatoryjnej, gdzie znajduje się większość sanatoriów. Do Parku Zdrojowego idzie się około 5 minut. Oczywiście jest cała masa innych noclegów i na pewno każdy znajdzie coś dla siebie. Blisko stąd na Wschodni Szlak Rowerowy  Green Velo.

Gdzie zjeść?

Wspomniałam już przy okazji Osady Kresowej o ich restauracji. Gwarantuję Wam, że jeśli raz tam zjecie, będziecie chcieli wracać. Bez mydlenia oczu, zjadłam tam chyba najlepsze pierogi  w moim życiu. Ich daniem popisowym są pierogi z gęsiną, ale nie brakuje też wielu innych dań z kuchni kresowej. Jako maniaczka pierogów, znalazłam też w Lubaczowie całkiem fajny Bar „Jadło u króla”, gdzie po raz pierwszy chyba przytłoczyło mnie pierogowe menu. Wybór był tak duży, że ciężko było się zdecydować. 

Jak się przygotować do wyjazdu rowerowego?

Nie byłaś/byłeś nigdy na wyjeździe rowerowym? Niczym się nie przejmuj. Tak naprawdę, by przejechać około 50 km dziennie, wcale nie potrzebujesz wielkiego doświadczenia. Mimo że 50 km mogą początkowo brzmieć dla Ciebie, jak wejście na Mount Everest. Dzień latem jest długi i spokojnie możesz planować cały dzień atrakcji. Przejeżdżając od atrakcji do atrakcji, robiąc nawet po 5 km na godzinę, w ciągu 10 godzin, przejedziesz planowaną 50-kilometrową trasę. Na Podkarpaciu świetne jest to, że atrakcje są na każdym kroku. To powoduje, że droga nie jest monotonna, tylko co chwilę się zatrzymujesz, zwiedzasz, słuchasz historii, nogi odpoczywają od pedałowania przez chwilę i nawet nie wiesz kiedy, przejeżdżasz całą trasę.

Co jest najważniejsze? Wygodny rower. Czapka na głowę, by chronić się przed słońcem, krem z filtrem i zapas wody. Ponieważ trasa w znacznej części biegnie przez lasy i na łonie natury, warto zabrać ze sobą zapas jedzenia i przekąsek, by móc się posilić na trasie. Warto też zabrać sakwę, by nie dźwigać na plecach przez całą drogę plecaka.

Pojedziesz raz i się zakochasz!


Działanie promocyjne zostało sfinansowane z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Podkarpackiego na lata 2014-2020.


Tekst powstał na zaproszenie i przy współpracy z podkarpackie.travelpodkarpackie.eu.


0 0 votes
Article Rating

O Autorce

B*Anita Demianowicz

Podróżuję, piszę i fotografuję. Współpracuję m.in. z magazynami Podróże, Poznaj Świat i Rowertour. Prowadzę prezentacje i warsztaty podróżnicze w całej Polsce. Jestem również przewodniczką grup trampingowych dla kobiet, a także organizuję festiwal TRAMPki-Spotkania Podróżujących Kobiet.
Jestem absolwentką kilku kierunków studiów, m. in. filologii polskiej na UG i Polskiej Szkoły Reportażu.
We wrześniu 2016 ukazała się debiutancka książka: "Końca świata nie było".

Więcej o mnie>>>.

Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
ZielonySklep

Mieszkam w pobliżu Roztoczańskiego Parku Narodowego i uważam, że jestem prawdziwym szczęściarze, że mogę cieszyć się urokami tego miejsca praktycznie na co dzień.