AMERYKA ŚRODKOWA GWATEMALA W DRODZE

Zielono mi, czyli z wizytą na farmie awokado

earth lodge avocado farm

Leżę w hamaku, a przede mną rozpościera się przepiękny widok: dwa wulkany, i spoczywająca między nimi, mieniąca się tysiącami świateł Antigua. W oddali widać feerię barw sztucznych ogni – ktoś znów obchodzi urodziny. W tle słychać rock’n’rolla, a poza tym panuje niemal całkowita ciemność. 

Dziś opuściłam Antiguę. Wyjechałam jednak niezbyt daleko, zaledwie 6 km, ale to wystarczyło, by poczuć się jak w raju. Jestem na farmie awokado EarthLodge, tak nazywa się to miejsce, które założyła para amerykańsko-kanadyjska. Można tu przyjechać, zamieszkać w domku na drzewie, albo w zwykłym dormitorium, leżeć w hamaku i relaksować się całymi dniami, popijając zimne piwo i wpatrywać się całymi godzinami w przepiękne krajobrazy. Przyjechałam tu na 3 dni, ale już zaczynam się zastanawiać nad pozostaniem dłużej. 

Widok z El Hato
Farma awokado to miejsce przede wszystkim dla turystów, więc gdy tu przyjechałam, natknęłam się na kilkadziesiąt osób. Było głośno…i turystycznie, a od tego chciałam przecież uciec. Tłok Antigui po miesiącu już mnie zmęczył. Wiedziałam jednak, że większość osób przyjechała tu tylko na dzień, by podobnie jak ja odpocząć od hałasu dużego, turystycznego miasta. Po zachodzie słońca większość odjechała i pozostało tylko kilkanaście osób, chcących na dłużej wyrwać się z miasta. Zrobiło się ciszej i spokojniej. Ludzie siedzieli w fotelach lub hamakach i delektowali się swobodnie przepływającym czasem.

Młode awokado
O tym miejscu dowiedziałam się od znajomych, którzy napisali mi, że zakocham się w tym miejscu. I mieli rację. Pożegnałam się więc w niedzielę z moją rodziną. Niezbyt jednak wylewnie, bo szczerze powiedziawszy w końcowym efekcie nie byłam zadowolona z pobytu u nich. W południe miałam ruszyć na farmę. Obładowana dwoma plecakami: wielkim z tyłu, ważącym chyba ze sto kilo i mniejszym z przodu, który ważył chyba ze dwadzieścia, ruszyłam do sklepu, przy którym miałam czekać na kierowcę. Chciałam jechać chickenbusem, ale na stronie farmy uprzedzali, że mało, kto wie, gdzie farma się mieści i może być później problem z dotarciem. Więc czekałam i czekałam, i czekałam… W końcu pojawił się stary, rozwalony pick-up. Zapakowałam się do bagażnika wraz, z co najmniej siedmioma innymi młodymi osobami. Młodymi – boże jak to zabrzmiało!!! Ale poczułam się właśnie wyjątkowo staro, gdy to przeczytałam J. W każdym razie w końcu padło jedno z trzech podstawowych pytań, które zwykle padają, gdy podróżujesz: „Skąd jesteś?” „From Poland”, odpowiadam i dostaję niemal zawału serca, gdy słyszę: „Naprawdę jesteś z Polski?”. Nie wierzę własnym uszom. Ola jest z Kanady, tam też się urodziła, ale jej rodzice są Polakami, którzy w latach osiemdziesiątych wyemigrowali do Kanady. 
Nie mogłam się z Olą nagadać, tym bardziej, że była jedną z niewielu, a właściwie mogę powiedzieć, że pierwszą osobą (bowiem rodzinki Polaków chyba nie warto liczyć), z którą w końcu mogłam porozmawiać w swoim języku. A poza tym, choć Oleńka, jak wszyscy na nią mówią, jest 10 lat młodsza ode mnie, to miałyśmy wiele ciekawych i wspólnych tematów. Dzięki niej popołudnie wśród tłumów ludzi, który zebrał się na farmie, a którego próbowałam uniknąć, minął mi niezwykle przyjemnie. Przez chwilę aż pożałowałam, że wyjechałam z Antigui akurat w momencie, gdy pojawiła się tam osoba, z którą wreszcie mogę normalnie porozmawiać, bez obaw o mój wycieńczony mózg. Nie mniej Oleńka okazało się przecudowną i przesympatyczną dziewczyną, z którą kontakt raczej się nie urwie, bowiem cała jej rodzina mieszka w Polsce, a cześć rodziny nawet w bliskim Gdańska Bielkówku (smakosze piwa dobrze wiedza gdzie miejscowość się znajduje).
Gdy w końcu wszyscy wyjechali, mogłam zanurzyć się w hamaku i chłonąć cudowna atmosferę. I nawet noc w dormitorium, w którym jest osiem łóżek w niczym mi nie wadziła (nie raz już tak w końcu spałam). Zresztą pierwszej nocy spałyśmy tam tylko we trzy. A spało mi się tam wyjątkowo wygodnie i bezpiecznie, bowiem absolutnie nic mnie tu nie pogryzło. No i wreszcie, tu na farmie, mogłam wreszcie zażyć pierwszego gorącego prysznica! Cóż to była za przyjemność!
*
I znów leżę w hamaku, tym razem opatulona śpiworem. Słońce zaczyna się chylić ku zachodowi. Dziś zerwał się trochę większy wiatr, ale i tak słońce przygrzewało mocno przez cały dzień.

