fbpx
POLSKA PORTRETY W DRODZE

Fraszka “Na gruszę”

– W więzieniu byłaś?

Spojrzałam na autora pytania ze zdziwieniem. Ze zdziwieniem, bo właściwie nie miałam pojęcia, o co pytał, a niepodważalnie słowa, które padły, odnosiły się do mnie. Nie zrozumiałam jednak ani słowa. Dopiero po chwili to samo (prawdopodobnie to samo) pytanie zostało zadane po polsku. Najpierw był białoruski, a może ukraiński. Niemal wszyscy tu mówią między sobą po „swojemu”, dopiero gdy pojawia się „obcy”, co raczej zdarza się rzadko, wtedy przechodzą na polski. Zależy. Zależy od tego czy chce się miejscowym gadać z przyjezdnymi. Ze mną im się chciało. Chyba poczuli, żem swoja. Bo na rowerze. Oni też czasem na rowerze, ale to też zależy, bo z reguły są w takim stanie, że na rowerze daleko by nie ujechali. Ale rower czasem się przydaje, bo to jedyny sklep w okolicy – Sielsko nr 59. Niektórzy codziennie do dziesięciu kilometrów pokonują, by dotrzeć na miejsce. Albo też nie ruszają się stąd wcale.

Polska wschodnia -łaka

– To byłaś w więzieniu?

– Nie, a ty?

Brak odpowiedzi.

– To, co te…malunki masz?

– Bo lubię. A widziałeś, żeby ktoś, kto był w więzieniu miał takie?

– No, nie! – Stwierdził i pokiwał z uznaniem.

Słychać, że język polski nie jest jego pierwszym, ale co się dziwić skoro oni tuż przy granicy mieszkają. Zresztą w ogóle, co tu dużo mówić, jakikolwiek język nie jest mu /im bliski. Z pomocą butelki wódki czy piwa, czy czegokolwiek innego procentowego idzie się dogadać z każdym. A siedzi ich tam ze dwunastu. Pod gruszą, tuż koło sklepu. W cieniu. I od razu przypomina mi się Kochanowski i jego lipa. Zupełnie nie wiem dlaczego mi to na myśl przychodzi, bo ani oni nie mają nic wspólnego z poezją, ani grusza z lipą, ani Kochanowski z granicą polsko-białoruską. Ale tu może ta grusza i do nich mówi…po kilku czy kilkunastu głębszych na pewno. Tak jak lipa mówiła do Kochanowskiego. Dawała mu cień. Grusza też daje. Lipa chwaliła spokojne życie na wsi. Tu też się nic nie dzieje specjalnego. Ot, każdy dzień taki sam: grusza, sklep i piwo. Czasem przyjedzie rowerzysta, co chciał jak najdalej od głównej drogi i wtedy jest atrakcja.

– A zrobisz mi zdjęcie?

– Mogę zrobić – mówię i wyciągam aparat.

– A wyślesz? Dam adres.

– Wyślę. – Obiecuję.

– To ile mam dać na te zdjęcia i list?

Jasno daję znak, żeby dał sobie z tym spokój. Całuje mnie w rękę.

Cerkiew w Kostomłotach

Nie wiem czy jest mi ich żal. Nie wiem czy jest mi smutno. Takie ich życie. Pod gruszą. Niby nijakie, bo wciąż takie same. Wciąż walka, by zdobyć grosz na alkohol. Nie mnie jednak oceniać, bo może w sumie beztrosko czas im płynie, bo tylko właśnie tego alkoholu do szczęścia im trzeba, a nie litrów wylanego potu, dziesiątek przejechanych kilometrów, kolejnych zwiedzonych krajów, zarobienia na opłaty, spełnienie marzeń.

– To daj, zapiszę ci adres.

Podaję kartkę.

– Wiktor, a ile Ty masz lat?

– Starszy od ciebie jestem. 71 rocznik. To wyślesz?! Ale naprawdę?!

