fbpx
PORADNIKI PORADNIKI PODRÓŻNICZE W DRODZE

W co się ubrać na rower lub trekking zimą?

Zimą zwykle najtrudniej zdecydować, w co się ubrać na rower niezależnie od tego czy zamierza się jeździć tylko po mieście, czy wybiera się na dłuższy wyjazd. Niektóre z ubrań czy gadżetów przydadzą się również tym, którzy planują trekkingi w warunkach zimowych lub w regionach, gdzie niezależnie od pory roku często pada i wieje.

W poście zebrałam moje doświadczenia z kilku wyjazdów: rowerowego w zimie z Ukrainy przez Rumunię, Bułgarię do Turcji (styczeń/luty 2015), krótkiej jazdy rowerem po Islandii i trekkingu w grudniu w Patagonii, w Parku Torres del Paine. Ponieważ jazda rowerem w zimie i trekking w warunkach zimowych w wiecznie wietrznej Patagonii były dla mnie pierwszym doświadczeniem tego typu (zwykle wybierałam jednak letnie kierunki) nie bardzo wiedziałam, co może mi się na takim wyjeździe przydać, co okaże się niezbędne, a co zupełnie niepotrzebne. Metodą prób i błędów, szukania porad w Internecie i od bardziej doświadczonych, skompletowałam sprzęt (zanim przeczytacie poniższy post, zajrzyjcie koniecznie TUTAJ, gdzie wyjaśniam dokładnie, co zabrałam ze sobą na rower na zimową dłuższą eskapadę). Część rzeczy sprawdziła się rewelacyjnie, część oblała test. Znalazły się też takie, które kompletnie się nie przydały, i takie, których zabrakło.

Koniecznie

Rękawiczki Hot Line

Rękawiczki trzypalczaste rowerowe

Zimą najbardziej obawiałam się marznięcia stóp i dłoni. Długo szukałam więc takiej ochrony, która zabezpieczy mnie przed odmrożeniem palców. Rękawice Hot Line świetnie chroniły przed wiatrem i zimnem. Powyżej zera czasami było w nich za ciepło, ale wówczas ściągałam je i jechałam tylko w spodnich cieniutkich rękawiczkach. To, co w nich bym zmieniła to podział: po dwa palce w komorze. Palec wskazujący w tych rękawiczkach jest umiejscowiony oddzielnie i tylko on może manipulować przerzutkami. Naturalny odruch zmuszał mnie do prób użycia dwóch palców. Mogłoby wyglądać to tak jak w rękawiczkach Shimano. Natomiast dużo ważniejsza dla mnie była ciepłota niż wygodniejsze operowanie palcami, dlatego postawiłam na rękawice Hot Line i to był bardzo dobry wybór.

Spodnie softshell 4fun

Super wygodne i elastyczne, w dodatku dobrze leżą i szybko schną. Duża wygoda jazdy, pedałowania, mimo że nie są to typowo rowerowe spodnie. W temperaturze poniżej zera wystarczy włożyć pod nie bieliznę termiczną z merynosów. Przy niższych temperaturach zdarzało się, że zakładałam dodatkowe ocieplane „pończochy” rowerowe. Plusem spodni jest też łatwość czyszczenia. W zimie brud na spodniach osiada bardzo szybko. Wystarczy jednak przejechać po nich mokrą szmatką, a czasem nawet zetrzeć na sucho i nie ma śladu po błocie. Minusem jest to, że podczas aktywności przy wyższych temperaturach spodnie wilgotnieją od potu.

Wiatroszczelny Buff

Buff wykorzystuję na różne sposoby w różnych okolicznościach. W zimie na rowerze czy na trekkingu nie ściągałam go wcale. Dobrze się w nim oddycha. Wiatroszczelna część nieźle chroni szyję od zimnego wiatru. Buff nie rozciągał się w związku z czym cały czas szczelnie ochraniał twarz, a co najważniejsze nie pochłaniał brzydkich zapachów. Nie trzeba jednak koniecznie kupować oryginalnego buffa, który ponoć w jakości znacznie przewyższa inne chusty. Oryginalny miał po roku czy dwóch użytkowania wyglądać jak nowy. Niestety mój już po trzech tygodniach używania wyglądał jakby miał kilka lat. Wypłowiał i cały się zmechacił, choć był prany delikatnie razem z softshellami (no chyba że sklep sprzedał mi podróbkę).