Wokół panuje cisza i spokój. Dwie osoby przysypiają w sąsiednich hamakach, ktoś na leżaku czyta książkę. Panuje ogólna sielanka. Dziś mija trzeci dzień mojego pobytu na farmie i nie mam zamiaru stąd wyjeżdżać. Przedłużam pobyt o kolejny dzień. Jest mi tu tak dobrze, tak beztrosko, spokojnie i cicho. Tak przyjemnie. Mogę całymi dniami wygrzewać się na słońcu, w pięknym otoczeniu, ale żeby nie było, że się tylko obijam, to ja cały czas tu pracuję. Po to właśnie tu przyjechałam, by odpocząć, ale i nadgonić moją pisaninę. Trochę włóczę się po okolicznych lasach i drogach, trochę leniuchuje w hamaku, popijając winko, trochę rozmawiam z ludźmi, którzy tak, jak ja zaszyli się tu, ale głównie milczę i piszę. Po miesiącu nieustannego gadania w języku angielskim i hiszpańskim mój mózg potrzebuje oddechu i zrelaksowania się, bo za chwilę znów ruszę z wkuwaniem słówek i z nieustannymi próbami wyrażenia swoich myśli obcymi dla mnie słowami.

Więc najczęściej leżę w hamaku lub, gdy słońce zachodzi i robi się chłodniej, zanurzam się w wygodnej i miękkiej kanapie restauracyjno-barowo-świetlicowej i zza okien podziwiam rozświetlone tysiącami barw, miasto. I piszę albo czytam, słucham muzyki albo planuję dalszą podróż. I tak mija dzień za dniem. Dziś już czwarty na farmie.
*
Nie ma nic piękniejszego niż poranny jogging wśród zieleni na wysokości kilku tysięcy metrów z pięknymi widokami. Tak zaczynam każdy tu poranek, a potem rozciąganie w altance z widokiem na wulkany. Żyć, nie umierać. Muszę z przykrością stwierdzić, że moje kochane Lasy Oliwskie przegrywają z tutejszymi warunkami.

Jest środa wieczór. I znów przedłużam pobyt o kolejny dzień. Zostaje do piątku rana. I choć namawiają mnie, żebym jednak zdecydowała się zostać do soboty (jeśli spędzasz dwie noce w dormitorium, trzecią dostajesz gratis), postanawiam być twarda, choć musze przyznać, że nie wiem, co będzie w czwartek wieczorem J Propozycja kusi, ale w końcu będę musiała się stąd się ruszyć. Jak tak dalej pójdzie, to zostanę tu naprawdę na wieki. Zresztą zaczęłam się poważnie nad tym zastanawiać. No, może nie nad wiekami, ale nad jakimś czasem pozostanie tutaj, a raczej bardziej powrotu. Większość osób, które tu pracują, to, nazwijmy ich wolontariusze, którzy za nocleg, jedzenie i możliwość mieszkania tu, pracują, odpoczywają, uczą się i są szczęśliwi. Teraz na dłużej tu zostać nie mogę, bo zbyt wiele miejsc czeka na mnie. Ale wiem, że kiedyś tu wrócę. To miejsce ma w sobie moc i magię. Magię przyciągania. To miejsce, w którym naprawdę można się zakochać. Taka niemal „Niebiańska plaża” (kto widział film ten wie). Zostaje mi tylko zazdrościć właścicielom pomysłu. Ale wiem, że oni też kiedyś mieli marzenie, podróżując po świecie, i szukając swojego miejsca. I gdy przyjechali do Gwatemali, to najpierw przez jakiś czas pracowali w hotelach, by później kupić tu farmę i się na niej osiedlić. Stworzyli tu swój własny raj i raj dla wielu turystów również. W końcu marzenia się spełniają. Prawie zawsze.