Zapewniam, że tak, ale już następny podchodzi. Nie dadzą odpocząć po 40 km gnania przez Puszczę Białowieską na złamanie karku tak, by komary nie zdążyły dopaść.

– Jak masz na imię dziewczyno?

– Anita.

– To choć już tu zrób nam wszystkim zdjęcie. Pod sklepem. – Padają komendy.

Chłopaki ustawiają się. Jeden nawołuje drugiego. Ale tylko czterech wyszło spod gruszy. Reszta ani drgnęła.

– No to rób. Tylko czekaj uśmiechniemy się. – Ale to jeszcze mi samemu, dobra? Z psem. –mówi Wiktor i odsuwa się od kolegów. Ale Gienek już pcha się.

– Anitko, Anitko, a mi też zrobisz zdjęcie?

– Zrobię, pewnie, że zrobię – potakuję życzliwie.

– I wyślesz?

– Wyślę wszystkie do Wiktora, może być?

– On mi nie da. Dam ci swój adres dobra?

Potakuję głową. Niech im będzie.

– A ty Gienek, co cały czas tu tak tylko pod sklepem, pod gruszą? Całe życie?

Zaprzecza ruchem głowy i po chwili pyta: – Skąd jesteś Anitko?

– Z Gdańska.

– Nowy Port znasz? Brzeźno znasz?

– No pewnie, że tak.

– Bo ja tam mieszkał. I jeszcze na Śląsku. W kopalni pracowałem. A potem wypadek, paraliż i…

Widzę, że faktycznie ledwo rusza ręką, nogą powłóczy. Połowa ciała lekko sparaliżowana, ale oczy ciepłe, dobre się wydają, tylko, co z tego.

– Epidemia, wiesz. – mówi młody chłopak, który zaczepia mnie przy sklepie, gdy właśnie panowie spod gruszy ustawiają się do zdjęć, kombinując gdzie, który ma siedzieć i jaką minę ma robić

– Brak perspektyw, więc piją, prawie wszyscy. Bo co innego mają robić? Roboty nie ma, więc siedzą pod gruszą całymi dniami. Ja tu tylko czasami jestem. Mama tu mieszka, a ja w Ostródzie, ale ciągnie nas tutaj. Tylko, że brak tu perspektyw. A ten to mistrz jest, wiesz? Normalnie księga rekordów – mówi, wskazując na mężczyznę w białym podkoszulku, który gdy zajechałam pod sklep, spał na przystanku. Była w końcu dopiero przed dziesiątą. – Gdybym ja tyle pił, co on, to już dawno by mnie na tym świecie nie było. Normalnie mistrz i chodząca legenda.

Chomontowce -wieś we wschodniej Polsce

„Legenda” właśnie prosi pana Piotra o dwa złote. – Nie dam ci. Wiesz dobrze, że nie będę wspierał tego – odpowiada pan Piotr spokojnie, ale stanowczo. – Oni tu tak zawsze.

– Anitka, Anitka – woła Gienek i już zmierza znów spod gruszy w moim kierunku. – Gdzie jedziesz? Kiedy wyślesz nam zdjęcia.

– Za miesiąc powinny być – tłumaczę. – A mogę coś ci kupić? Loda, chcesz? Kupię ci. Dobra dziewczyna jesteś.

Gienek stoi z piwem w ręku. Pieniądze pewnie z renty ma. Nie pytam, za krótko tu jestem, choć chętnie siadłabym z nimi pod gruszą i dopytała o wiele spraw. – Gienku, dziękuję ci bardzo. Nie kupuj mi niczego. Na piwo zostaw.

Może i powinnam pozbawić go tej złotówki czy dwóch na piwo, ale czy to by coś dało?

Wyjeżdżam z wioski z żalem. Z goryczą. Ze smutkiem, zdając sobie jednak sprawę, że takich wiosek, miasteczek, mieścin w całej Polsce są dziesiątki. W każdym jest jakaś grusza, jabłoń czy lipa, jest jakiś Gienek czy Wiktor, jest brak perspektyw i alkohol.