Bielizna z wełny merinos

Jest świetna, ponieważ nie łapie szybko brzydkich zapachów, a kto podróżował zimą, w warunkach, w których trudno cokolwiek wyprać czy wysuszyć doceni tę zaletę. Po sześciu dniach codziennej jazdy na rowerze, bielizna pachniała prawie tak samo jak na początku. Gorzej sprawdziła się w oddychaniu i odprowadzaniu potu. Po dwóch godzinach jazdy zwykle byłam już cała mokra. To, co przemawia mimo wszystko na korzyść bielizny z merynosów to fakt, że wysycha znacznie szybciej niż bielizna termoaktywna, którą też wypróbowałam, szukając najlepszej kombinacji ubrań do jazdy. Później też robiła się mokra i nie w takim stopniu jak np. bielizna termoaktywna. Różnica w poczuciu ciepła też była mocno odczuwalna. Znacznie cieplej było mi w bieliźnie z wełny merynosów jako pierwszej warstwie niż w bieliźnie termoaktywnej, która nie sprawdziła mi się kompletnie podczas zimowego wyjazdu rowerowego, ale już lepiej spisywała się podczas wyjazdu na Islandię (tam jednak było cieplej).

Puchówka docieplająca

Cienka i lekka kurteczka puchowa, którą można zwinąć w dołączony do kurtki woreczek i wykorzystać jako poduszkę. Wykorzystuję ją też jako dodatkową warstwę do śpiwora na noc czy w ciągu dnia jako kurtkę już po zejściu z roweru. Zabieram ją zawsze ze sobą. Nawet w podróży rowerowej dookoła Polski w lecie miałam ją pod ręką.

Osłona przeciwwiatrowa do kuchenki gazowej

To banalnie prosta rzecz, ale w swej prostocie genialna. Jeśli wyjeżdża się na dłużej w zimie i zamierza gotować na wolnym powietrzu (my tak robiliśmy i w Chile w zimie na trekkingu w górach i na Islandii, gdzie mega wieje prawie cały czas, a przynajmniej wiało jak my byliśmy tam). Nie zawsze można znaleźć osłonięte od wiatru miejsce, w którym można ugotować posiłek (zresztą podobne sytuacje mieliśmy w lecie w Iranie, gdzie też trudno było cokolwiek ugotować, jeśli wiało). Osłonka pozwala bez problemu, w szybkim tempie zagotować wodę. (TU można przeczytać jak samemu wykonać taką osłonkę) Nie ukrywam, że przyczynił się też do tego garnek, który kupiliśmy przed wyjazdem. Taka tańsza wersja Optimusa, ale naprawdę świetnie się sprawdza, zajmuje niewiele miejsca. To był strzał w dziesiątkę. W niecałe pięć minut mieliśmy gotową herbatę.

Dla mnie żaden wyjazd czy to w ciepłe czy zimne tereny (choć w te drugie szczególnie) nie może odbyć się bez termosu pełnego herbaty. Świetnie sprawdza mi się termos Primusa (dodatkowo jest w moich ulubionych kolorach czarno-czerwonym). Wiele dobrego o nim czytałam i nie zawiodłam się (TU można przeczytać krótki test)


DSC_6125

Od wakacji towarzyszy mi też niemal zawsze kubek Fulton Contigo (żałuję, że nie miałam go ze sobą podczas zimowego wyjazdu) i w końcu się na niego skusiłam. Muszę przyznać, że jest genialny. Najlepszy kubek termiczny, jaki kiedykolwiek miałam (nie miałam ich za wiele, ale i tak wiem, że wygrywa w przedbiegach). Z blokadą, która pozwala pełen ciepłej herbaty kubek wrzucić do torebki, bez obawy, że się z niego wyleje. Jest szczelny i bardzo wygodny w użyciu. Kilka godzin trzyma temperaturę napoju. Polecam, choć nie należy do najtańszych kubków termicznych, ale gdy już go raz użyjecie, nie będziecie chcieli mieć innego. Mnie jako podręczny kubek w przedniej sakwie sprawdzał się na Islandii znakomicie.