1 1 vote
Article Rating

O Autorce

B*Anita Demianowicz

Podróżuję, piszę i fotografuję. Współpracuję m.in. z magazynami Podróże, Poznaj Świat i Rowertour. Prowadzę prezentacje i warsztaty podróżnicze w całej Polsce. Jestem również przewodniczką grup trampingowych dla kobiet, a także organizuję festiwal TRAMPki-Spotkania Podróżujących Kobiet.
Jestem absolwentką kilku kierunków studiów, m. in. filologii polskiej na UG i Polskiej Szkoły Reportażu.
We wrześniu 2016 ukazała się debiutancka książka: "Końca świata nie było".

Więcej o mnie>>>.

Subscribe
Powiadom o
guest

8 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Mtk

Zaczynam się zastanawiać czy nie powinnaś zacząć szukać biologicznych rodziców, bo poznając Twoje zamiłowania i zachwyty, zaczynam się wątpić, czyś ty nasza 🙂 Wielosobowy pokój! Brak łazienki! Zero galerii i promocji!!! Brrrr … to nie moje geny 🙂

Anita Demianowicz

Pokoje z reguły wolę jednoosobowe, ale w dormitorium już nie raz spałam. taka opcja jest po prostu dużo tańsza. Ale raczej Wam by pewnie te okolice nie przypadły do gustu, nie ma sklepów, galerii, plaży i morza. Tylko góry i spacery po nich lub leżenie na hamaku.

prymitywistka

Super kontrast w stosunku do poprzedniego wpisu. Do dopełnienia całości brakuje tylko jakiegoś starca, z którym można zagłębiać tajniki medytacji :))) Ogólnie fajna opcja. Dla mnie mega wypas w porównaniu do „zaruskowionych” kurortów. ;)) pozdrawiam. Alutka.

Anita Demianowicz

No brakuje troche starca od medytacji albo jogi 🙂 Myślę o tym. Nad jezioro Atitlan, gdzie jutro jadę w jednej miejscowości znajduje się ośrodek jogi. Może po kolejnych 2-3 tygodniach nauki w szkole ruszę tam do ośrodka znów trochę odpocząć. I faktycznie tu jest świetnie. Zjawiają się zwykle backpakerzy, ale tacy, którzy starają się unikać imprezowych miejsc i skupić się na delektowaniu rzeczywistości.

siki

Lekko zestresowany przez Mtk po moich komentarzach w poprzednich postach (buziaki z Olsztyna, Pani Alicjo!), postaram się streszczać, nie podjudzać i nie zanudzać.

Rozczarowałaś mnie tym postem (no surprise – uprzedzałaś) – po takiej dawce thrillera… Od razu przynosi mi na myśl „Perfect Day” Lou Reeda; „przyjechać, zamieszkać”… W tym roku w Węgorzewie wywieszamy hamaki (żeby się tylko nie wypi***ć). Mam kumpelę Olę, która kiedyś mieszkała w Kanadzie – od razu wzięło mnie na wspomnienia. Zobacz, jak tymi literkami ewokujesz wspomnienia. Fajnie, że w najdalszych zakątkach Wszechświata spotykasz Polaków, z którymi można pogadać i nóżką potupać (przychodzą mi na myśl tamci niechętni, których opisałaś wcześniej).

„The Beach”, taaa… No fantastyczny film, ale się nie przyzwyczajaj. „Pure Shores” przez All Saints sobie zapodaj i spadaj z tego hamaka!

Anonymous

To właśnie ta krawędź i balans między graniczny.
Bez PRAWIE, one po prostu czekają na spełnienie.
Jesteś młodsza od tej busowej reszty, nie masz prawa czuć się inaczej.
Pamiętaj.
JUNTER.

Edyta Szpejnowska

Coś czuje, spodobałoby mi się na tej farmie awokado. Leżenie w hamaku, słuchanie rock’n’rolla i podziwianie widoków to coś dla mnie:P

Anita Demianowicz

Na stówkę, by Ci się tu Edith spodobało. Zresztą, myślę, że nie ma osoby, która nie zakochałaby się w tym miejscu.