HISZPANIA W DRODZE

Fuerteventura – co zobaczyć w tydzień?

Fuerteventura to moja trzecia wyspa z archipelagu Wyspy Kanaryjskie. Wcześniej odwiedziłam wyspę Teneryfa, o której powstało już kilka wpisów, oraz Lanzarote, która zachwyciła mnie niemal od pierwszej chwili swoją surową, wulkaniczną urodą. Lecąc na wyspę Fuerteventura, zastanawiałam się, czy okaże się podobna do swojej „siostry”, czy może zaskoczy mnie czymś zupełnie innym.

Fuerteventura to moja trzecia wyspa z archipelagu Wyspy Kanaryjskie. Wcześniej odwiedziłam wyspę Teneryfa, o której powstało już kilka wpisów, oraz Lanzarote, która zachwyciła mnie niemal od pierwszej chwili swoją surową, wulkaniczną urodą. Lecąc na wyspę Fuerteventura, zastanawiałam się, czy okaże się podobna do swojej „siostry”, czy może zaskoczy mnie czymś zupełnie innym.

Na wyspę wybraliśmy się na tydzień w lutym. Pogoda nie była jednak tak upalna, jak się spodziewaliśmy, zamiast leniwego plażowania częściej wybieraliśmy odkrywanie kolejnych zakątków wyspy. Nie zdecydowaliśmy się też na wynajem samochodu z napędem 4×4 ani takiego, którym można bezpiecznie poruszać się po drogach nieasfaltowych. To sprawiło, że mimo szczerych chęci nie dotarliśmy do wszystkich miejsc z naszej listy, w tym na słynną i podobno jedną z najpiękniejszych plaż wyspy, Playa de Cofete.

Mimo tych ograniczeń udało nam się zobaczyć naprawdę wiele i poczuć klimat tej niezwykłej wyspy. A więc co zobaczyć na Fuerteventura?


Fuerteventura – co zobaczyć?

Park Przyrodniczy Wydmy Corralejo

Nasz hotel dzieliło zaledwie kilkaset metrów od jednego z najbardziej niezwykłych miejsc na wyspie – Park Przyrodniczy Wydmy Corralejo. Bliskość tego krajobrazu sprawiła, że nie mogliśmy poprzestać na jednej wizycie i wracaliśmy tam aż trzykrotnie, za każdym razem odkrywając je na nowo.

W ciągu dnia wybraliśmy się, by przejechać słynnym odcinkiem trasy F-1a, który przecina wydmy i uchodzi za jeden z najbardziej malowniczych fragmentów wyspy. Po jednej stronie rozciągały się złote, falujące piaski, przypominające pustynię, po drugiej turkusowy ocean i długie, szerokie plaże, które ciągną się niemal bez końca. To miejsce zachwyca kontrastem kolorów i przestrzenią.

Wydmy Corralejo mają w sobie coś hipnotyzującego. Wiatr nieustannie modeluje ich kształt, przez co krajobraz nigdy nie jest taki sam. Miękki, jasny piasek przesypuje się pod stopami, a brak roślinności potęguje wrażenie przebywania na prawdziwej pustyni. Tylko obecność oceanu przypomina, że wciąż się jest na wyspie.

Wróciliśmy tam także specjalnie o zachodzie słońca, by zobaczyć to miejsce w zupełnie innej odsłonie. Ciepłe światło podkreśliło rysunek wydm, wydobyło ich fakturę i dodało głębi. Cienie wydłużyły się, kolory stały się bardziej intensywne, a cały krajobraz nabrał niemal magicznego charakteru. To był jeden z tych momentów, które zostają w pamięci na długo. 


Wulkan Calderon Hondo

Początek trekkingu na wulkan ma swój początek w niewielkiej miejscowości Lajares. To właśnie tam, na skraju miasteczka, kończy się asfalt i zaczyna przygoda. Przy ostatnich zabudowaniach rozciąga się niewielki parking, gdzie zwykle można spotkać wielbłądy cierpliwie czekające na turystów pragnących zdobyć wulkan w nieco mniej tradycyjny sposób.