Niekoniecznie potrzebne

Skarpety z wełną z merynosów

Stopy to obok dłoni najbardziej wrażliwa na temperaturę część ciała (przynajmniej mojego), dlatego namówiona reklamami postanowiłam kupić skarpety z wełny merynosów. Niestety żadna z wypróbowanych par (zakładane nawet kilkuwarstwowo) się nie sprawdziły. Szczególnie przeraźliwie marzły mi palce. Jeśli chodzi o odprowadzanie potu to w przypadku skarpet z wełną merynosów trudno mi się wypowiedzieć. Miałam wrażenie, że w butach mam cały czas mokro. Zaletą jednak tej wełny jest, wspomniany już przy bieliźnie, brak nieprzyjemnego zapachu skarpetek mimo długiego noszenia.

Kominiarka

Wprawdzie sam buff by wystarczył, ale jednak czasem zdarzało mi się dodatkowo założyć kominiarkę (na wyjeździe rowerowym zimą). Szczególnie, gdy temperatura spadała mocniej poniżej zera. Kominiarka trochę krępuje ruchy, dlatego rzadziej ją ubierałam, natomiast jako ochrona przed wiatrem i zimnem, sprawdzała się znakomicie. Jeśli jednak nie jedziesz w bardzo zimne rejony, to wystarczy ci jedno albo drugie, przy czym chusta jest wygodniejsza, mniej krępuje ruchy i daje więcej możliwości.

Ogrzewacze do stóp

Zaczynały grzać zwykle, gdy zsiadłam z roweru i ściągałam buty, natomiast w trakcie jazdy kompletnie nie dawało się odczuć ciepła, które rzekomo miały emitować. Nie mniej jednak na Islandii, gdy przemokłam i zmarzłam przeraźliwie uratowały mnie kilka razy, gdy wrzucałam je do skarpetek i zakopywałam się w śpiwór. Grzały niemal całą noc. Przy dłuższych wyjazdach można je ze sobą na wszelki wypadek mieć.

Tego zabrakło/to by się przydało

Niedoświadczona w zimowych wyjazdach, w ogóle nie pomyślałam o jednej rzeczy – pas neoprenowy lub motocyklowy. Podczas jazdy zimą często mocno wiało. Bielizna termiczna i reszta rzeczy robiła się mokra i niestety po kilku dniach zaczęłam odczuwać bóle w lędźwiach. Przewiewało mnie, chociaż kurtkę miałam porządnie pozapinaną i plecy teoretycznie chronione. Ból czasem był bardziej dokuczliwy, czasem mniej. Powiedziałam o tym jednemu z hostów z warmshowers i on poradził mi zwykły pas neoprenowy, który chroni przed przewianiem. W takich warunkach atmosferycznych taki pas, to naprawdę przydatna rzecz, nawet jeśli jeździ się tylko na co dzień zimą po mieście. Podobnie przydają się zimą ochraniacze na kolana, chroniące przez zapaleniem stawów. Ostatnio kupiłam w szmateksie pas motocyklowy za 8 zł

Ubrania przeciwdeszczowe

I na zimowym wyjeździe, i na Islandii miałam tylko przeciwdeszczowe spodnie i ponczo. Niestety takie ubranie chroni albo tylko przed drobnym deszczem albo przed ulewą, ale bardzo krótko. Po pół godzinie ulewy byłam już przemoczona do bielizny. W nieprzewidywalnych warunkach przydałby się bardziej zaawansowany sprzęt przeciwdeszczowy. Jeśli jeździsz z kaskiem, bardzo przydatny okaże się przeciwdeszczowe okrycie na kask. Widziałam kilka osób w czymś takim i po tym jak lało mi się cały czas po karku na plecy, stwierdziłam, że taki ochraniacz to fajna sprawa. (taki ochraniacz wygląda TAK).

