W środku lasu polana. Na polanie drewniane rozsypujące się zabudowania, otoczone płotem. Wszystko zamknięte na klucz, który spoczywa w rękach pracowników miejscowego nadleśnictwa. Pozostaje jedynie popatrzeć i wczuć się w atmosferę Wierszalina, który dawniej miał być „centrum nowego świata” – Nowego Jeruzalem, tworzonym przez Eljasza Klimowicza, zwanego Prorokiem Ilją.
W blasku ostatnich promieni słońca pozostałości po dawnej osadzie, choć świecą pustkami, nie sprawiają przygnębiającego wrażenia. Wręcz przeciwnie. Zabudowania toną w zieleni drzew i bujnej niekoszonej trawie. Można tu doszukać się dziwnej aury, tajemniczości, choć bardzo prawdopodobne, że to tylko działanie wyobraźni, która na kanwie usłyszanych historii o proroku i jego wyznawcach, takie poczucie kreuje.
Prorok Ilja i nowa stolica świata
Eljasz Klimowicz był zwykłem chłopem, w dodatku niepiśmiennym. Mówi się o nim, że nie on sam ogłosił się prorokiem czy nowym wcieleniem Chrystusa, lecz że to ludzie sami go nim obwołali. Eljasz Klimowicz po prostu nigdy temu nie zaprzeczył.
Jego historia zaczyna się przed I wojną światową. Powtarzana legenda głosi, że miano proroka zyskał właściwie dzięki zbirowi Półtorakowi, który grasował w tamtym czasie po okolicach, przysparzając ludziom kłopotów i zmartwień. Dawał się również we znaki Eljaszowi, który w końcu postanowił zaradzić problemowi. W czasie, gdy szukał pomocy u popa-cudotwórcy z Kronsztadu, jeden z sąsiadów zabił Półrotaka. Zasługę tę przypisano jednak Eljaszowi przysparzając mu tym samym sławy. Jego popularność wśród mieszkańców wzrosła, gdy zaczął budować cerkiew, która w czasie I wojny została zniszczona i ponownie po wojnie odbudowywana przez Eljasza i jego wiernych. O świątyni mówiono, że sama wyrosła z ziemi, a o Eljaszu, że jest zmartwychwstałym prorokiem, który uzdrawia i czyni cuda. Do Wierszalina, który Ilja zaczął tworzyć z „wiernymi” zaczęły przybywać tłumy pielgrzymów, by usłyszeć, że zbliża się koniec świata i jedyną ostoją pokoju jest Wierszalin i tylko sprawiedliwi z Wierszalina koniec świata przeżyją.
Uznanie Eljasza prorokiem szybko obróciło się przeciwko niemu. Latem 1936 roku jego wyznawcy postanowili poddać go próbie i jako nowe wcielenie Chrystusa, ukrzyżować, by ponownie odkupić grzechy świata. Do ukrzyżowania w końcu nie doszło. Nie wiadomo jednak do końca jaka była tego przyczyna. Jedne przekazy mówią o ucieczce Eljasza Klimowicza i ukrywaniu się w lesie, inne o rezygnacji wiernych z pomysłu. Potem przyszedł rok 1939 i według słów Pawła Wołoszyna, głównego budowniczego nowego świata i sąsiada Eljasza, na Proroka doniósł jeden z jego „apostołów”. Zjawili się Sowieci, okupujący wówczas Podlasie i postanowili Eljasza się pozbyć. W tym czasie wszyscy wyznawcy najróżniejszych sekt byli wywożeni na Syberię, więc i Prorok Ilja tam trafił. Ponoć miejscowi ludzie próbowali go ratować, tłumacząc, że nie jest żadnym prorokiem, ale próby nic nie pomogły. Został mu postawiony zarzut działalności antysowieckiej i otrzymał wyrok pięciu lat łagru w Mariańsku. Paweł Wołoszyn w reporterskiej książce Włodzimierza Pawluczuka „Wierszalin. Reportaż o końcu świata” mówi, że znali nawet dokładne miejsce pobytu Eljasza, który ponoć trafił potem do domu starców za Krasnojarsk. Posyłali mu nawet przez pewien czas paczki. Nie dostawali jednak żadnych informacji zwrotnych, więc w końcu przestali.
Po Eljaszu została osada, w której jeszcze przez jakiś czas aż do lat sześćdziesiątych mieszkali jego wyznawcy, czekając cierpliwie na powrót proroka.