Szlak prowadzący ku górze nie należy do wymagających. Ścieżka łagodnie pnie się w górę, wijąc się pośród surowego, wulkanicznego krajobrazu, który z każdym krokiem odsłania coraz szersze widoki. Marsz jest spokojny i rytmiczny, a wejście na sam krater zajmuje około czterdziestu minut w jedną stronę. 

Podróżujemy poza sezonem, dzięki czemu trasa pozostaje niemal pusta. Brak tłumów pozwala w pełni zanurzyć się w tej przestrzeni i chłonąć surowe piękno miejsca bez pośpiechu i gwaru. 


Popcorn beach, czyli popcornowy plaża 

Popcornowe plaże to jedna z najbardziej charakterystycznych i jednocześnie najbardziej zaskakujących atrakcji Fuerteventura. Ich nazwa nie jest przypadkowa, zamiast klasycznego piasku czy kamieni, brzeg pokrywają drobne, białe formy przypominające… popcorn. To fragmenty skamieniałych glonów (rodolity), które przez lata były wyrzucane przez ocean na brzeg i wygładzane przez fale oraz wiatr, aż przybrały swoją charakterystyczną, „popcornową” formę.

Takich plaż na wyspie jest kilka, jednak dotarcie do większości z nich nie jest najprostsze. Często prowadzą do nich szutrowe, nierówne drogi, które wymagają ostrożnej jazdy, a czasem nawet samochodu przystosowanego do trudniejszego terenu. My zdecydowaliśmy się na bardziej dostępne miejsce w niewielkiej miejscowości Majanicho, gdzie odcinek nieutwardzonej drogi był stosunkowo krótki.

Choć „popcorny” były tam raczej drobne i nie tak spektakularne, jak na zdjęciach z innych części wyspy, sama plaża i tak zrobiła na nas duże wrażenie. Surowy krajobraz, kontrast bieli z czernią wulkanicznych skał i szum oceanu tworzą miejsce zupełnie inne niż wszystkie, które dotąd widzieliśmy.


Molinos De Villaverde

W drodze na wulkan Calderón Hondo zatrzymaliśmy się na chwilę w niewielkiej miejscowości Villaverde, gdzie znajdują się jedne z najbardziej fotogenicznych wiatraków na wyspie. To właśnie one są jednym z charakterystycznych elementów krajobrazu Fuerteventura – surowego, wietrznego i mocno związanego z rolniczą przeszłością.

W Villaverde stoją dwa takie wiatraki, oddalone od siebie o zaledwie kilkaset metrów. Choć znajdują się tak blisko, każdy z nich opowiada nieco inną historię. Budowle te, znane jako Molino de Villaverde I i Molino de Villaverde II, są przykładem tradycyjnej architektury wyspy i świadectwem dawnych czasów. Starszy z nich, Villaverde II, powstał pod koniec XIX wieku, natomiast drugi, Villaverde I, został wzniesiony na początku XX wieku.

Kiedyś te wiatraki tętniły życiem, mielono tu zboże na mąkę. Dziś są cichymi świadkami tej historii i jednocześnie pięknym tłem dla podróżników, którzy zatrzymują się tu choć na chwilę, by poczuć klimat dawnej Fuerteventury.


El Cotillo 

To jedno z tych miejsc, które zachwycają spokojem i autentycznym klimatem. Niewielkie, nadmorskie miasteczko z białą zabudową, wąskimi uliczkami i surowym, wulkanicznym krajobrazem ma w sobie coś bardzo naturalnego. Spacerując między niskimi domami i kamiennymi murkami, łatwo poczuć jego lokalny, nieco surowy charakter, zupełnie inny niż w bardziej turystycznych częściach wyspy.