Przydałyby się super przeciwdeszczowe rękawiczki. Niestety moje zaraz przemokły. Moim sposobem jest zakładanie na rękawiczki takich foliowych rękawiczek, które stosuje się np. do farbowania włosów.

Buty

buty Keen

Zimą na rowerze zabrakło mi przede wszystkim porządnego obuwia. Kupiłam buty softshellowe, wysokie trekkingowe, ale lekkie i niestety nie zdały kompletnie testu. Po miesiącu podróży porozklejały się, a w drodze zupełnie nie chroniły przed zimnem. Stopy i dłonie marzną najbardziej, dlatego obuwie do wyboru obuwia warto się przyłożyć. Na wyjazd na Islandię zabrałam już ze sobą inne buty. Długo zastanawiałam się jakie wybrać. Wiedziałam, że na pewno trekkingowe, ponieważ planowaliśmy też oprócz rowerów łażenie po górach. Zastanawiałam się tylko czy lepsze będą buty krótkie czy dłuższe. Postawiłam jednak na pół wysokie, Keen, model Durand mid. Wprawdzie to męski model, ale wybrałam go dlatego, że mam dość szeroką stopę i damskie są dla mnie często za wąskie. Poza tym najbardziej mi się te podobały (wiem, że to słaby argument) i chcieliśmy z mężem mieć takie same (argument jeszcze słabszy 🙂 ). Buty są jednak rewelacyjne, przede wszystkim super wygodne i świetnie sprawdzają się zarówno na trekkingach, jak i podczas jazdy rowerem. W dodatku dobrze trzymają ciepło. Nie wiem na sto procent jak sprawdziłyby się w warunkach zimowych jak w Rumunii, ale przypuszczam, że znacznie lepiej niż buty za 200 zł które kupiłam w 4fun.

Podsumowując. Trzeba pamiętać, że niezależnie od ilości zabranych na dłuższy wyjazd zimą ciuchów i tak po kilku tygodniach jazdy będziemy śmierdzieć 🙂 W drodze i to w warunkach zimowych, gdy nie ma jak robić prania (bo albo nie ma warunków, albo wiadomo, że pranie do następnego dnia nie zdąży wyschnąć. Tak było z moją kurtką), w dodatku w deszczu, prędzej czy później i tak delikatny (lub mniej delikatny) zapach stęchlizny się do nas przyczepi. Na trekkingu podobnie.

Każdy ma inną tolerancję na zimno, dlatego jedyną metodą jest sprawdzenie wszystkiego na samym sobie, choć mam nadzieję, że moje wskazówki Wam się przydadzą.

Podzielcie się też swoimi patentami.

 

O Autorce

B*Anita Demianowicz

B*Anita Demianowicz

Podróżuję, piszę i fotografuję. Współpracuję m.in. z magazynami Podróże, Poznaj Świat i Rowertour. Prowadzę prezentacje i warsztaty podróżnicze w całej Polsce. Jestem również przewodniczką grup trampingowych dla kobiet, a także organizuję festiwal TRAMPki-Spotkania Podróżujących Kobiet.
Jestem absolwentką kilku kierunków studiów, m. in. filologii polskiej na UG i Polskiej Szkoły Reportażu.
We wrześniu 2016 ukazała się debiutancka książka: "Końca świata nie było".

Więcej o mnie>>>.