Kochanowski w fraszce o lipie starał się pokazać, co ceni w życiu: zdrowie szczęście i spokój. Ani Wiktor, ani Gienek raczej tego nie mają. A może się mylę? Może to ja nie mam? Ciągle gdzieś gnam. Przecież nie ma jednej jedynej słusznej drogi do szczęścia?

* Niech Cię nie zdziwią odniesienia do nazwy miejscowości i zdjęć bohaterów w komentarzach. Nazwa miejscowości i imiona zostały zmienione. Pierwotnie tekst zawierał prawdziwą nazwę oraz zdjęcia zrobione “pod gruszą”. Po czasie uznałam jednak, że zmiany są wskazane.

0 0 vote
Article Rating

O Autorce

B*Anita Demianowicz

B*Anita Demianowicz

Podróżuję, piszę i fotografuję. Współpracuję m.in. z magazynami Podróże, Poznaj Świat i Rowertour. Prowadzę prezentacje i warsztaty podróżnicze w całej Polsce. Jestem również przewodniczką grup trampingowych dla kobiet, a także organizuję festiwal TRAMPki-Spotkania Podróżujących Kobiet.
Jestem absolwentką kilku kierunków studiów, m. in. filologii polskiej na UG i Polskiej Szkoły Reportażu.
We wrześniu 2016 ukazała się debiutancka książka: "Końca świata nie było".

Więcej o mnie>>>.

Subscribe
Powiadom o
guest
23 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Zależna

Bardzo super się czytało!

Babek

W końcu zajrzałem. Sielsko [edytowane] pamiętam z 2002 roku. Brałem tam w sklepie pieczątkę, pani sklepowa była zażenowana, mówiła że ma taką starą niemodną pieczęć:-) Panów pod gruszą akurat nie było. A tekst w pytkę:-) Pozdrawiam!

elcia

takie życiowe opowiadanie…na wschodzie tak wszystko wyglada…zycie kreci sie kolo sklepu…bo gdzie wiecej znalezc rozrywke lub miejsce na spotkanie z kumplami

Piotr

Witam. Na wstepie pozdrowionka dla Anity i podziekowanie za artykul. Nawiazujac do tematu to ze mna rozmawialas pod sklepem w Sielsku [edytowane]. Kazdy z obecnych pod grusza to jakas historia, czesto ciekawa np. gosciu na zdjeciu, ktory stoi i trzyma papierosa w zebach to moj wujek Jacek. Gosciu o niesamowitej wiedzy, oczytany i uczciwy do bolu .Kiedys w Sielsku [edytowane] byla biblioteka i on przeczytal w niej prawie wszystkie ksiazki!!!! potem przywozili mu z innych bubliotek w ramach tzw. wymiany. Jacek pracowal wiele lat na kolei gdzie nie pil alkoholu !!!! pozniej gdy komuna upadla zostal bez pracy , bylo jeszcze troche roboty na gospodarce ale jak w swoim czasie i to upadlo. Potem dostal wylew i dzisiaj chodzi z kula pod grusze by topic smutki z podobnymi jak on. tamci ludzie to niestety ofiary naszych politykow. Ogolnie… Czytaj więcej »

Piotr

Witaj Anita.
Ciesze sie bardzo ze interesuje Cie ten temat. Jestem do dyspozycji. Pozdrawiam

Julita

W Sielsku [edytowane] bywam dość często, kiedyś każdą dłuższą przerwę od szkoły. W tym co Pani pisze jest wiele prawdy. Niestety Ci, którzy tam zostają czyt. ludzie młodzi i w średnim wieku kończą pod gruszą. Brak perspektyw? Chyba raczej chęci, wiary że można coś zmienić. Ale nie wiedziałam, że taką rozmowę z chłopakami “spod Gruszy” można tak ciekawie opisać.
Pozdrawiam