To właśnie tutaj postanowiliśmy wybrać się na kolejny zachód słońca. El Cotillo słynie z jednych z najpiękniejszych zachodów na wyspie. Szeroka linia horyzontu, otwarty ocean i brak wysokiej zabudowy tworzą idealne warunki do obserwowania, jak słońce powoli znika w wodzie. Tym razem pogoda nie była jednak w pełni łaskawa, zabrakło spektakularnych kolorów i dramatycznych chmur, które często budują najbardziej efektowne widowiska.

Po zachodzie warto zostać tu jeszcze na chwilę, usiąść w jednej z lokalnych knajpek, zamówić kolację i wsłuchać się w dźwięki ulicznych muzyków. 


Sicasumbre i Mirador de Guise y Ayose

Tego dnia, który z takim entuzjazmem przeznaczyliśmy na odkrywanie centralnej części wyspy, pogoda postanowiła napisać własny scenariusz. Niebo zasnuło się ciężkimi chmurami, a deszcz raz delikatny, raz bardziej natarczywy towarzyszył nam niemal bez przerwy. W takich okolicznościach  Mirador de Guise y Ayose przyszło nam podziwiać jedynie przez mokre szyby samochodu.

Widoki, które przy dobrej pogodzie rozciągają się tam szeroko i majestatycznie, tego dnia pozostawały ukryte za mgłą i deszczową zasłoną. Mimo to zatrzymaliśmy się na chwilę. Wyskoczyłam z samochodu tylko na moment, by w pośpiechu, między kolejnymi podmuchami wiatru, uchwycić w kadrze pomnik Guise i Ayose — legendarnych władców i symbol pierwszych mieszkańców wyspy, Guanczów. To właśnie oni, zanim pojawili się tu Europejczycy, zamieszkiwali tę surową ziemię, znajdując schronienie w naturalnych jaskiniach. 

Gdy dojechaliśmy do astronomicznego punktu widokowego Sicasumbre na chwilę przestało padać i pojawiła się nawet tęcza. 

Choć tego dnia pogoda nie pozwoliła nam w pełni docenić uroku tych miejsc, łatwo sobie wyobrazić, jak niezwykłe muszą być przy sprzyjających warunkach. Jeśli tylko traficie na słoneczny dzień podczas swojej wizyty na wyspie, koniecznie zatrzymajcie się w obu tych punktach widokowych.


Betancuria 

To dawna stolica wyspy. Niewielkie, białe miasteczko urzeka swoim niepowtarzalnym klimatem: wąskie uliczki wiją się pomiędzy niskimi domami o wapiennych ścianach. Nad starówką góruje kościół Santa María de Betancuria – serce i symbol miejscowości. Jego surowa, a zarazem elegancka sylwetka przyciąga wzrok z daleka i przypomina o dawnym znaczeniu Betancurii jako centrum życia religijnego i administracyjnego wyspy. Dziś Betancuria zachwyca przede wszystkim spokojem i autentycznością. To idealne miejsce, by na chwilę zwolnić i usiąść w jednej z kilku restauracji na miejscowe przysmaki.


Jaskinie Ajuy 

Jaskinie znajdują się na zachodnim wybrzeżu wyspy. Droga do nich prowadzi malowniczą ścieżką wzdłuż klifów. Sam ten spacer jest fajnym doświadczeniem bo po jednej stronie rozciąga się surowy, skalisty krajobraz, po drugiej nieustannie rozbijające się o brzeg fale Atlantyku. Jaskinie robią ogromne wrażenie. To jedno z najstarszych miejsc geologicznych na wyspie, liczące miliony lat. Tuż obok znajduje się również czarna, wulkaniczna plaża Ajuy, kontrastująca z turkusową wodą i jasnym niebem. Całość tworzy krajobraz niemal filmowy. To miejsce zdecydowanie warte odwiedzenia, zwłaszcza jeśli chcecie zobaczyć mniej oczywiste, bardziej naturalne oblicze wyspy.