19
Dodaj komentarz

avatar
14 Comment threads
5 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
Bożena Kobierska via FacebookB*Anita DemianowiczMonika Topolska via FacebookPołącz Kropki via FacebookLukas Marut via Facebook Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
majchers
Gość
majchers

Bez względu na rodzaj obuwia, które używamy zimą bezdyskusyjnie najlepszym sposobem na (d-)ocieplenie stóp są, moim zdaniem, ochraniacze neoprenowe, które zakładamy na buty. Jest wiele rozmaitych marek, modeli, rozwiązań (w zależności od rodzaju pedałów etc.). Z mojego doświadzenia wiem, że tylko one się jako tako sprawdzają tak na prawdę, na codzień. Żadne tam super-duper skarpety czy wymyślne buciki… 😉

Jarosław Brzozowski via Facebook
Gość
Jarosław Brzozowski via Facebook

Ja co dzień jeźdze do pracy rowerem nawet e zimę

Matt Bike via Facebook
Gość
Matt Bike via Facebook

Oj już parę latek regularnie jeżdżę do pracy rowerem. Teraz mieszkam w pagórkowatej Szkocji to jest o wiele trudniej niż na moim, ukochanym, płaskim terenie dookoła Bydgoszczy 🙂 A do tego jak zawieje i popada to cały humor ucieka. Ale twardo dzień w dzień śmigam. Dziwnie się czuję jak nie zrobię tych 15km dziennie 🙂

Bożena Kobierska via Facebook
Gość
Bożena Kobierska via Facebook

ZIMĄ

Bożena Kobierska via Facebook
Gość
Bożena Kobierska via Facebook

zimą nie pojade raczej…ale czytać przyjemnie i pomarzyć o śmiganiu

Grzegorz Honcek via Facebook
Gość
Grzegorz Honcek via Facebook

Ja jeżdżę cały rok …pracuje jako kurier rowerowy i faktycznie często mnie przewiewa ,chętnie wypróbuje pas motocyklowy. 🙂

Robert Zieliński via Facebook
Gość
Robert Zieliński via Facebook

Nie ma złej pogody, może być tylko jeszcze gorsza 😛 #pobiegany

Jakub Downar via Facebook
Gość
Jakub Downar via Facebook

Rowerem cały rok! 😉

Konrad Krzyżan via Facebook
Gość
Konrad Krzyżan via Facebook

bardzo ciekawy i przydatny artykuł:) Ze swojej strony dodam: 1) Zakładanie pod kurtkę Camelbaka (plecak z bukłakiem na napój-ten najmniejszy rowerowy model 1.5l). Długo trzyma się w ten sposób temperatura ciepłego napoju pomimo temperatury poniżej zera na zewnątrz. Dobrze się sprawdza przy jednodniowych wypadach. Nie biorę termosu:) Ale pomyślę, żeby kupić i wstawić w aluminiowy koszyk na bidon:) 2) Pod spodnie górskie zakładam jeszcze spodenki z wkładką:) Długie lub krótkie, jak mroźniej to jeszcze dodatkowo na całą długość nóg bielizna merinos z jakimś syntetykiem 3) Rękawice narciarskie jak w rowerowych za zimno 4) Ciepłe buty trekkingowe (nie przemakają i łatwo się je czyści).. niestety nie mam porządnych SPD zimowych.. 5) co do Buffa jak na razie nie mam się do czego przyczepić, ale nie mam go za długo. 6)… Czytaj więcej »

Karol
Gość
Karol

Często najłatwiej podglądać różne patetnty od tubylców. Od jakiegoś czasu mieszkam w Norwegii i tutaj, jak pada, to mało kto bawi się w wodoodporne ochraniacze na kaski. Zwykle zakłada się kaptur wodoodpornej kurtki na głowę, a dopiero na to kask. Większość kasków ma w końcu możliwość regulacji – więc kaptur, nawet z czapką, powinien się zmieścić.

Druh
Gość
Druh

Serwus.

Ludzie nie korzystający z produktów odzwierzęcych mają mniejszy wybór odzieży, czy znasz skuteczne zamienniki?

Pozdrower

Lukas Marut via Facebook
Gość
Lukas Marut via Facebook

Dziękuje za ten artykuł, każdy patent na zimno się przyda 🙂

Połącz Kropki via Facebook
Gość
Połącz Kropki via Facebook

coś czuję, że przyda mi się ten wpis:)

Monika Topolska via Facebook
Gość
Monika Topolska via Facebook

Rowerem jeżdżę cały rok 🙂