Czy ktoś pamięta proroka?
– To szaleniec był jakiś. Wariat. – mówi pracownik nadleśnictwa, który tłumaczy mi dokładną drogę do nieistniejącej już osady i murów niedokończonej świątyni. Nie chce jednak więcej na temat historii proroka się wypowiadać, odsyłając do tablic informacyjnych postawionych na terenie dawnej osady i do mieszkającej nieopodal kobiety. – Ona znała Pawła Wołoszyna. Może coś wie.
– Staruszek w grobie się przewraca, że wszyscy szaleńca z niego robią. – mówi z kolei Nadzieja. – Wszyscy tu tylko przyjeżdżają i pytają, gdzie prorok, gdzie prorok. A jaki on prorok był?
Kobieta jednak nie bardzo pamięta Eljasza Klimowicza, choć mieszka tu już kilkadziesiąt lat. Tak naprawdę o tym, że był jakiś prorok usłyszała od turystów, którzy nagle tłumnie zaczęli się pojawiać i wypytywać o osadę Wierszalin. Przyczyniła się do tego właśnie książka Włodzimierz Pawluczuku. Wcześniej, oprócz jego wyznawców, nikt o nim nie pamiętał.
Dziś w Wierszalinie nie ma już pielgrzymek wyznawców. Zastąpili je turyści ciekawi historii i lubujący się w nieprzetartych do końca szlakach. Wierszalin nie jest miejscem zapomnianym, lecz wciąż żywym dzięki książce Pawluczuka i Teatrowi Wierszalin z Supraśla, ale całe szczęście nie jest jeszcze zadeptany przez tłumy turystów. Póki co panuje tu spokój, a jedyne co można usłyszeć to szum drzew i wyimaginowane bicie dzwonów, tych z niedokończonej świątyni nowego świata.




Niesamowite że ludzie potrafią wierzyc w takie rzeczy, stworzyć z czlowieka religijną legendę, widać tak człowiek działa że potrzebuje uwierzyć w cos mistycznego, uwierzyć w czlowieka który jest “wyższy” od nich samych. A ja potrzebuje takich historii 😉
Dla mnie też jest to niesamowite, że ludzie potrafią tak wierzyć. I też uważam, że wielu po prostu tego potrzebuje. Bez wiary, jakiejkolwiek i w cokolwiek człowiek chyba nie widzi sensu w życiu. Jeśli dzieki temu czują się lepiej, a życie jest dla nich pełniejsze, to niech wierzą w co chcą 🙂
A ja mimo wszystko widzę sens w życiu! 😉
PS. przeczytałem cały tekst, dobry! 😉
Świat się kończy. Karol w końcu przeczytał jakiś mój wpis =D
Nie ma dla mnie lepszego teatru nad Wierszalin! Kantor nie żyje od lat, to chyba mogę tak powiedzieć ;).
Dzień dobry. Dziś pierwszy raz trafiłem na Pani stronę. Świetne wpisy. Mieszkam na Podlasiu (właściwie na Suwalszczyźnie) od kilku lat. Ale o takich ciekawych miejscach dowiaduję się z internetu a nie od miejscowych… Ludzie tutaj nie widzą tego piękna dookoła nich i tej różnorodności, której nie ma np w Wielkopolsce skąd pochodzę.
Dziękuję za wpisy i za przepiękne zdjęcia.
Jakim aparatem Pani fotografuje?
Pozdrawiam
Wielkopolska też jest piękna 🙂 Podobnie jak i Suwalczyzna. Bardzo lubię. Ja o wielu miejscach dowiedziałam sie włąśnie od miejscowych. Inaczej pewnie w nie nie trafiłabym. Ale to prawda, że czasami miejscowi nie wiedzą, co warto zobaczyć. Wstyd przyznać, ale czasem pytają mnie o Gdańsk i też nie wiem, co polecić, dlatego muszę to zmienić w najbliższym czasie 🙂
Cieszę się, że wpisy i zdjecia się podobają. Fotografuję lustrzanką Nikon d7000. Starsze zdjecia Nikonem D80.
Pozdrawiam
[…] pagórkowata kraina pokryta polami, łąkami i lasami. W takim miejscu narodził się i działał prorok Ilia, prawosławny samozwańczy święty. W niedalekim Wierszalinie miał grono wyznawców i tłumy […]