Andrzej Brojer

Tekst fajnie się czytało , najlepsze rozmowy z przygodnie spotkanymi ludźmi. Wogóle super sprawa robić coś co sprawia satysfakcję , nie zmuszając siebie do czegoś czego nie lubimy robić .
Wiem , że chcąc podróżować trzeba ruszyć się z miejsca ale nie zawsze jest to takie proste i oczywiste. Pozdrawiam

Marek

Lubie przenosic sie w wyobrazni, w miejsca ktore opisujesz. Dzieki Ci za to…

pietia74

Sam pochodze z takiego Sielska, tylko ze na scianie zachodniej naszego kraju. Kiedy jeszcze mieszkalem w kraju,a i teraz kiedy urlopuje u Mamy, lubie przystawac pod taka wioskowa grusza i wdawac sie w rozmowe z takimi ludzmi ktorych opisalas. Czesto sa to barwne, choc poharatane, zyciorysy. Z niektorymi chodzilem do szkoly, innych juz tylko sie wspomina, bo “tak szybko odchodza” . I zeby nie zakonczyc smutasno, pojade Hrabalem, bo czytajac Twoja fraszke, tak mi sie skojarzyl:) „Pisząc nadobowiązkowe wypracowanie domowe [na temat: »Kim chciałbyś zostać, gdy dorośniesz«] wyznałem, że chciałbym być bezrobotnym. Taki bezrobotny nie chodzi do pracy, a ja także nie lubię chodzić do szkoły, co wieczór rynek pełen jest bezrobotnych, którzy wprost kipią wesołością i pokrzykują do siebie, a kiedy pada deszcz, siedzą w gospodach, gdzie grają w karty;… Czytaj więcej »

Dorota Polańska via Facebook

” Gościu siądź pod mym liściem, a odpocznij sobie…, nie dójdzie Cie tu słońce ,przyrzekam ja Tobie…. Piękny wiersz..uwielbiam go 😀

Marcin Kaźmierczak via Facebook

Te teksty-portrety ludzkie są fenomenalne. Nie komentujesz, nie moralizujesz a po prostu przedstawiasz sytuację, jakbyś robiła portret lub zdjęcie. Niestety, tak jak w tekście, takich wiosek są tysiące. Widać to właśnie najbardziej jadąc rowerem w ciepłe popołudnia. Nawiązując do ostatniego zdania, może Oni właśnie patrzą na nas podobnie, ze zdziwieniem, nie rozumiejąc naszego życia w ciągłym biegu.

Jacek Rybarczyk via Facebook

Piszesz wspaniale juz przwczytalem sporo ale mysle ze przeczytam wszystko. Masz dar pisania,jestes do tego skromna widac ze robisz to z sercem.

Marek Szyller via Facebook

Cześć, wiesz to doskonale, bo inaczej tyle byś nie pisała … piszesz ładnie i ciekawie. Ucieszyłbym się bardzo gdybyś poza siecią stworzyła kiedyś zbiór swoich spotkań z ludźmi, naturą, ze sobą. Gdybyś napisała książkę. Może być droga. Kupię ją jako pierwszy 🙂

Tomasz Kała via Facebook

A tak się teraz zastanawiam czy jechałaś przez miejscowośc Sejny?

Daniel Wojewski via Facebook

Ciekawy tekst, o ludzkich losach…

Round Space via Facebook

Na wschodniej granicy jest cudownie – uwielbiam, koniecznie muszę tam jeszcze wrócić 🙂 Zdjęcia jak zawsze bajkowe 🙂

Piotr Gruszecki via Facebook

Spojrzalem na tytul i sie usmiechnalem, bo grusza to moje “rodowe” drzewo:) Przeczytalem calosc i sie zadumalem, bo sam wiele takich spotkan w swoim rodzinnym Sielsku przezylem. Spotkan z poharatanymi zyciorysami. Barwnymi, zwykle dramatycznymi a czasem tragicznymi..Tak mi sie przypomniala piosenka Jacka Kaczmarskiego Blues Odyssa :www.youtube.com/watch?v=tQ1AGj8GyOc

Beata Lalla Jakuszewska via Facebook

Świetny tekst! 🙂