Laguna Sotavento

Laguna rozciąga się na malowniczym Półwyspie Jandía, tworząc jeden z najbardziej spektakularnych fragmentów wybrzeża całej wyspy. Ten niezwykły odcinek, znany jako Playa de Sotavento, zachwyca przede wszystkim swoją zmiennością. To właśnie tu podczas odpływu morze cofa się, odsłaniając rozległe, płytkie laguny o turkusowej barwie.

Nam nie udało się trafić na moment, gdy laguna prezentuje się w pełnej okazałości, a jednak już samo przebywanie w tym miejscu było niezwykle przyjemne. Spacer wzdłuż brzegu to czysta przyjemność, niemal cztery kilometry miękkiego piasku, szumu fal i otwartej, niczym nieograniczonej przestrzeni, która pozwala odetchnąć i na chwilę zapomnieć o świecie.

Stałe wiatry, tak charakterystyczne dla tej części wyspy, przyciągają również miłośników sportów wodnych. Kolorowe latawce kitesurferów unoszące się nad laguną ożywiają pejzaż.


Podróż po Fuertaventurze to doświadczenie, które trudno zamknąć w kilku zdaniach. Ta wyspa nie zachwyca w oczywisty sposób. Nie kusi bujną zielenią ani tropikalnym przepychem. Zamiast tego oferuje coś znacznie bardziej surowego. Każde z odwiedzonych miejsc odsłaniało inne oblicze wyspy. Od wulkanicznych pustkowi, przez czarne i złote plaże, aż po białe, spokojne miasteczka. Wszystko tu zdaje się być częścią spójnej, naturalnej opowieści.


Informacje praktyczne:

Noclegi.

Baza noclegowa na wyspie jest bardzo rozbudowana, więc bez trudu można znaleźć coś dopasowanego do własnych potrzeb, zarówno na krótki, jak i dłuższy pobyt. Wiele osób decyduje się na jeden nocleg przez cały wyjazd, najlepiej w centralnej części wyspy, by mieć względnie równy dostęp do wszystkich atrakcji. My jednak postawiliśmy na inne rozwiązanie i podzieliliśmy nasz pobyt na dwa etapy, co okazało się świetnym wyborem.

Pierwsze cztery noce spędziliśmy na północy, w klimatycznym miasteczku Corralejo, zatrzymując się w hotelu Blue Sea. To dobra baza wypadowa do zwiedzania północnej części wyspy i słynnych wydm Corralejo. Na kolejne trzy noce przenieśliśmy się na południe, do spokojniejszej Costa Calma, gdzie zatrzymaliśmy się w Casa Nalu. Oba miejsca wspominamy bardzo dobrze i z czystym sumieniem możemy je polecić.

Wypożyczenie samochodu

Jeśli planujecie zwiedzanie wyspy, samochód to zdecydowanie najlepsza opcja. My skorzystaliśmy z wypożyczalni Cicar, którą możemy polecić bez wahania. To jedna z najtańszych, a przez to również najpopularniejszych firm na wyspie, dlatego warto dokonać rezerwacji z wyprzedzeniem, bo samochody szybko znikają.

Z usług tej samej wypożyczalni korzystaliśmy już wcześniej na Teneryfie i Lanzarote, i za każdym razem wszystko przebiegało bezproblemowo. Dużym plusem jest brak depozytu oraz przejrzyste warunki wynajmu, co daje poczucie komfortu i spokoju podczas podróży.


5 2 votes
Ocena artykułu

O Autorce

B*Anita Demianowicz

Podróżuję, piszę i fotografuję. Współpracuję m.in. z magazynami Podróże, Poznaj Świat i Rowertour. Prowadzę prezentacje i warsztaty podróżnicze w całej Polsce. Jestem również przewodniczką grup trampingowych dla kobiet, a także organizuję festiwal TRAMPki-Spotkania Podróżujących Kobiet.
Jestem absolwentką kilku kierunków studiów, m. in. filologii polskiej na UG i Polskiej Szkoły Reportażu.
We wrześniu 2016 ukazała się debiutancka książka: "Końca świata nie było".

Więcej o mnie>>>.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 Komentarze
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments