fbpx
AMERYKA PÓŁNOCNA AMERYKA ŚRODKOWA GWATEMALA USA W DRODZE

Houston – czy mamy problem?

No i… wylądował! Całe szczęście, bo myślałam już, że odpadnie mi tyłek od tego siedzenia. Wprawdzie miejsce niby wygodne, przy oknie, ale obok mnie zasiadła taka nieruchawa starsza pani, która dość krzywo na mnie spoglądała za każdym razem, gdy chciałam pójść do toalety. Po paru wyjściach w celach fizjologicznych i jednej próbie przejścia się po korytarzu, zrezygnowałam, mając dość jej złowieszczych spojrzeń.

Zdecydowałam, że będę wstawała z fotela, gdy owa pani będzie opuszczała swoje miejsce. Wiecie, że można nie korzystać z toalety przez prawie 12 godzin? No, ja do tej pory nie wiedziałam i cały czas jeszcze zastanawiam się, co jej organizm robił z wodą, którą wypijała hektolitrami. Właśnie upłynęły 24 godziny od momentu, gdy ze snu wyrwał mnie dźwięk budzika, nakazującego natychmiastowe wstanie. Przez te 24 godziny, spałam zaledwie 4. I nic nie zapowiada też, że będzie ich więcej. Dopiero za 12 godzin mam lot do Gwatemali. Do tego czasu kwitnę na lotnisku. Wprawdzie zdarzało mi się już spędzać noc na lotnisku czy „czatować” na stacjach benzynowych po dziewięć godzin (Alutka coś wie o tym), ale zwykle bywałam wtedy w towarzystwie, więc jedna osoba mogła czuwać. Zresztą przebywam tu trochę nielegalnie, jako że mój lot jest dopiero jutro rano, stąd moje obawy przed pójściem spać.

No, ale wracając do Houston, to jednak bez problemów się nie obyło. W głównej mierze, wynikały one pewnie trochę z mojej niedoskonałej znajomości języka angielskiego. Najpierw we Frankfurcie, ochrona chodziła i zadawała dziwne pytania, (tzn. może wcale nie takie dziwne): „Czy przewozi Pani ze sobą broń?”, „Czy ktoś pomagał pani pakować bagaż?”, „Kto nadawał Pani bagaż i czy jest pani pewna, że to właśnie była Pani?” trafiła mi się jednak pani z „zajęczą wargą”, która bardzo niewyraźnie mówiła. Więc moja niedoskonała znajomość języka + jej niewyraźne wysławianie się i nieporozumienie gotowe. Pani „ochroniarka” musiała kilkakrotnie powtarzać pytanie, nie rozumiejąc, że moje niezrozumienie wynika z jej szybkiego i niewyraźnego mówienia. Za każdym razem powtarzała więc pytanie w dokładnie ten sam sposób. Jedyne, co mi pozostało, to strzelać odpowiedzi. Pani coś notowała na naklejce i przykleiła mi ją do paszportu. Odpowiadałam chyba jednak właściwie, bo nie przeszukiwali mnie specjalnie podczas kontroli osobistej i kontroli bagażu, czego się właśnie obawiałam. A potem wylądowałam w Houston i okazało się, że nie mam wypełnionych właściwych druków i wstrzymuję kolejkę, złożoną z dziesiątek ludzi, by uzupełnić owe braki. Kontroler był jednak niezwykle uprzejmy i pomocny, i nawet nie wymagał ode mnie wpisania miejsca pobytu w USA, choć powinnam go mieć. Zostanie w moim terminalu, nie wchodziło bowiem w grę. Nie martwiąc się tym jednak, udałam się na poszukiwania bagażu, którego rzecz jasna nie znalazłam. Oczywiście tym razem zawinił niezwykle pomocny pan jeszcze z lotniska im. Lecha „Walesy”, który wydając mi bilety, poinformował, że w Stanach będę musiała najprawdopodobniej odebrać swój plecak i przepuścić go ponownie przez ochronę. Więc po kilkakrotnym obejściu taśmy z walizkami, poszłam szukać odpowiedzi, dlaczego nie mogę znaleźć plecaka. Amerykanie okazują się niezwykle życzliwymi i pomocnymi osobami. Tyle że kolejny Pan mi tłumaczy, że dziś go nie odbiorę, za to muszę to zrobić rano. Już nic z tego nie rozumiem. Oczywiście problem wynika stąd, że mimo iż jestem w tranzycie, to kolejny lot mam dopiero za 12 godzin, gdybym odlatywała za 6, to całego problemu, nie byłoby. Pan odsyła mnie do kolejnej Pani, po wyjaśnienie i po bilet. A ta mi tłumaczy, że mój bagaż będzie do odbioru dopiero w Gwatemali. Dodaje jednak słowo „najprawdopodobniej”, które wzbudza pewne moje obawy czy aby na pewno go tam znajdę. Zacznę się martwić jednak jutro, gdy w 35 stopniowym upale przyjdzie mi się przemieszczać w wysokich butach trekkingowych, czarnych długich spodniach i polarze. Amerykanka od biletu okazuje się jednak na tyle miła, że po moim wyznaniu, że nie mam dokąd pójść, i że miałam nadzieję na spędzenie nocy w strefie „poodprawowej”, każe mi schować kartę pokładową i nie przyznawać się do jej posiadania. Po czym odsyła mnie tajemniczym przejściem już na strefę z właściwym „gejtem”. Więc w sumie nie jest źle. Już tylko czeka mnie ponowna kontrola bagażu i szybkie przejrzenie w myślach zawartości plecaka i kieszeni czy aby na pewno nie ma tam jakichś okruchów jedzenia, które spowodowałyby zatrzymanie mnie za nielegalne przewożenie zakazanych produktów. Nic nie znajdują, za to ja gubię. Pierwsza więc strata już zaliczona. Niewielka, ale będzie mi jej brakować. Zmiana czasu daje mi się we znaki i jeszcze przez kilka najbliższych dni na pewno będzie. Wy właśnie sobie smacznie śpicie, kiedy ja próbuje wysmażyć dla Was moją pierwszą skromną relację. U mnie jest 21, w Polsce 4 rano. Jestem padnięta i marzę o łóżku, a tymczasem czekają mnie metalowe ławki na lotnisku przez najbliższe 12 godzin, potem 3 godziny lotu i pewnie kolejne 3 jazdy busem do miejsca docelowego. Do usłyszenia już z Gwatemali.

Edytowane o 5:12
Ponieważ „gawiedź” domaga się szczegółów 🙂 to już piszę, co zgubiłam. Miałam taką fantazyjną spinkę, a właściwie klamrę do włosów w kształcie trupiej łapki :). Bardzo ja lubiłam.
A we Frankfurcie czekałam na samolot ok 5 godzin.

O Autorce

B*Anita Demianowicz

B*Anita Demianowicz

Podróżuję, piszę i fotografuję. Współpracuję m.in. z magazynami Podróże, Poznaj Świat i Rowertour. Prowadzę prezentacje i warsztaty podróżnicze w całej Polsce. Jestem również przewodniczką grup trampingowych dla kobiet, a także organizuję festiwal TRAMPki-Spotkania Podróżujących Kobiet.
Jestem absolwentką kilku kierunków studiów, m. in. filologii polskiej na UG i Polskiej Szkoły Reportażu.
We wrześniu 2016 ukazała się debiutancka książka: "Końca świata nie było".

Więcej o mnie>>>.

18
Dodaj komentarz

avatar
9 Comment threads
9 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
W.W.Marta QueenslandEdyta SzpejnowskaAnita Demianowiczsiki Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
M
Gość
M

🙂 Gorlice pozdrawiają Houston i Ciebie 🙂

O
Gość
O

Niektórzy chcą wiedzieć, co zgubiłaś?

Anonymous
Gość
Anonymous

Trzymam kciuki za bezpieczne dotarcie!

siki
Gość
siki

Anita, nie dygaj! Kilka razy przetrwałaś Węgorzewo, to każdą kłodę teraz przeskoczysz!

siki
Gość
siki

Ja to mam dramaty – dopiero, po wielu upadkach i ranach kłutych, umiem się tu normalnie podpisywać i odkryłem możliwość komentarzy bezpośrednio pod Twoimi zeznaniami, zatem uciekam z Księgi.

Anita Demianowicz
Gość
Anita Demianowicz

Sikor, jestem z Ciebie dumna! Jeszcze swojego smartfona dobrze pewnie nie opanowałeś, a mojego bloga już masz w jednym palcu 😉

siki
Gość
siki

Zainspirowany Twoimi wojażami, pierwszy raz w życiu odbyłem dziś podróż z buta z Nagórek na Zatorze i to z bagażem! Trasa zajęła mi o 10 min. krócej niż przewidział Google Maps – całe 51 min. Na jednym ze skrzyżowań spotkałem babcię – zagaiła, że wstydzi się chodzić o lasce, ale musi, zwłaszcza, że coś jej utkwiło w pośladku. Popatrz, jakie mamy szczęście do towarzyszy podróży. A propos, myślę, że ta Twoja w samolocie to pewnikiem miała pampersa, bo tylu godzin to i superbohater Wilqu nie zdzierży! Wyobraź sobie zatem, obok jakiej bomby siedziałaś i odetchnij z ulgą.

Anita Demianowicz
Gość
Anita Demianowicz

Sikor, Twoja historia mnie rozwaliła na łopatki 🙂 Tego mi naprawdę było trzeba w tej chwili. Bo jestem wykończona i tęsknie za domem i Bożydarem. Dzięki! Na Ciebie zawsze można liczyć, jeśli chodzi o poprawę humoru. No a poza tym, jestem Z Ciebie dumna, że podjąłeś się takiego wyzwania. I to jeszcze udało Ci się pokonać Google Maps! Brawo!

Anonymous
Gość
Anonymous

Już jest dobrze, będzie lepiej. Nie poddałaś się, nie poddasz.
Aaaj. . te trzydzieści pięc stopni zachęciło mnie maksymalnie.
JUNTER.

Anita Demianowicz
Gość
Anita Demianowicz

Paweł, musi być lepiej.

Edyta Szpejnowska
Gość
Edyta Szpejnowska

Nasza dzielna Anita. Ja w takiej sytuacji pewnie nie wiedziałabym co zrobić, ale Ty jak zwykle sobie radzisz. Zazdroszczę i czekam na dalsze relacje. Buźka

Anita Demianowicz
Gość
Anita Demianowicz

Dzięki Edith 🙂 Radzę sobie? Powiedzmy, ale nie jest łatwo. Ale znając Ciebie i Twój strach przed mówieniem 🙂 – krucho to widzę 🙂

Marta Queensland
Gość
Marta Queensland

Anita, jak Ty to wszystko ogarniasz?…;) A tak przy okazji – warkoczyków już nie masz? PS – sprecyzowałam swój nick, żeby uniknąć niejasności:)

Anita Demianowicz
Gość
Anita Demianowicz

Od razu lepiej 🙂 Marta nie ogarniam. Daję radę jakoś, bo nie mam innego wyjścia 🙂 Po prostu muszę.

Anonymous
Gość
Anonymous

Cześć Anita, muszę się przyznać, że podglądam „realizację” Twoich marzeń dzięki Bożydarowi,który udostepnił to na FB. Jestem pełna podziwu za pomysł, odwagę i samozaparcie.Jestem z Toba i trzymam za Was kciuki, bo to nie lada wyzwanie dla małżeństwa. Dla kogo ten czas będzie dłuższy?…Pozdrowionka Edyta Majda

Anita Demianowicz
Gość
Anita Demianowicz

Hej Edzia! Jak miło! Trzymaj kciuki, bo się mega przydadzą. Jak będzie trudno, to po prostu wrócę trochę wcześnie niż planowałam. Od początku był bowiem plan, że kupuję bilet tylko w jedną stronę, bo może dam radę wytrzymać tylko 2 tygodnie, a może nie będę chciała wrócić po 4 miesiącach. Niestety bilet powrotny musiał być zakupiony, bowiem tego wymagają ponoć przepisy, choć teraz wiem, że to nieprawda, bo nikt na lotnisku nie wymagał ode mnie pokazania biletu powrotnego. Więc zapraszam. Czuj się tu jak u siebie 🙂

W.W.
Gość
W.W.

Nieco dziwnie czyta się to po czasie. Wczoraj rozmawialiśmy w Łodzi, dzisiaj czytam, że jesteś na lotnisku w Stanach, magia! 😉 Cały czas pamiętam wczorajsze zdanie, co pomyślałaś sobie zaraz po przylocie do Gwatemali 😉 Teraz poczynię osobiste wyznanie – nigdy jeszcze nie leciałem samolotem, a tak odległa trasa jak do Stanów to dla mnie coś niewyobrażalnego.

Anita Demianowicz
Gość
Anita Demianowicz

Wojtku, a jednak widzę że zacząłeś od początku 🙂 Dobra, to co powiedziałam wczoraj, o czym pomyślałam, to może nie było zaraz po wylądowaniu, tylko po przybyciu już do samego, pierwszego celu, do Antigua i po wprowadzeniu się do mojego pokoju, bo póki nie znalazłam się w tym już konkretnym docelowym miejscu, jeszcze nie zdawałam sobie z niczego sprawy 🙂